Przez kilka ostatnich dni został zdjęty ze mnie zakaz żarcia bez pozwolenia. Mogłem więc sam decydować o swoich posiłkach. Żarłem więc częściej...i nie zawsze kompletnie zdrowe rzeczy. Wiadomo, że nie wżerałem chipsów z frytkami i nie popijałem ich colą - znam listę "zakazanych" produktów, ale często ocierałem się o granice, wciągając w siebie rosół, sałatkę ziemniaczaną czy kilka czekoladek. Okazuje się, że bez nadzoru Pani moja wstrzemięźliwość jest dość marna.
To jest właśnie jeden z powodów dla których potrzebuję Kobiety nad sobą - moja wola nie jest zbyt silna, gdy chodzi o samoograniczanie się. Jeżeli by to ode mnie zależało, to na pewno bym tyle nie ćwiczył, nie hamował się tak przy żarciu, nie prowadził tak długo tego bloga. Po prostu brak mi samozaparcia.
Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy ma się nad sobą osobę, którą chce się zadowolić. Wtedy dochodzi ten magiczny czynnik psychologiczny, który sprawia, że dla tej osoby zmuszamy się do pracy. W życiu "normalnych" ludzi może to być np. ktoś z kim chodzimy na siłownię - nie chcemy rozczarować tej osoby niepojawieniem się, więc ruszamy swój tłusty zad i ćwiczymy. Inny przykład: narzeczona dla której staramy się rzucić palenie - zwalczanie nałogu jest ciężkie, ale dla tej wyjątkowej osoby często jesteśmy w stanie tego dokonać. Działając na rzecz innych stajemy się lepszymi ludźmi.
W uległości tego typu uczucia są spotęgowane, co sprawia, że praca nad samym sobą jest o wiele łatwiejsza. Co prawda nie mam zbytnio wpływu na kierunek swojego rozwoju, ale pod obcasem mojej Właścicielki czuję się bezpieczny i myślę, że idę w dobrą stronę. Wiem, że Jej potrzebuję w swoim życiu - jestem pewien, że bez Niej bym stał tylko w miejscu i nic z tym nie robił...
poniedziałek, 30 listopada 2015
niedziela, 29 listopada 2015
Dzień 063 - Gdy brak czasu...
Ostatnio nastąpiło takie dziwne nałożenie się harmonogramów, że zarówno Pani jak i kundel mają o wiele mniej czasu. Z wykonywaniem codziennych obowiązków jak najbardziej sobie radzę, ale moja Właścicielka jest nieco zajęta i przez jakiś czas nie będę mógł z Nią rozmawiać tak często jak wcześniej. Oczywiście doskonale to rozumiem, żyję w Jej świecie i Jej harmonogram jest najważniejszy. Jestem w stanie się do niego dopasować.
Ale jednak jest tak jakoś pusto i smutno bez Niej.
Dalej wykonuję swoje obowiązki, działam też nad zadaniami długoterminowymi, ale ogarnia mnie takie dręczące uczucie pustki...Jakby wszystko co robię po prostu leciało w niebyt. Przypomina to trochę krzyk na polu - żadnego echa, żadnej odpowiedzi, tylko przestrzeń. Odzwyczaiłem się od tego. Teraz tak się zastanawiam: czy to oznacza, że jestem rozpieszczonym facetem, który potrzebuje być stale w centrum uwagi? Czy może po prostu uzależnienie od Pani jest takie silne, że "odstawienie" Jej na chwilę skutkuje depresją?
Ale jednak jest tak jakoś pusto i smutno bez Niej.
Dalej wykonuję swoje obowiązki, działam też nad zadaniami długoterminowymi, ale ogarnia mnie takie dręczące uczucie pustki...Jakby wszystko co robię po prostu leciało w niebyt. Przypomina to trochę krzyk na polu - żadnego echa, żadnej odpowiedzi, tylko przestrzeń. Odzwyczaiłem się od tego. Teraz tak się zastanawiam: czy to oznacza, że jestem rozpieszczonym facetem, który potrzebuje być stale w centrum uwagi? Czy może po prostu uzależnienie od Pani jest takie silne, że "odstawienie" Jej na chwilę skutkuje depresją?
sobota, 28 listopada 2015
Dzień 062 - Współczesny mężczyzna
Jak udowodnił Krzyżanowski ludzka kultura leci sinusoidą, przechodząc od jednego ekstremum do drugiego. W dzisiejszych czasach wróciliśmy pod pewnymi względami do czasów prehistorycznych - wyznajemy kult siły, uosabiamy sukces z dominacją. Samiec alfa jest wysportowanym biznesmenem, natomiast facet uległy - wymizerniałym chudzielcem płaszczącym się przed każdym. Takie są przynajmniej stereotypy.
A tymczasem bycie uległym wcale nie jest czymś gorszym - to po prostu oddawanie wszystkich swoich umiejętności i pragnień w ręce Kobiety. Do niedawna o facetach, którzy tak czynili mówiło się pogardliwie "pantoflarze", bo nasz naród jeszcze do końca nie wyszedł z cienia patriarchatu. Ale może jeszcze nastaną czasy, kiedy służenie Kobietom będzie czymś normalnym i nie będzie musiało być ukrywane. Weźmy czasy średniowiecza - ogromni mężczyźni w zbrojach nosili na ramionach damskie chusty i inne fatałaszki, padali swoim Paniom do stóp, ślubowali wierność i oddanie. Czy ktoś wątpił w ich męskość? No nie, bo mieli klaty wielkości małego Fiata. Służenie Kobiecie było czymś szczytnym i wspaniałym, największy macho padał na kolana przed swoją Danuśką czy inną Oleńką i nikogo to nie dziwiło.
Nie mam pojęcia w jaki sposób ideał naszego mężczyzny przeobraził się w postać burkliwego siłacza, który Kobiety traktuje użytkowo - coś gdzieś musiało pójść nie tak. Jeżeli jednak facet jest wygadany i traktuje Kobiety porządnie, to zapewne jest lowelasem i pragnie się z nimi przespać - także popularny stereotyp. A cała reszta to już tylko brzydka, głupia tłuszcza. Chyba nie mamy w dzisiejszych czasach żadnych pozytywnych wzorców...Poza jednym. Istnieje grupa stereotypowych facetów, którzy są przystojni, wysportowani, szarmanccy wobec Kobiet i wrażliwi. To homoseksualiści.
A tymczasem bycie uległym wcale nie jest czymś gorszym - to po prostu oddawanie wszystkich swoich umiejętności i pragnień w ręce Kobiety. Do niedawna o facetach, którzy tak czynili mówiło się pogardliwie "pantoflarze", bo nasz naród jeszcze do końca nie wyszedł z cienia patriarchatu. Ale może jeszcze nastaną czasy, kiedy służenie Kobietom będzie czymś normalnym i nie będzie musiało być ukrywane. Weźmy czasy średniowiecza - ogromni mężczyźni w zbrojach nosili na ramionach damskie chusty i inne fatałaszki, padali swoim Paniom do stóp, ślubowali wierność i oddanie. Czy ktoś wątpił w ich męskość? No nie, bo mieli klaty wielkości małego Fiata. Służenie Kobiecie było czymś szczytnym i wspaniałym, największy macho padał na kolana przed swoją Danuśką czy inną Oleńką i nikogo to nie dziwiło.
Nie mam pojęcia w jaki sposób ideał naszego mężczyzny przeobraził się w postać burkliwego siłacza, który Kobiety traktuje użytkowo - coś gdzieś musiało pójść nie tak. Jeżeli jednak facet jest wygadany i traktuje Kobiety porządnie, to zapewne jest lowelasem i pragnie się z nimi przespać - także popularny stereotyp. A cała reszta to już tylko brzydka, głupia tłuszcza. Chyba nie mamy w dzisiejszych czasach żadnych pozytywnych wzorców...Poza jednym. Istnieje grupa stereotypowych facetów, którzy są przystojni, wysportowani, szarmanccy wobec Kobiet i wrażliwi. To homoseksualiści.
piątek, 27 listopada 2015
Dzień 061 - Posłuszeństwo
Ostatnio nieco pochodziłem po blogach o tematyce Femdom. Szczęśliwi są ci faceci, mogąc służyć swoim Kobietom w "realu" - to na pewno daje więcej możliwości niż tresura wirtualna. Ale jednak jestem szczęśliwy, bo mam wspaniałą Właścicielkę, której mogę służyć. Jednak ktoś mógłby się zapytać w jaki sposób w ogóle mogę czuć kontrolę swojej Pani? Przecież nie muszę się słuchać, nikt mnie nie zmusi na odległość, prawda?
Na to wymyślone pytanie odpowiadam: nieprawda. Nawet jeżeli nie zdaję raportu mojej Pani z wykonanego zadania, to przestrzegam Jej zakazów i poleceń. Dlaczego? Z tego samego powodu dla którego porządny facet nie zdradza swojej żony albo uczciwy obywatel zwraca zagubiony portfel znalazcy. Innymi słowy: mam swoje własne zasady, których się trzymam, bo takim człowiekiem (psem) jestem. Posłuszeństwo wobec Pani jest jedną z tych zasad. Nawet jeżeli Ona o czymś by nigdy Się nie dowiedziała, to ja miałbym ogromne wyrzuty sumienia jakbym coś przed Nią zataił.
Więc tak naprawdę można powiedzieć, że jestem niewolnikiem. Ale zamiast kontraktu czy kajdanek skuwa mnie przywiązanie do mojej Właścicielki. Najlepsze więzienie to takie, z którego się nie chce uciekać!
Na to wymyślone pytanie odpowiadam: nieprawda. Nawet jeżeli nie zdaję raportu mojej Pani z wykonanego zadania, to przestrzegam Jej zakazów i poleceń. Dlaczego? Z tego samego powodu dla którego porządny facet nie zdradza swojej żony albo uczciwy obywatel zwraca zagubiony portfel znalazcy. Innymi słowy: mam swoje własne zasady, których się trzymam, bo takim człowiekiem (psem) jestem. Posłuszeństwo wobec Pani jest jedną z tych zasad. Nawet jeżeli Ona o czymś by nigdy Się nie dowiedziała, to ja miałbym ogromne wyrzuty sumienia jakbym coś przed Nią zataił.
Więc tak naprawdę można powiedzieć, że jestem niewolnikiem. Ale zamiast kontraktu czy kajdanek skuwa mnie przywiązanie do mojej Właścicielki. Najlepsze więzienie to takie, z którego się nie chce uciekać!
czwartek, 26 listopada 2015
Dzień 060 - Początki z Panią
To już 60-ty wpis, prowadzę tego bloga już dwa miesiące. Na dodatek dzisiaj jest Święto Dziękczynienia. Idealny czas, by podziękować Pani za to że jest! A zrobię to poprzez przypomnienie początków tej tresury.
Po A. przez dłuższy czas nie miałem ochoty nikogo szukać, cieszyłem się więc wolnością przez prawie pół roku. Ostatecznie jednak mi się znudziło bezcelowe lenienie i zacząłem poszukiwać odpowiedniej właścicielki. Zrobiłem się nieco odważniejszy, sam zaczynałem pisać do Kobiet. Anons mojej Pani był jednym z trzech pierwszych na które odpowiedziałem - co prawda był relatywnie krótki, ale napisany poprawnie, czytelnie i miał w sobie tę niebywale seksowną kapitalizację, którą tak uwielbiam. Wyskrobałem ładne powitanie i wysłałem.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko, Pani była bardzo konkretna. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że tak łatwo uzyskałem od Niej zdjęcia weryfikacyjne. Zdecydowanie pomogło mi się to przełamać. Jeszcze tego samego wieczora odbyłem pierwszą rozmowę ze swoją Właścicielką i poznałem pierwsze zasady tresury. A było ich niesamowicie sporo w porównaniu do moich poprzednich doświadczeń. Meldunki co 3 godziny, szybkie wykonywanie poleceń, kontrola orgazmu oraz żarcia (chociaż tutaj miałem wybór - ale nie chciałem ograniczać swojej Pani), pierwsze zadanie polegające na masturbacji do Jej zdjęć, blokada konta na portalu...Od razu poczułem, że to nie przelewki. Tej nocy nie mogłem spać długo z podniecenia.
Moje życie szybko się zmieniało. Nauczyłem się żreć z podłogi, przestrzegać czasu meldunków, wytrzymywać dłuższy czas bez orgazmu. Pani szybko mnie podbijała swoją inteligencją i łatwo potrafiła egzekwować to czego chce. Gdy służyłem u A. każda moja obawa zwykle sprawiała, że moja poprzednia właścicielka wycofywała się ze swoich pomysłów. Natomiast Pani popychała mnie do przodu, łamiąc moje głupie lęki. W ten sposób rozwijałem się jako uległy. Jej idealne wyczucie taktu oraz zaangażowanie w mój rozwój sprawiły, że już po miesiącu ujawniłem Jej swoje dane osobowe. A po następnych dwóch - pokazałem swój pysk. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek się na to ośmielę przy tresurze wirtualnej... Pani mnie "złamała" i dopasowała do Swoich potrzeb - za to Jej jestem niewymownie wdzięczny.
Po A. przez dłuższy czas nie miałem ochoty nikogo szukać, cieszyłem się więc wolnością przez prawie pół roku. Ostatecznie jednak mi się znudziło bezcelowe lenienie i zacząłem poszukiwać odpowiedniej właścicielki. Zrobiłem się nieco odważniejszy, sam zaczynałem pisać do Kobiet. Anons mojej Pani był jednym z trzech pierwszych na które odpowiedziałem - co prawda był relatywnie krótki, ale napisany poprawnie, czytelnie i miał w sobie tę niebywale seksowną kapitalizację, którą tak uwielbiam. Wyskrobałem ładne powitanie i wysłałem.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko, Pani była bardzo konkretna. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że tak łatwo uzyskałem od Niej zdjęcia weryfikacyjne. Zdecydowanie pomogło mi się to przełamać. Jeszcze tego samego wieczora odbyłem pierwszą rozmowę ze swoją Właścicielką i poznałem pierwsze zasady tresury. A było ich niesamowicie sporo w porównaniu do moich poprzednich doświadczeń. Meldunki co 3 godziny, szybkie wykonywanie poleceń, kontrola orgazmu oraz żarcia (chociaż tutaj miałem wybór - ale nie chciałem ograniczać swojej Pani), pierwsze zadanie polegające na masturbacji do Jej zdjęć, blokada konta na portalu...Od razu poczułem, że to nie przelewki. Tej nocy nie mogłem spać długo z podniecenia.
Moje życie szybko się zmieniało. Nauczyłem się żreć z podłogi, przestrzegać czasu meldunków, wytrzymywać dłuższy czas bez orgazmu. Pani szybko mnie podbijała swoją inteligencją i łatwo potrafiła egzekwować to czego chce. Gdy służyłem u A. każda moja obawa zwykle sprawiała, że moja poprzednia właścicielka wycofywała się ze swoich pomysłów. Natomiast Pani popychała mnie do przodu, łamiąc moje głupie lęki. W ten sposób rozwijałem się jako uległy. Jej idealne wyczucie taktu oraz zaangażowanie w mój rozwój sprawiły, że już po miesiącu ujawniłem Jej swoje dane osobowe. A po następnych dwóch - pokazałem swój pysk. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek się na to ośmielę przy tresurze wirtualnej... Pani mnie "złamała" i dopasowała do Swoich potrzeb - za to Jej jestem niewymownie wdzięczny.
środa, 25 listopada 2015
Dzień 059 - Pierwsza Domina
Kontynuuję temat początków swoich przygód z dominacją. Panią A. poznałem także na bdsm.pl - to ona napisała do mnie pierwsza. Do treści tej wiadomości nie mam teraz dostępu, ale mnie urzekła swoim profesjonalizmem. Owszem, stylistycznie nie było to perfekcyjne, ale było widać, że napisała to Kobieta inteligentna i mająca doświadczenie z tresurą, chociaż młodsza ode mnie. Nie czekając dłużej oddaliłem się od "doładominy" (poprzedni wpis) i rozpocząłem służbę u A.
Służba trwała pół roku, bo później moja była właścicielka już nie miała dla mnie czasu. Tresura odbywała się przez gg, z codziennym kontaktem - chociaż rozmowy długie nigdy nie były. Do moich obowiązków należało poranne meldowanie się (wraz z nagim zdjęciem) oraz wysyłanie historii przeglądanych stron pod koniec dnia. Do tego dochodził zakaz przeklinania oraz dotykania ogona. O dziwo - ten pierwszy był dla mnie o wiele cięższy, bo nawet za słowo "kurczę" dostawałem minusa. Pod koniec dnia musiałem raportować wszystkie przekleństwa, za co dostawałem odpowiednią liczbę minusów. Po uzbieraniu pięciu - dostawałem karę. Niezłą nerwówkę przez to miałem! Co do zakazu orgazmów, to w zasadzie nie było tak źle - A. pozwalała mi na orgazm prawie zawsze gdy się zapytałem, z reguły tak ze 2 na tydzień.
Patrząc wstecz to moja służba była naprawdę prosta - zadania do ciężkich nie należały, a kontrola mojego życia nie była zbyt surowa. Najczęściej musiałem się uderzać kablem/łyżką po zadzie lub gwałcić się analnie (to właśnie dzięki A. nabyłem zestaw zabawek odbytniczych). Dość często pisałem też opowiadania lub wyszukiwałem filmiki erotyczne o określonej tematyce. I często też zasługiwałem na kary. Zazwyczaj to było klęczenie w rogu z łapami na łbie, przepisywanie zdań lub dłuższy zakaz orgazmu (nawet do 3 tygodni!). Teraz taki okres wydaje mi się śmiesznie krótki, ale mam wrażenie, że wtedy było ciężej go znosić. Przy takim nadmiarze wolnego czasu często wchodziłem na strony pornograficzne, co sprawiało, że się nieźle nakręcałem.
A. wspominam miło, poznałem przy niej wiele nowych rzeczy i na pewno pozostanie w mojej pamięci jako pierwsza "prawdziwa" Domina. Oczywiście moja obecna Pani przebija ją pod każdym względem, ale to nie oznacza, że A. była zła - miała po prostu inny styl i na pewno mniej doświadczenia od mojej Właścicielki. Moja Pani jest w zasadzie perfekcyjna, więc to żaden wstyd wypaść przy Niej gorzej! W następnym wpisie opiszę dokładniej jak wyglądał początek mojej tresury u najwspanialszej Kobiety na świecie.
Służba trwała pół roku, bo później moja była właścicielka już nie miała dla mnie czasu. Tresura odbywała się przez gg, z codziennym kontaktem - chociaż rozmowy długie nigdy nie były. Do moich obowiązków należało poranne meldowanie się (wraz z nagim zdjęciem) oraz wysyłanie historii przeglądanych stron pod koniec dnia. Do tego dochodził zakaz przeklinania oraz dotykania ogona. O dziwo - ten pierwszy był dla mnie o wiele cięższy, bo nawet za słowo "kurczę" dostawałem minusa. Pod koniec dnia musiałem raportować wszystkie przekleństwa, za co dostawałem odpowiednią liczbę minusów. Po uzbieraniu pięciu - dostawałem karę. Niezłą nerwówkę przez to miałem! Co do zakazu orgazmów, to w zasadzie nie było tak źle - A. pozwalała mi na orgazm prawie zawsze gdy się zapytałem, z reguły tak ze 2 na tydzień.
Patrząc wstecz to moja służba była naprawdę prosta - zadania do ciężkich nie należały, a kontrola mojego życia nie była zbyt surowa. Najczęściej musiałem się uderzać kablem/łyżką po zadzie lub gwałcić się analnie (to właśnie dzięki A. nabyłem zestaw zabawek odbytniczych). Dość często pisałem też opowiadania lub wyszukiwałem filmiki erotyczne o określonej tematyce. I często też zasługiwałem na kary. Zazwyczaj to było klęczenie w rogu z łapami na łbie, przepisywanie zdań lub dłuższy zakaz orgazmu (nawet do 3 tygodni!). Teraz taki okres wydaje mi się śmiesznie krótki, ale mam wrażenie, że wtedy było ciężej go znosić. Przy takim nadmiarze wolnego czasu często wchodziłem na strony pornograficzne, co sprawiało, że się nieźle nakręcałem.
A. wspominam miło, poznałem przy niej wiele nowych rzeczy i na pewno pozostanie w mojej pamięci jako pierwsza "prawdziwa" Domina. Oczywiście moja obecna Pani przebija ją pod każdym względem, ale to nie oznacza, że A. była zła - miała po prostu inny styl i na pewno mniej doświadczenia od mojej Właścicielki. Moja Pani jest w zasadzie perfekcyjna, więc to żaden wstyd wypaść przy Niej gorzej! W następnym wpisie opiszę dokładniej jak wyglądał początek mojej tresury u najwspanialszej Kobiety na świecie.
Dzien 058 - Pierwsze przygody z dominacją
Z lektury bloga można zauważyć, że wielbię moją Właścicielkę niesamowicie mocno. Nie ma się czemu dziwić - jest to po prostu wspaniała Kobieta o niespotykanym połączeniu wrażliwości z surowością, dobroci z dyscypliną. Wielbić taką osobę to dla uległego wręcz obowiązek! Ale nie zawsze było mi tak dobrze, dlatego w ramach małej retrospekcji chciałbym opisać swoje pierwsze przygody z dominacją. Dużo ich nie jest, ale może pokażą jak ciężko natrafić na kogoś wartościowego w internecie.
Jak wiadomo pierwszy raz rzadko kiedy jest satysfakcjonujący. W moim przypadku został po nim jedynie wstyd i wstręt do samego siebie. Swojego czasu szukałem na bdsm.pl jakiejś odpowiedniej Kobiety, której mógłbym służyć. Miałem już wtedy wiele lat solidnej teorii na swoim koncie i oczekiwania miałem dość spore. Natrafiłem na anons, który był wyjątkowo głupi i infantylny, na dodatek pisany bez przecinków czy dużych liter. Słowem - koszmar. W życiu bym sam na niego nie odpisał, ale traf chciał, że to one (bo ponoć były dwie) odezwały się do mnie. Cóż, nie miałem doświadczenia, poszukiwania nie szły, więc nawet taki anons był w jakiś sposób fascynujący. Inteligencja tych "domin" pozostawiała wiele do życzenia - no ale myślałem, że służenie głupszym Kobietom nauczy mnie pokory. Oj, jeżeli mnie to doświadczenie czegoś nauczyło, to na pewno nie pokory.
Styl dominacji tej pani (z małej) opisałbym jako "bankomat z wyzwiskami". Poza SMS-ami zachowałem jeszcze kilka rozmów na gg, a każda mniej więcej zaczynała się tak samo:
hej szmatoooooooooooooo
kurwa
Potem była jakaś szybka gadka-szmatka o niczym, pisana podobnym stylem, aż w końcu dochodziliśmy do kulminacyjnego punktu konwersacji:
zasilisz szmato jeszcze raz piesku
na rozkaz
tak
Wstyd się przyznać, ale...zasilałem, bo starałem się wypaść jak najlepiej. Dużo tego nie było, bo w służbie tej wytrwałem bardzo krótko. W sumie na te doładowania wydałem ze 150 zł, ale nauczka była z tego bezcenna. W zamian byłem raczony zdjęciami, zapewne fejkowymi, bo każde wyglądało jakby było robione w innym mieszkaniu. Nie wiem czy ta osoba faktycznie była 22-letnią studentką historii (jak pokazuje show "Matura to bzdura" istnieją takie tępaki) czy może jakąś nastolatką pragnąca dorobić. Wystarczy powiedzieć, że bardzo się rozczarowałem.
W chwili gdy powiadomiłem swoją "panią", że rezygnuję ze służby nagle odezwał się do mnie drugi numer na gg.
hej kundlu
chcesz mi sluzyc
szmato
Cudownym zbiegiem okoliczności, zupełnie inna "lady" odezwała się do mnie na gg (skąd miała numer?) i zaproponowała świetną dominację wirtualną za doładowania. Tym razem podziękowałem od razu...
Na szczęście w tym okresie pojawiła się w moim życiu prawdziwa Domina (tym razem z dużej litery) i ten układ już był o wiele bardziej zadowalający. Ale o tym w następnym wpisie.
Jak wiadomo pierwszy raz rzadko kiedy jest satysfakcjonujący. W moim przypadku został po nim jedynie wstyd i wstręt do samego siebie. Swojego czasu szukałem na bdsm.pl jakiejś odpowiedniej Kobiety, której mógłbym służyć. Miałem już wtedy wiele lat solidnej teorii na swoim koncie i oczekiwania miałem dość spore. Natrafiłem na anons, który był wyjątkowo głupi i infantylny, na dodatek pisany bez przecinków czy dużych liter. Słowem - koszmar. W życiu bym sam na niego nie odpisał, ale traf chciał, że to one (bo ponoć były dwie) odezwały się do mnie. Cóż, nie miałem doświadczenia, poszukiwania nie szły, więc nawet taki anons był w jakiś sposób fascynujący. Inteligencja tych "domin" pozostawiała wiele do życzenia - no ale myślałem, że służenie głupszym Kobietom nauczy mnie pokory. Oj, jeżeli mnie to doświadczenie czegoś nauczyło, to na pewno nie pokory.
Styl dominacji tej pani (z małej) opisałbym jako "bankomat z wyzwiskami". Poza SMS-ami zachowałem jeszcze kilka rozmów na gg, a każda mniej więcej zaczynała się tak samo:
hej szmatoooooooooooooo
kurwa
Potem była jakaś szybka gadka-szmatka o niczym, pisana podobnym stylem, aż w końcu dochodziliśmy do kulminacyjnego punktu konwersacji:
zasilisz szmato jeszcze raz piesku
na rozkaz
tak
Wstyd się przyznać, ale...zasilałem, bo starałem się wypaść jak najlepiej. Dużo tego nie było, bo w służbie tej wytrwałem bardzo krótko. W sumie na te doładowania wydałem ze 150 zł, ale nauczka była z tego bezcenna. W zamian byłem raczony zdjęciami, zapewne fejkowymi, bo każde wyglądało jakby było robione w innym mieszkaniu. Nie wiem czy ta osoba faktycznie była 22-letnią studentką historii (jak pokazuje show "Matura to bzdura" istnieją takie tępaki) czy może jakąś nastolatką pragnąca dorobić. Wystarczy powiedzieć, że bardzo się rozczarowałem.
W chwili gdy powiadomiłem swoją "panią", że rezygnuję ze służby nagle odezwał się do mnie drugi numer na gg.
hej kundlu
chcesz mi sluzyc
szmato
Cudownym zbiegiem okoliczności, zupełnie inna "lady" odezwała się do mnie na gg (skąd miała numer?) i zaproponowała świetną dominację wirtualną za doładowania. Tym razem podziękowałem od razu...
Na szczęście w tym okresie pojawiła się w moim życiu prawdziwa Domina (tym razem z dużej litery) i ten układ już był o wiele bardziej zadowalający. Ale o tym w następnym wpisie.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Dzień 057 - Najwspanialsza Pani na świecie
Dzisiaj po wyjściu z wanny postanowiłem się zważyć. Wynik był bardzo zadowalający. Przed służbą zawsze chciałem schudnąć jakieś 5 kilo, ale nigdy nie udało mi się zbliżyć do magicznej liczby 75. A teraz, proszę, spokojnie utrzymuję na stałe 74 kilogramy. Wszystko dzięki mojej Właścicielce!
Ostatnio mam jakąś dobrą passę - a może to Pani ma wyjątkowo dobry nastrój? W każdym razie wszystko się układa całkiem dobrze. Co prawda w sobotę nabroiłem i w niedzielę raz jeszcze musiałem klęczeć na grochu...Ale Pani zastosowała prawo łaski, niczym nasz obecny Prezydent - klęczałem więc tylko (lub "aż") pół godziny. O zezwoleniu na powstanie z kolan Właścicielka powiadomiła mnie esemesem, który napisała...z wanny, w której brała Sobie relaksującą kąpiel. Bardzo mnie to ujęło za serce, zupełnie się nie spodziewałem czegoś takiego. Pani w chwili odpoczynku nie zapomniała o swoim cierpiącym kundlu - po prostu brakuje mi słów, by wyrazić zachwyt nad Jej dobrocią!
Wspomnę też, że Pani mnie sprawdza z godną podziwu regularnością. Nawet jak jest zajęta, to napisze mi z góry wiadomość, że zezwala na kolację, bym nie głodował albo pomoże w podjęciu ważnego wyboru. A do tego dochodzi nadzór nad ćwiczeniami, szlifowaniem umiejętności kulinarnych i artystycznych, umożliwianie rozwoju kulturalnego...Niby moim obowiązkiem jako uległego jest zadowalanie swojej Właścielki, ale wynoszę z tego układu niesamowicie dużo. Nie wyobrażam sobie lepszej Pani!
Ostatnio mam jakąś dobrą passę - a może to Pani ma wyjątkowo dobry nastrój? W każdym razie wszystko się układa całkiem dobrze. Co prawda w sobotę nabroiłem i w niedzielę raz jeszcze musiałem klęczeć na grochu...Ale Pani zastosowała prawo łaski, niczym nasz obecny Prezydent - klęczałem więc tylko (lub "aż") pół godziny. O zezwoleniu na powstanie z kolan Właścicielka powiadomiła mnie esemesem, który napisała...z wanny, w której brała Sobie relaksującą kąpiel. Bardzo mnie to ujęło za serce, zupełnie się nie spodziewałem czegoś takiego. Pani w chwili odpoczynku nie zapomniała o swoim cierpiącym kundlu - po prostu brakuje mi słów, by wyrazić zachwyt nad Jej dobrocią!
Wspomnę też, że Pani mnie sprawdza z godną podziwu regularnością. Nawet jak jest zajęta, to napisze mi z góry wiadomość, że zezwala na kolację, bym nie głodował albo pomoże w podjęciu ważnego wyboru. A do tego dochodzi nadzór nad ćwiczeniami, szlifowaniem umiejętności kulinarnych i artystycznych, umożliwianie rozwoju kulturalnego...Niby moim obowiązkiem jako uległego jest zadowalanie swojej Właścielki, ale wynoszę z tego układu niesamowicie dużo. Nie wyobrażam sobie lepszej Pani!
Dzień 056 - Anonimowość w sieci
Dzisiaj nie miałem jakoś pomysłu na jakiś specyficzny temat, więc chciałem po prostu opisać swój dzień. I natrafiłem na pewną przeszkodę - większość informacji jaką musiałbym podać mogła by narażać moją anonimowość. A jak wiadomo ujawnienie tożsamości uległego byłoby w tym kraju jednoznaczne ze śmiercią socjalną. Lepiej więc tego się wystrzegać!
Przykładowo: zawsze staram się unikać rzeczy, które mogłyby wskazywać na moją sytuację życiową, zawód, wiek czy choćby miasto w którym mieszkam. Podobnie staram się nie wspominać za dużo o Pani. To są rzeczy dość oczywiste, ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Przykładowo - jeżeli kupuję jakieś rzeczy do zadań i wiele osób mnie z nią widziało, to staram się o nich nie wspominać. Unikam też wszelkiego rodzaju wydarzeń, które mogłyby pomóc mnie namierzyć, jak np. choroba, wyjazd, impreza okolicznościowa itd. Nie jest to oczywiście system perfekcyjny, ale takie drobne ryzyko jestem w stanie podjąć.
Mógłbym oczywiście spróbować opisać swój dzień w sposób absolutnie bezpieczny, ale zapewne żaden Czytelnik nie byłby w stanie wiele z takiego wpisu wynieść. Jak widać jestem paranoikiem pod tym względem. Ale jak to się mówi - lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza, że nadmiernie się rozpisując mam mało do wygrania, a wiele do stracenia...
Przykładowo: zawsze staram się unikać rzeczy, które mogłyby wskazywać na moją sytuację życiową, zawód, wiek czy choćby miasto w którym mieszkam. Podobnie staram się nie wspominać za dużo o Pani. To są rzeczy dość oczywiste, ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Przykładowo - jeżeli kupuję jakieś rzeczy do zadań i wiele osób mnie z nią widziało, to staram się o nich nie wspominać. Unikam też wszelkiego rodzaju wydarzeń, które mogłyby pomóc mnie namierzyć, jak np. choroba, wyjazd, impreza okolicznościowa itd. Nie jest to oczywiście system perfekcyjny, ale takie drobne ryzyko jestem w stanie podjąć.
Mógłbym oczywiście spróbować opisać swój dzień w sposób absolutnie bezpieczny, ale zapewne żaden Czytelnik nie byłby w stanie wiele z takiego wpisu wynieść. Jak widać jestem paranoikiem pod tym względem. Ale jak to się mówi - lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza, że nadmiernie się rozpisując mam mało do wygrania, a wiele do stracenia...
niedziela, 22 listopada 2015
Dzień 055 - CV uległego
Minęło jakieś 4,5 miesiąca odkąd zacząłem moją służbę u Pani, ale już jestem w stanie powiedzieć, że nabędę przy Niej wiele ważnych umiejętności. Takich, które niegdyś przydadzą mi się w trakcie służby u mojej przyszłej żony (kundel myśli o ustatkowaniu się w przyszłości, ale póki co jest szczęśliwy u Stóp Pani). Moja Właścicielka tresuje mnie na naprawdę solidnego kandydata na męża!
W przyszłości na moim psim CV znajdzie się:
- Gotowanie - oczywiście trzeba dbać o swoją Kobietę, a co lepszego niż ciepły posiłek po powrocie z pracy? I oczywiście odpadnie potrzeba stania przy garach.
- Sprzątanie - to już co prawda umiem robić, ale przy Pani uczę się wykonywać te obowiązki szybciej i regularniej. Bycie uległym jest jak praca na dodatkowy etat, trzeba więc w niej być dobrym.
- Produkcja kosmetyków - fluidy, mydła, a nawet świeczki. O ile na razie sukcesów nie mam, to z czasem na pewno będę umiał wytwarzać różnego rodzaju przedmioty miłe kobiecym zmysłom.
- Sprawność fizyczna - znacznie wzrosła u kundla ostatnimi czasy. A Kobiety lubią przecież nieco bardziej "fizycznych" facetów.
- Ciągła afekcja - przyzwyczajenie do rzadkich orgazmów na pewno pomoże przenosić niewykorzystaną energię seksualną na służbę dla mojej Pani.
- Pokora i posłuszeństwo - rozkazy Pani wykonuje się bez szemrania. A więc nie szemram!
Umiejętności pewnie jeszcze się rozszerzą. Póki co ich jedyną Beneficjentką jest moja Pani i nie sądzę, by się to miało szybko zmienić!
W przyszłości na moim psim CV znajdzie się:
- Gotowanie - oczywiście trzeba dbać o swoją Kobietę, a co lepszego niż ciepły posiłek po powrocie z pracy? I oczywiście odpadnie potrzeba stania przy garach.
- Sprzątanie - to już co prawda umiem robić, ale przy Pani uczę się wykonywać te obowiązki szybciej i regularniej. Bycie uległym jest jak praca na dodatkowy etat, trzeba więc w niej być dobrym.
- Produkcja kosmetyków - fluidy, mydła, a nawet świeczki. O ile na razie sukcesów nie mam, to z czasem na pewno będę umiał wytwarzać różnego rodzaju przedmioty miłe kobiecym zmysłom.
- Sprawność fizyczna - znacznie wzrosła u kundla ostatnimi czasy. A Kobiety lubią przecież nieco bardziej "fizycznych" facetów.
- Ciągła afekcja - przyzwyczajenie do rzadkich orgazmów na pewno pomoże przenosić niewykorzystaną energię seksualną na służbę dla mojej Pani.
- Pokora i posłuszeństwo - rozkazy Pani wykonuje się bez szemrania. A więc nie szemram!
Umiejętności pewnie jeszcze się rozszerzą. Póki co ich jedyną Beneficjentką jest moja Pani i nie sądzę, by się to miało szybko zmienić!
sobota, 21 listopada 2015
Dzień 054 - Niebanalna służba
Dzisiaj w trakcie rozmowy z moją Panią padło stwierdzenie, że "służba u Pani jest niebanalna". Ooo, ciężko o prawdziwszą opinię! Mimo że zawsze się uważałem za dobrego teoretyka jeżeli chodzi o relacje bdsm, to jednak pomysłowość mojej Pani ciągle mnie zadziwia. Zwłaszcza jeżeli chodzi o wymyślanie kolejnych sposobów na ułatwianie Jej życia.
Ostatnimi czasy zacząłem w sobie rozwijać dodatkowe umiejętności, które mogłyby wspomagać Panią w codziennym życiu. Oczywiście na Jej wniosek, bo mi samemu taki kierunek, by nie wpadł do łba. Zaczęło się od prób wytwarzania własnej biżuterii oraz kosmetyków z naturalnych składników. Biżuteria okazało się kompletnym niewypałem. Stworzony przeze mnie fluid w sumie też, ale Pani chociaż popatrzyła na niego łaskawie. W przyszłości będę próbować ulepszyć formułę i stworzyć perfekcyjny produkt, który już moja Właścicielka będzie mogła używać.
Pani nie zwolniła tempa i do Świąt mam dla Niej przygotować produkty kosmetyczne - także własnoręcznie robione. W internecie jest pełno instrukcji i pomysłów na nie, powinienem być w stanie znaleźć coś odpowiedniego. Jakbym się nauczył je wykonywać, to bym mógł zapewniać mojej Właścicielce zawsze świeżą dostawę spersonalizowanych środków higieny. A to co kundel stworzył będzie miało okazję znajdować się w łazience razem z Boginią. Bardzo przyjemna perspektywa, budząca ukryte pokłady motywacji. W przyszłym tygodniu wybiorę się na zakupy i zacznę gromadzić odpowiednie rekwizyty. It's time to cook!
Ostatnimi czasy zacząłem w sobie rozwijać dodatkowe umiejętności, które mogłyby wspomagać Panią w codziennym życiu. Oczywiście na Jej wniosek, bo mi samemu taki kierunek, by nie wpadł do łba. Zaczęło się od prób wytwarzania własnej biżuterii oraz kosmetyków z naturalnych składników. Biżuteria okazało się kompletnym niewypałem. Stworzony przeze mnie fluid w sumie też, ale Pani chociaż popatrzyła na niego łaskawie. W przyszłości będę próbować ulepszyć formułę i stworzyć perfekcyjny produkt, który już moja Właścicielka będzie mogła używać.
Pani nie zwolniła tempa i do Świąt mam dla Niej przygotować produkty kosmetyczne - także własnoręcznie robione. W internecie jest pełno instrukcji i pomysłów na nie, powinienem być w stanie znaleźć coś odpowiedniego. Jakbym się nauczył je wykonywać, to bym mógł zapewniać mojej Właścicielce zawsze świeżą dostawę spersonalizowanych środków higieny. A to co kundel stworzył będzie miało okazję znajdować się w łazience razem z Boginią. Bardzo przyjemna perspektywa, budząca ukryte pokłady motywacji. W przyszłym tygodniu wybiorę się na zakupy i zacznę gromadzić odpowiednie rekwizyty. It's time to cook!
piątek, 20 listopada 2015
Dzień 053 - Głos w moim łbie
Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że aktualnie żyję tylko dla mojej Pani. Pierwszą rzeczą, którą robię rano jest powitanie z Nią, ostatnią czynnością dnia jest powiedzenie Jej "dobranoc". W ciągu dnia wypełniam dla Niej zadania, a w wolnych chwilach myślę, co by tu dziś napisać na tym blogu. Myślę o Pani w pracy, w trakcie podróży, przed snem...Mój świat jest totalnie zdominowany przez Jej osobę.
Jest w psychologii takie pojęcie jak "efekt tetrisa". Mianowicie osoby, które dużo czasu spędzają nad jakąś czynnością z czasem zaczynają myśleć pewnymi schematami z nią związanymi. Np. nałogowi gracze zaczynają sobie wyobrażać realia gry w zupełnie przypadkowych sytuacjach. Myślę, że ja także trochę to odczuwam, bo każda czynność jaką wykonuję przypomina mi o Pani. Zupełnie jakby głosik w środku mojego łba ciągle mi przypominał, co aktualnie jest moim priorytetem w życiu. Planowanie dnia, robienie zakupów, plany towarzyskie, praca...Każda dziedzina mojego życia przechodzi przez Jej osobę.
I jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy!
Jest w psychologii takie pojęcie jak "efekt tetrisa". Mianowicie osoby, które dużo czasu spędzają nad jakąś czynnością z czasem zaczynają myśleć pewnymi schematami z nią związanymi. Np. nałogowi gracze zaczynają sobie wyobrażać realia gry w zupełnie przypadkowych sytuacjach. Myślę, że ja także trochę to odczuwam, bo każda czynność jaką wykonuję przypomina mi o Pani. Zupełnie jakby głosik w środku mojego łba ciągle mi przypominał, co aktualnie jest moim priorytetem w życiu. Planowanie dnia, robienie zakupów, plany towarzyskie, praca...Każda dziedzina mojego życia przechodzi przez Jej osobę.
I jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy!
środa, 18 listopada 2015
Dzień 052 - Duma ze służby
Nie ma psów idealnych. Jeden skacze od Pani do Pani, inny celowo nie wykonuje poleceń, aby zostać ukaranym; jeszcze inny jest totalnym marudą i nic mu nie pasuje. Ja oprócz tego, że jestem leniem, odkryłem w sobie jeszcze jedną słabość - lubię się przechwalać.
Służba u mojej Pani nie należy do najłatwiejszych. Trzeba ciągle trenować swoje umiejętności, starać się ze wszystkich sił, pokonywać słabości. Motywacja jest jednak potężna, a jest nią zwykły uśmiech mojej Właścicielki. Dla Jej zadowolenia jestem gotowy na naprawdę wiele. I czasami lubię podkreślić jak wiele poświęcenia ode mnie wymagało, by wykonać zadanie. Niestety, ponieważ wszystko rozgrywa się wirtualnie, to bardzo łatwo to zinterpretować jako ukryte marudzenie. Przykład (zupełnie wymyślony):
Moja Pani, nie spałem całą noc, by wykonać to zadanie!
Takie zdanie można bardzo łatwo zrozumieć na dwa sposoby. Jeden jest taki, że kundel wypomina swojej Pani, że musiał zarwać nockę, by coś dla Niej zrobić. Druga interpretacja to zadowolenie kundla z wykonania zadania i duma z pokonanych trudności. W moim przypadku ta druga jest tą właściwą. Szanuję moją Panią zbyt mocno, by śmieć Jej rzucać jakieś ukryte przytyki, a poza tym naprawdę jestem zadowolony, jeżeli jakieś ciężkie zadanie uda mi się wykonać. Czuję wtedy ogromną satysfakcję i szczęście, bo stałem się uzależniony od zadowolenia mojej Władczyni. Każda Jej pochwała jest dla mnie ogromną radością i jestem dumny, że mogę się Jej na coś przydać!
Służba u mojej Pani nie należy do najłatwiejszych. Trzeba ciągle trenować swoje umiejętności, starać się ze wszystkich sił, pokonywać słabości. Motywacja jest jednak potężna, a jest nią zwykły uśmiech mojej Właścicielki. Dla Jej zadowolenia jestem gotowy na naprawdę wiele. I czasami lubię podkreślić jak wiele poświęcenia ode mnie wymagało, by wykonać zadanie. Niestety, ponieważ wszystko rozgrywa się wirtualnie, to bardzo łatwo to zinterpretować jako ukryte marudzenie. Przykład (zupełnie wymyślony):
Moja Pani, nie spałem całą noc, by wykonać to zadanie!
Takie zdanie można bardzo łatwo zrozumieć na dwa sposoby. Jeden jest taki, że kundel wypomina swojej Pani, że musiał zarwać nockę, by coś dla Niej zrobić. Druga interpretacja to zadowolenie kundla z wykonania zadania i duma z pokonanych trudności. W moim przypadku ta druga jest tą właściwą. Szanuję moją Panią zbyt mocno, by śmieć Jej rzucać jakieś ukryte przytyki, a poza tym naprawdę jestem zadowolony, jeżeli jakieś ciężkie zadanie uda mi się wykonać. Czuję wtedy ogromną satysfakcję i szczęście, bo stałem się uzależniony od zadowolenia mojej Władczyni. Każda Jej pochwała jest dla mnie ogromną radością i jestem dumny, że mogę się Jej na coś przydać!
Dzień 051 - Polityka
Wspomniałem w poprzednim wpisie, że niektórych poglądów nie można zmienić - czasami człowiek po prostu ma tak już wykształcony charakter i nic się na to nie poradzi. Ale dzięki umiejętnemu sterowaniu życiem kundla, Pani jest w stanie wpływać na mój światopogląd, jednocześnie zostawiając mi całkowitą wolność w danej dziedzinie.
Przykładem niech będzie polityka. Swoich preferencji zdradzać nie będę, ale powiedzmy, że mój głos w wyborach prezydenckich bardzo się Pani nie spodobał. Postanowiła więc zacząć mnie kształtować politycznie - zacząłem kupować wskazaną przez Nią gazetę oraz oglądać programy publicystyczne. Dzięki temu stałem się obywatelem nieco bardziej rozgarniętym i już w wyborach parlamentarnych byłem ze swojego głosu naprawdę zadowolony.
Zadeklarowałem swoją gotowość do oddania głosu na partię wskazaną przez moją Właścicielkę, ale Pani chciała bym głosował wedle swojego uznania. Zostawiła mi więc wybór za co jestem Jej wdzięczny. Ale znam opinie mojej Pani i jestem na tyle inteligentny, by wiedzieć, że są one mądre i przemyślane. O ile dostałem pełną wolność, to myślę, że mniej więcej i tak głosowałem zgodnie z Jej przekonaniami - po prostu nie mogłem się nie zgodzić z tym co pisała. A więc nawet gdy mam pełną wolność, to jednak sam Jej autorytet i opinie mogą wpływać na moje czyny. Myślę, że część Jej przekonań zostanie ze mną jeszcze na bardzo długo!
Przykładem niech będzie polityka. Swoich preferencji zdradzać nie będę, ale powiedzmy, że mój głos w wyborach prezydenckich bardzo się Pani nie spodobał. Postanowiła więc zacząć mnie kształtować politycznie - zacząłem kupować wskazaną przez Nią gazetę oraz oglądać programy publicystyczne. Dzięki temu stałem się obywatelem nieco bardziej rozgarniętym i już w wyborach parlamentarnych byłem ze swojego głosu naprawdę zadowolony.
Zadeklarowałem swoją gotowość do oddania głosu na partię wskazaną przez moją Właścicielkę, ale Pani chciała bym głosował wedle swojego uznania. Zostawiła mi więc wybór za co jestem Jej wdzięczny. Ale znam opinie mojej Pani i jestem na tyle inteligentny, by wiedzieć, że są one mądre i przemyślane. O ile dostałem pełną wolność, to myślę, że mniej więcej i tak głosowałem zgodnie z Jej przekonaniami - po prostu nie mogłem się nie zgodzić z tym co pisała. A więc nawet gdy mam pełną wolność, to jednak sam Jej autorytet i opinie mogą wpływać na moje czyny. Myślę, że część Jej przekonań zostanie ze mną jeszcze na bardzo długo!
wtorek, 17 listopada 2015
Dzień 050 - Wolność poglądów
Wszystko co najgorsze na świecie pochodzi od fanatyków. Nie chodzi tylko o tych religijnych, fanatykiem można być w każdej dziedzinie. Naukowiec z szalonymi teoriami, ateista nienawidzący wszelkich religii, szef realizujący durne pomysły, babcia walcząca ciągle z niewidzialnym bałaganem w kuchni...Fanatyzm przybiera wiele postaci i wszystkie są złe. Ale można mieć silne poglądy, fanatykiem nie będąc - wystarczy chcieć wysłuchać drugiej osoby. Nadal to pewnie nie wzruszy naszej opinii, ale przynajmniej staramy się zrozumieć drugą osobę.
Czemu o tym piszę? Bo trzeba bardzo uważać w świecie bdsm na różnice poglądów.Każdy ma jakieś poglądy, których będzie bronił do końca, także ulegli. Jasne, czasami i mnie cisną się słowa "Zrobię dla Pani wszystko". Ale przecież mam jakieś bariery. Np. jestem ateistą (ale nie fanatycznym) i nie mógłbym zostać praktykującym chrześcijaninem, nawet jakby mi kazano. Przynajmniej nie tak z głębi serca. Podobnych barier trochę się znajdzie u każdego i jest to naturalne.
Ważną rzeczą jest, by wyczuć jakie rzeczy są dla kogoś nie do ruszenia. Zwłaszcza strona dominująca musi uważać, żeby nie próbować "złamać" uległego nie w tym punkcie co trzeba. Strona uległa także musi szanować poglądy dominującej, nawet jeżeli się z nimi nie zawsze zgadza - ale to akurat jest raczej niesamowicie oczywiste. To są czynniki niezbędne w każdej relacji interpersonalnej, nie tylko tej bdsm.
Moja Pani jest osobą niebywale inteligentną, więc na szczęście żaden z powyższych problemów mnie nie dotyczy. Jasne, pewne moje zachowania zostały zmienione, ale wolność do religii czy poglądów politycznych mam zachowaną. Moja Właścicielka jedynie pomaga mi je kształtować. Ale o tym jutro.
Czemu o tym piszę? Bo trzeba bardzo uważać w świecie bdsm na różnice poglądów.Każdy ma jakieś poglądy, których będzie bronił do końca, także ulegli. Jasne, czasami i mnie cisną się słowa "Zrobię dla Pani wszystko". Ale przecież mam jakieś bariery. Np. jestem ateistą (ale nie fanatycznym) i nie mógłbym zostać praktykującym chrześcijaninem, nawet jakby mi kazano. Przynajmniej nie tak z głębi serca. Podobnych barier trochę się znajdzie u każdego i jest to naturalne.
Ważną rzeczą jest, by wyczuć jakie rzeczy są dla kogoś nie do ruszenia. Zwłaszcza strona dominująca musi uważać, żeby nie próbować "złamać" uległego nie w tym punkcie co trzeba. Strona uległa także musi szanować poglądy dominującej, nawet jeżeli się z nimi nie zawsze zgadza - ale to akurat jest raczej niesamowicie oczywiste. To są czynniki niezbędne w każdej relacji interpersonalnej, nie tylko tej bdsm.
Moja Pani jest osobą niebywale inteligentną, więc na szczęście żaden z powyższych problemów mnie nie dotyczy. Jasne, pewne moje zachowania zostały zmienione, ale wolność do religii czy poglądów politycznych mam zachowaną. Moja Właścicielka jedynie pomaga mi je kształtować. Ale o tym jutro.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Dzień 049 - Myślący kundel
Wczorajszy dzień był jak kamień rzucony w jezioro - zaburzony spokój jeszcze długo będzie wracał do normy. Także dzisiaj przydarzyła mi się pomyłka, która wywołała gniew Pani. Tym razem obeszło się bez kary, ale i tak nie czuję się z tym dobrze.
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co powoduje, że rzeczy wyglądają tak źle ostatnio. Fakt, jestem ostatnio nieco bardziej zmęczony, ale to nie jest tak, że słaniam się na nogach czy coś. Zadania wykonuję raczej poprawnie, ale zbyt często zapominam o różnych rzeczach albo po prostu nie planuję na przód. Pani słusznie napisała mi dziś, że tresura kundla powinna być dla Niej przyjemnością, a nie mordęgą. Tak jak pracodawca nie powinien ciągle kontrolować pracy podwładnego, moja Pani nie może być zmuszana do pilnowania mnie na każdym kroku. Po to mam mózg, by z niego korzystać.
Być może to się kłóci z poglądem, że uległy jest od robienia, a Pani od myślenia. Ale przy bardziej banalnych rzeczach, takich jak wykonywanie zadań, uległy już powinien używać mózgu, by wykonywać je jak najlepiej. Oczywiście to Ona ustala wszystkie zasady i kontroluje ten świat, a kundel musi się dopasować. Ale czasem może też się wysilić na kreatywność i zaskoczyć czymś swoją Właścicielkę. Chodzi przecież o Jej zadowolenie.
Jeżeli chodzi o mnie, to muszę po prostu nieco bardziej analizować wszystko co do mnie Pani mówi. Nieco zwolnić przy czytaniu Jej Słów, bardziej się skoncentrować. Pomyśleć jak powinno wyglądać zadanie, jakie przeszkody mogą się pojawić.Taka sztuka planowania przyda się w życiu!
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co powoduje, że rzeczy wyglądają tak źle ostatnio. Fakt, jestem ostatnio nieco bardziej zmęczony, ale to nie jest tak, że słaniam się na nogach czy coś. Zadania wykonuję raczej poprawnie, ale zbyt często zapominam o różnych rzeczach albo po prostu nie planuję na przód. Pani słusznie napisała mi dziś, że tresura kundla powinna być dla Niej przyjemnością, a nie mordęgą. Tak jak pracodawca nie powinien ciągle kontrolować pracy podwładnego, moja Pani nie może być zmuszana do pilnowania mnie na każdym kroku. Po to mam mózg, by z niego korzystać.
Być może to się kłóci z poglądem, że uległy jest od robienia, a Pani od myślenia. Ale przy bardziej banalnych rzeczach, takich jak wykonywanie zadań, uległy już powinien używać mózgu, by wykonywać je jak najlepiej. Oczywiście to Ona ustala wszystkie zasady i kontroluje ten świat, a kundel musi się dopasować. Ale czasem może też się wysilić na kreatywność i zaskoczyć czymś swoją Właścicielkę. Chodzi przecież o Jej zadowolenie.
Jeżeli chodzi o mnie, to muszę po prostu nieco bardziej analizować wszystko co do mnie Pani mówi. Nieco zwolnić przy czytaniu Jej Słów, bardziej się skoncentrować. Pomyśleć jak powinno wyglądać zadanie, jakie przeszkody mogą się pojawić.Taka sztuka planowania przyda się w życiu!
sobota, 14 listopada 2015
Dzień 048 - Kundel rozbity
I wykrakałem, nawet nie minęła doba od orgazmu, a ja już podpadłem Pani na wielu frontach...
Zaczęło się od sposobu przechowywania żarcia, które przygotowałem tydzień wcześniej. Miałem odłożyć część na czarną godzinę, ale za długo zwlekałem i dopiero dziś się chciałem za to zabrać. Jak Pani to usłyszała, to mnie zrugała niemiłosiernie. Do dołka psychicznego związanego z niewykonaniem Jej poleceń dochodzi także jutrzejsze klęczenie na grochu oraz wypracowanie nt. wekowania, pasteryzacji itd. Ale to nie koniec.
Moim zadaniem na ten tydzień było przygotowywanie biżuterii z modeliny. Niestety, za dobrze mi to nie szło, efekty tych prac przypominały prace średnio rozgarniętego ośmiolatka. Jakoś to wyglądało, ale w żaden sposób Pani nie mogła by tego nosić. Przed godziną moja Właścicielka mi rozkazała, bym to zostawił, bo nawet do tego się nie nadaje...
Zabolało. Wpadłem teraz w taki stan apatii; czuję się ze sobą źle, najchętniej bym poszedł spać. Włączyła mi się taka mini-depresja, bo moja Właścicielka ma rację, faktycznie nie spełniam Jej wymagań. Nie czytam poleceń ze zrozumieniem, źle rozumuję, głupio postępuję, lenię się. Pani jest dla mnie dobra, czyni mnie lepszym człowiekiem, daje mi szanse...a ja z tego nie korzystam. Nie zawsze robię to świadomie oczywiście. Ale wychodzi na to, że nie potrafię zmienić swojego gnuśnego charakteru na taki, który bardziej byłby odpowiedni dla Jej potrzeb.
Martwi mnie to, bo może jednak nie jestem dobrym materiałem na kundla, mimo że zawsze lubię tak o sobie myśleć. Mam możliwość służenia naprawdę wyjątkowej Kobiecie i zwykle jestem z tego faktu dumny, ale dziś czuję się po prostu jak śmieć. Jeżeli nie jestem w stanie Jej zadowalać - a wręcz przeciwnie, przynoszę Jej tylko nerwy - to co ze mnie za uległy? I po co Pani miałaby trzymać kogoś takiego?
Nie poddaję się oczywiście. Wczoraj byłem na szczycie (i szczytowałem), dziś kamień zsunął się na sam dół i znów trzeba go zacząć wtaczać. Wracam do swoich obowiązków - najlepszym co mogę teraz zrobić, to służyć mojej Pani najlepiej jak potrafię.
Zaczęło się od sposobu przechowywania żarcia, które przygotowałem tydzień wcześniej. Miałem odłożyć część na czarną godzinę, ale za długo zwlekałem i dopiero dziś się chciałem za to zabrać. Jak Pani to usłyszała, to mnie zrugała niemiłosiernie. Do dołka psychicznego związanego z niewykonaniem Jej poleceń dochodzi także jutrzejsze klęczenie na grochu oraz wypracowanie nt. wekowania, pasteryzacji itd. Ale to nie koniec.
Moim zadaniem na ten tydzień było przygotowywanie biżuterii z modeliny. Niestety, za dobrze mi to nie szło, efekty tych prac przypominały prace średnio rozgarniętego ośmiolatka. Jakoś to wyglądało, ale w żaden sposób Pani nie mogła by tego nosić. Przed godziną moja Właścicielka mi rozkazała, bym to zostawił, bo nawet do tego się nie nadaje...
Zabolało. Wpadłem teraz w taki stan apatii; czuję się ze sobą źle, najchętniej bym poszedł spać. Włączyła mi się taka mini-depresja, bo moja Właścicielka ma rację, faktycznie nie spełniam Jej wymagań. Nie czytam poleceń ze zrozumieniem, źle rozumuję, głupio postępuję, lenię się. Pani jest dla mnie dobra, czyni mnie lepszym człowiekiem, daje mi szanse...a ja z tego nie korzystam. Nie zawsze robię to świadomie oczywiście. Ale wychodzi na to, że nie potrafię zmienić swojego gnuśnego charakteru na taki, który bardziej byłby odpowiedni dla Jej potrzeb.
Martwi mnie to, bo może jednak nie jestem dobrym materiałem na kundla, mimo że zawsze lubię tak o sobie myśleć. Mam możliwość służenia naprawdę wyjątkowej Kobiecie i zwykle jestem z tego faktu dumny, ale dziś czuję się po prostu jak śmieć. Jeżeli nie jestem w stanie Jej zadowalać - a wręcz przeciwnie, przynoszę Jej tylko nerwy - to co ze mnie za uległy? I po co Pani miałaby trzymać kogoś takiego?
Nie poddaję się oczywiście. Wczoraj byłem na szczycie (i szczytowałem), dziś kamień zsunął się na sam dół i znów trzeba go zacząć wtaczać. Wracam do swoich obowiązków - najlepszym co mogę teraz zrobić, to służyć mojej Pani najlepiej jak potrafię.
Dzień 047 - Szczęśliwy Trzynasty
I stało się, po miesiąc abstynencji w końcu osiągnąłem upragniony orgazm, już szósty w trakcie trwania mojej służby u Pani (czyli w okresie lekko ponad czterech miesięcy). Oczywiście było niesamowicie! Zgodnie z zaleceniami Pani odbywał się on bez pomocy łap, jedynie poprzez kochanie się z Jej balerinką. Jest to bardzo ciekawy sposób na wyzwolenie, bo sam but aż tak bardzo nie stymuluje ogona - bez odpowiedniego nastawienia psychicznego takie przedsięwzięcie było by skazane na porażkę.
W trakcie "stosunku" podniecałem się cały czas myślami o Pani Ciele i władzy jaką Pani ma nade mną. Wpadłem w pewnego rodzaju trans, myślałem tylko o Niej. Miesiąc przymusowej cnoty sprawił, że orgazm zbliżył się relatywnie wszystko i zalałem Pani buta gorącą spermą. W dodatku wytrysnąłęm tak mocno, że aż nie mogłem powstrzymać jęku. Później jeszcze kilka dobrych sekund leżałem dysząc, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
Spermę oczywiście wylizałem - taki już psi obowiązek, by nawet po orgazmie pamiętać, do kogo się należy. Nie mam z tym większego problemu, jestem gotów służyć mojej wspaniałej Właścicielce cały czas. Problem tylko polega na tym, że jak każdy facet jestem do niczego z pustymi jądrami. Nawet jak się staram to zawsze po orgazmie zdarza mi się zrobienie czegoś głupiego, zupełnie jakby wszechświat mnie karał za chwilę przyjemności. A może to kwestia podświadomości? Mam nadzieję, że tym razem nie dam plamy.
W trakcie "stosunku" podniecałem się cały czas myślami o Pani Ciele i władzy jaką Pani ma nade mną. Wpadłem w pewnego rodzaju trans, myślałem tylko o Niej. Miesiąc przymusowej cnoty sprawił, że orgazm zbliżył się relatywnie wszystko i zalałem Pani buta gorącą spermą. W dodatku wytrysnąłęm tak mocno, że aż nie mogłem powstrzymać jęku. Później jeszcze kilka dobrych sekund leżałem dysząc, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
Spermę oczywiście wylizałem - taki już psi obowiązek, by nawet po orgazmie pamiętać, do kogo się należy. Nie mam z tym większego problemu, jestem gotów służyć mojej wspaniałej Właścicielce cały czas. Problem tylko polega na tym, że jak każdy facet jestem do niczego z pustymi jądrami. Nawet jak się staram to zawsze po orgazmie zdarza mi się zrobienie czegoś głupiego, zupełnie jakby wszechświat mnie karał za chwilę przyjemności. A może to kwestia podświadomości? Mam nadzieję, że tym razem nie dam plamy.
czwartek, 12 listopada 2015
Dzień 046 - Na skraju nieba
W domu, po powrocie z pracy, moja łapa jest prawie cały czas na ogonie. Zaczynam się dodatkowo stymulować - patrząc na wspaniałe zdjęcia mojej Pani snuję przeróżne fantazje, które mnie niesamowicie nakręcają. Mój umysł chyba ma wrażenie, że niedługo wybuchnie, ale najwyraźniej podświadomość zapomina, że jeszcze nie pora na opróżnienie klejnotów. A jednak, gdy tylko mięknę, łapa sama wędruje do spodni. Nawet robiąc rzeczy neutralne na komputerze ciągle "gram" na swoim ogonie.
Jestem taki zależny od mojej Pani, dzisiaj czuję Jej władzę wyjątkowo mocno. Osiągnąłem stadium kompletnej bezsilności. Nie mogę się doczekać seksu z Jej butem, wybuchnę chyba po minucie, pomimo że wytrysk w takiej formie jest dość ciężki. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że Pani w każdej chwili może ten przywilej znieść i odwołać zabawę. Ma w końcu do tego prawo, należę przecież do Niej. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie...I że to ja będę mógł dojść.
Jestem taki zależny od mojej Pani, dzisiaj czuję Jej władzę wyjątkowo mocno. Osiągnąłem stadium kompletnej bezsilności. Nie mogę się doczekać seksu z Jej butem, wybuchnę chyba po minucie, pomimo że wytrysk w takiej formie jest dość ciężki. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że Pani w każdej chwili może ten przywilej znieść i odwołać zabawę. Ma w końcu do tego prawo, należę przecież do Niej. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie...I że to ja będę mógł dojść.
środa, 11 listopada 2015
Dzień 045 - Piekło podniecenia
Mój ostatni orgazm nastąpił 13 października. W piątek minie miesiąc od mojego ostatniego wytrysku, co będzie moim życiowym rekordem (oczywiście nie licząc okresu dziecięcej niewinności). Pani powiedziała, że będę się wtedy mógł spuścić do Jej balerinki. Nie będę mógł wtedy sobie pomagać łapami - bucik będzie sobie leżał, a ja włożę w niego ogon, przycisnę do ziemi i zacznę posuwać. W zasadzie będzie wyglądało to trochę jak seks, tylko moja partnerka będzie nieco mała. I nie mogę się już doczekać, bo to jedyne wyzwolenie do jakiego mam prawo.
Zwykle mam kompletny zakaz dotykania ogona, ale w tym tygodniu Pani mi zaleciła ciągłą masturbację. Możecie sobie wyobrazić jaki jestem cały czas podniecony! Masturbacja w takiej sytuacji jest jak wysypka na ciele - niby wiesz, że drapiąc się pogarszasz sytuację, ale rany, jakie to cudowne uczucie się móc przez chwilę to zrobić! To samo następuje przy dotykaniu ogona. Teraz, w dzień wolny, w zasadzie co kilkanaście minut patrzę się na zdjęcia mojej Pani i bawię się swoim organem. I szybko przestaję, bo granica zbliża bardzo szybko.
Aktualnie mój umysł zajmują całkowicie myśli o Pani, nawet bardziej niż zazwyczaj. Można powiedzieć, że świętuję Dzień Totalnej Podległości. Byle do piątku!
Zwykle mam kompletny zakaz dotykania ogona, ale w tym tygodniu Pani mi zaleciła ciągłą masturbację. Możecie sobie wyobrazić jaki jestem cały czas podniecony! Masturbacja w takiej sytuacji jest jak wysypka na ciele - niby wiesz, że drapiąc się pogarszasz sytuację, ale rany, jakie to cudowne uczucie się móc przez chwilę to zrobić! To samo następuje przy dotykaniu ogona. Teraz, w dzień wolny, w zasadzie co kilkanaście minut patrzę się na zdjęcia mojej Pani i bawię się swoim organem. I szybko przestaję, bo granica zbliża bardzo szybko.
Aktualnie mój umysł zajmują całkowicie myśli o Pani, nawet bardziej niż zazwyczaj. Można powiedzieć, że świętuję Dzień Totalnej Podległości. Byle do piątku!
wtorek, 10 listopada 2015
Dzień 044 - Grochem o podłogę
Zawsze mam dobre chęci i wielkie pragnienie zadowalania mojej Właścicielki. Niestety, czasem to nie wystarcza - zdarza się, że kundel wykaże się lenistwem, nieuwagą lub zwykłą głupotą. I wtedy Pani okazuje Swoją złość karząc go. Pomysłów jest dużo, ale najprostsze rozwiązania są zwykle najlepsze (czy raczej najgorsze). I tak jedną z najsroższych kar, której się naprawdę boję, jest klęczenie na grochu.
Jak wiadomo w dawnych czasach dzieci były w zasadzie uważane za niepełnosprawnych dorosłych i się je grzmociło czym popadnie. A żeby nie męczyć sobie ręki wymyślono, że każe się takiemu urwisowi uklęknąć na podłodze, uprzednio sypiąc na nią ziarenka grochu. A groch wbija się naprawdę mocno w ciało, sprawiając niesamowity ból. Nie wiem jak te dzieci to wytrzymywały, może było im trochę lżej ze względu na mniejsza masę ciała. Jak nie, to im współczuję. Bo ja, ważąc relatywnie sporo, czuję się przy tej karze jakbym klęczał na rozbitej butelce. Po paru minutach klęczenia rozpoczyna się już prawdziwa agonia.
Był okres, gdy musiałem tak w każdy dzień wolny czekać na moją Właścicielkę. Godzina spędzona na grochu do tej pory mnie przeraża. By trochę zmniejszyć ucisk na kolana przechodziłem z pozycji klęczącej do pokłonu, opierając się łokciami i głową o podłogę. Czasem wspierałem się mocniej na dłoniach. Wierzcie mi, jeżeli się trzyma kolana na podłodze to tak naprawdę nic nie pomaga. Jedynie można się bardziej zmęczyć, bo napięte mięśnie szybciej się poddają. A wśród bólu fizycznego kręci się po głowie uporczywie jedna myśl: "kiedy Pani przyjdzie i zezwoli mi wstać?". Raz Pani wstała wyjątkowo późno i klęczałem już chyba 1,5 godziny. Prawie wtedy płakałem, modliłem się do Niej, pisałem, ale Jej ciągle nie było. I to był jedyny raz kiedy nie wykonałem do końca kary zadanej przez moją Właścicielkę - z bólem duszy wstałem z grochu, by ratować resztki kolan. Groch to jedyna rzecz do tej pory, która mnie tak pokonała.
Pani chyba zauważyła, że jednak nie mam talentu masochistycznego, bo teraz groch się pojawia bardzo rzadko, a dzisiejsza kara trwała jedynie pół godziny. Wystarczająco, by mi przypomnieć co mnie czeka, za brak posłuszeństwa.
Jak wiadomo w dawnych czasach dzieci były w zasadzie uważane za niepełnosprawnych dorosłych i się je grzmociło czym popadnie. A żeby nie męczyć sobie ręki wymyślono, że każe się takiemu urwisowi uklęknąć na podłodze, uprzednio sypiąc na nią ziarenka grochu. A groch wbija się naprawdę mocno w ciało, sprawiając niesamowity ból. Nie wiem jak te dzieci to wytrzymywały, może było im trochę lżej ze względu na mniejsza masę ciała. Jak nie, to im współczuję. Bo ja, ważąc relatywnie sporo, czuję się przy tej karze jakbym klęczał na rozbitej butelce. Po paru minutach klęczenia rozpoczyna się już prawdziwa agonia.
Był okres, gdy musiałem tak w każdy dzień wolny czekać na moją Właścicielkę. Godzina spędzona na grochu do tej pory mnie przeraża. By trochę zmniejszyć ucisk na kolana przechodziłem z pozycji klęczącej do pokłonu, opierając się łokciami i głową o podłogę. Czasem wspierałem się mocniej na dłoniach. Wierzcie mi, jeżeli się trzyma kolana na podłodze to tak naprawdę nic nie pomaga. Jedynie można się bardziej zmęczyć, bo napięte mięśnie szybciej się poddają. A wśród bólu fizycznego kręci się po głowie uporczywie jedna myśl: "kiedy Pani przyjdzie i zezwoli mi wstać?". Raz Pani wstała wyjątkowo późno i klęczałem już chyba 1,5 godziny. Prawie wtedy płakałem, modliłem się do Niej, pisałem, ale Jej ciągle nie było. I to był jedyny raz kiedy nie wykonałem do końca kary zadanej przez moją Właścicielkę - z bólem duszy wstałem z grochu, by ratować resztki kolan. Groch to jedyna rzecz do tej pory, która mnie tak pokonała.
Pani chyba zauważyła, że jednak nie mam talentu masochistycznego, bo teraz groch się pojawia bardzo rzadko, a dzisiejsza kara trwała jedynie pół godziny. Wystarczająco, by mi przypomnieć co mnie czeka, za brak posłuszeństwa.
Dzień 043 - Znaleźć drugą połówkę
Pozostając w temacie poszukiwań swojej drugiej bdsm-owej połówki - kto ma łatwiej? Ulegli czy dominujący? Kobiety czy mężczyźni? Moim skromnym zdaniem: uległe Kobiety oraz dominujący mężczyźni. Już tłumaczę.
W naszym patriarchalnym świecie związek M/k jest zdecydowanie popularniejszy niż K/m. Wiele Kobiet wychowało się na wzorcu dominującego faceta, głowy rodziny, macho, człowieka sukcesu. Wszechobecny Grey dalej podżegał to zjawisko. W rezultacie na portalu jest pełno ogłoszeń realnych, normalnych Kobiet, które właśnie poszukują swojego władcy. Sami dominujący faceci często są starsi, bardziej doświadczeni, promieniujący autorytetem. Jasne, idioci wszędzie się zdarzają, ale ogólnie odnoszę wrażenie, że jednak poziom obu stron w świecie M/k jest wyższy. Ale to dlatego, że większość głupich osobników powędrowała do świata zdominowanego przez Kobiety.
Inteligentnych Pań nie brakuje, ale portale klimatyczne są zalewane ogłoszeniami komercyjnymi, bo panuje opinia, że bycie Dominą jest łatwym sposobem na kasę. Portale przypominają więc cennik średniej klasy burdelu - "domina" Ci strzeli w pysk, pozwoli wylizać buty, zrobi lodzika na pożegnanie, a za dopłatą nawet i tyłka nastawi. Próby znalezienia stałego układu są także zakrywane przez już nieco normalniejsze ogłoszenia polegające na sprzedaży rzeczy osobistych - ale tych się już nie czepiam, bo pasują do klimatu.
Z kolei większość głupich facetów znajduje się po mojej stronie. By być stroną dominującą trzeba mieć jednak nieco więcej intelektu, potrzebny jest plan, jakieś zareklamowanie się. Natomiast ulegli z reguły tylko jęczą i obiecują lizać buty. Niezliczone legiony szukają na portalach "ofiar" i spamują skrzynki odbiorcze. Podobnie jak w przypadku dominujących Pań także tutaj nieco bardziej ogarnięte osobniki są zakrywane przez hordy masturbatorów.
Oczywiście nie można się zrażać, po pewnym czasie można znaleźć naprawdę wspaniałe osoby. Ja miałem niesamowite szczęście, że znalazłem swoją Panią. Szczęściem tym się dzielę przez tego bloga, a wszystkim poszukującym życzę wytrwałości!
W naszym patriarchalnym świecie związek M/k jest zdecydowanie popularniejszy niż K/m. Wiele Kobiet wychowało się na wzorcu dominującego faceta, głowy rodziny, macho, człowieka sukcesu. Wszechobecny Grey dalej podżegał to zjawisko. W rezultacie na portalu jest pełno ogłoszeń realnych, normalnych Kobiet, które właśnie poszukują swojego władcy. Sami dominujący faceci często są starsi, bardziej doświadczeni, promieniujący autorytetem. Jasne, idioci wszędzie się zdarzają, ale ogólnie odnoszę wrażenie, że jednak poziom obu stron w świecie M/k jest wyższy. Ale to dlatego, że większość głupich osobników powędrowała do świata zdominowanego przez Kobiety.
Inteligentnych Pań nie brakuje, ale portale klimatyczne są zalewane ogłoszeniami komercyjnymi, bo panuje opinia, że bycie Dominą jest łatwym sposobem na kasę. Portale przypominają więc cennik średniej klasy burdelu - "domina" Ci strzeli w pysk, pozwoli wylizać buty, zrobi lodzika na pożegnanie, a za dopłatą nawet i tyłka nastawi. Próby znalezienia stałego układu są także zakrywane przez już nieco normalniejsze ogłoszenia polegające na sprzedaży rzeczy osobistych - ale tych się już nie czepiam, bo pasują do klimatu.
Z kolei większość głupich facetów znajduje się po mojej stronie. By być stroną dominującą trzeba mieć jednak nieco więcej intelektu, potrzebny jest plan, jakieś zareklamowanie się. Natomiast ulegli z reguły tylko jęczą i obiecują lizać buty. Niezliczone legiony szukają na portalach "ofiar" i spamują skrzynki odbiorcze. Podobnie jak w przypadku dominujących Pań także tutaj nieco bardziej ogarnięte osobniki są zakrywane przez hordy masturbatorów.
Oczywiście nie można się zrażać, po pewnym czasie można znaleźć naprawdę wspaniałe osoby. Ja miałem niesamowite szczęście, że znalazłem swoją Panią. Szczęściem tym się dzielę przez tego bloga, a wszystkim poszukującym życzę wytrwałości!
poniedziałek, 9 listopada 2015
Dzień 042 - Champion w schronisku
Jak pisałem wcześniej nie łatwo sobie znaleźć taką wspaniałą Panią jak moja, ale jest to możliwe. Natomiast szukanie uległego ze strony dominującej także przynosi ze sobą nieco wyzwań. Spróbuję trochę się wgłębić w to zagadnienie, ale moje przygody po stronie dominującej są dość ograniczone. A poza tym jakoś się u nas tak przyjęło, że to faceci, niezależnie od swoich preferencji, pierwsi piszą do Kobiet, więc moje doświadczenia na pewno są inne.
Pani opowiadała mi co nieco o Swoich doświadczeniach z uległymi, a sam też wiem w jakim towarzystwie się obracam. O ile szukanie Pani przypominało szukanie złota w piasku, to poszukiwania uległego jest jak spacer po schronisku dla zwierząt. Tysiące kundli skomli i prosi, by to właśnie on został wybrany. Faceci na portalach rzucają się na każde kobiece ogłoszenie, często pisząc masowo i niegramatycznie. Jestem pewien, że moja Pani przy każdym logowaniu się była bombardowana tekstami sprawiającymi, że się zaczynało wątpić w rasę ludzką. Stawiam, że większość wiadomości brzmiała mniej więcej tak:
hej bardzo chce sluzyc zrobie wszystko bede ci lizal buty i robil co zechcesz powiedz co zrobic a to zrobie. masz jakies fotki?
Jak jest taka opcja, to pewnie jeszcze zamiast podpisu zostanie umieszczone zdjęcie wacka. Wielu facetów szuka po prostu dobrego materiału masturbacyjnego lub okazji na perwersyjny seks, często mają gdzieś jakieś głębsze przemyślenia co do służby. A z jedną ręką na klawiaturze pisze się naprawdę ciężko! Jednak przy takiej ilości zapewne czasem można trafić jakieś wyróżniające się. Wiem, że moja Pani trafiła na kilka zadowalających Ją kundli, więc na pewno jest możliwym trafić na kogoś "normalnego".
Pani opowiadała mi co nieco o Swoich doświadczeniach z uległymi, a sam też wiem w jakim towarzystwie się obracam. O ile szukanie Pani przypominało szukanie złota w piasku, to poszukiwania uległego jest jak spacer po schronisku dla zwierząt. Tysiące kundli skomli i prosi, by to właśnie on został wybrany. Faceci na portalach rzucają się na każde kobiece ogłoszenie, często pisząc masowo i niegramatycznie. Jestem pewien, że moja Pani przy każdym logowaniu się była bombardowana tekstami sprawiającymi, że się zaczynało wątpić w rasę ludzką. Stawiam, że większość wiadomości brzmiała mniej więcej tak:
hej bardzo chce sluzyc zrobie wszystko bede ci lizal buty i robil co zechcesz powiedz co zrobic a to zrobie. masz jakies fotki?
Jak jest taka opcja, to pewnie jeszcze zamiast podpisu zostanie umieszczone zdjęcie wacka. Wielu facetów szuka po prostu dobrego materiału masturbacyjnego lub okazji na perwersyjny seks, często mają gdzieś jakieś głębsze przemyślenia co do służby. A z jedną ręką na klawiaturze pisze się naprawdę ciężko! Jednak przy takiej ilości zapewne czasem można trafić jakieś wyróżniające się. Wiem, że moja Pani trafiła na kilka zadowalających Ją kundli, więc na pewno jest możliwym trafić na kogoś "normalnego".
niedziela, 8 listopada 2015
Dzień 041 - Diament wśród tłuczonego szkła
Znaleźć taką wspaniałą Panią jak moja nie jest łatwo. Pomijając ogólną rzadkość występowania takich niezwykłych Kobiet trzeba je jeszcze umieć zlokalizować, a następnie spełniać odpowiednie wymagania. Nie jest to proste. Znalezienie takiej znajomości wymaga przeprawy przez całe bagno bylejakości.
W internecie można znaleźć setki ogłoszeń typu "Domina szuka niewolnika". Jest ich na pęczki. Czemu więc tak ciężko znaleźć odpowiednią osobę? A bo większość z nas zapewne nie szuka jednorazowej przygody zakończonej banknotami położonymi na hotelowym stoliku, ale czegoś bardziej trwałego. Odrzucając typowe ogłoszenia komercyjne, takie jak sesje, rozmowy czy sprzedaż używanych rzeczy, zostanie nam już dość wąski wybór. Z tego trzeba też oczywiście odrzucić ogłoszenia fejkowe, robione przez napalonych facetów albo dla żartu. Z tym już jest trudniej, trzeba się wykazywać intuicją.
Oczywiście sam anons powinien nas jakoś zafascynować - fetysz są różne, nie wszystko może nas kręcić. Często lubiłem przeglądać te ogłoszenia, często mogłem przy niektórych popuścić wodze fantazji, nawet jeżeli nikogo aktualnie nie szukałem.
Dla mnie w tym wąskim zbiorze, który pozostał po tej selekcji, liczyła się inteligencja. Przebywając na stronach typu bdsm.pl z czasem rozwinąłem w sobie fetysz na poprawną pisownię, bo duże litery czy polskie znaki w tekście były rzadkością. Jeżeli tak wygląda pierwsze nawiązanie kontaktu, to już moja opinia o rozmówczyni staje się kiepska. A jeżeli rzecz dotyczy dominacja wirtualnej, to już to w zasadzie przekreśla dalszą znajomość.
No właśnie, czemu wirtualnej? Otóż kolejnym czynnikiem, który na pewno warto sprawdzać jest lokalizacja. Ja po prostu w mojej okolicy nie miałem za wiele opcji, podobnie jak moja Pani. Dlatego też zaczęliśmy poszukiwać relacji online. I w ten sposób, prawie dokładnie 4 miesiące temu, odpisałem na anons mojej Właścicielki, który bezproblemowo przeszedł przez wszystkie moje kryteria. A jak to się skończyło - widać!
W internecie można znaleźć setki ogłoszeń typu "Domina szuka niewolnika". Jest ich na pęczki. Czemu więc tak ciężko znaleźć odpowiednią osobę? A bo większość z nas zapewne nie szuka jednorazowej przygody zakończonej banknotami położonymi na hotelowym stoliku, ale czegoś bardziej trwałego. Odrzucając typowe ogłoszenia komercyjne, takie jak sesje, rozmowy czy sprzedaż używanych rzeczy, zostanie nam już dość wąski wybór. Z tego trzeba też oczywiście odrzucić ogłoszenia fejkowe, robione przez napalonych facetów albo dla żartu. Z tym już jest trudniej, trzeba się wykazywać intuicją.
Oczywiście sam anons powinien nas jakoś zafascynować - fetysz są różne, nie wszystko może nas kręcić. Często lubiłem przeglądać te ogłoszenia, często mogłem przy niektórych popuścić wodze fantazji, nawet jeżeli nikogo aktualnie nie szukałem.
Dla mnie w tym wąskim zbiorze, który pozostał po tej selekcji, liczyła się inteligencja. Przebywając na stronach typu bdsm.pl z czasem rozwinąłem w sobie fetysz na poprawną pisownię, bo duże litery czy polskie znaki w tekście były rzadkością. Jeżeli tak wygląda pierwsze nawiązanie kontaktu, to już moja opinia o rozmówczyni staje się kiepska. A jeżeli rzecz dotyczy dominacja wirtualnej, to już to w zasadzie przekreśla dalszą znajomość.
No właśnie, czemu wirtualnej? Otóż kolejnym czynnikiem, który na pewno warto sprawdzać jest lokalizacja. Ja po prostu w mojej okolicy nie miałem za wiele opcji, podobnie jak moja Pani. Dlatego też zaczęliśmy poszukiwać relacji online. I w ten sposób, prawie dokładnie 4 miesiące temu, odpisałem na anons mojej Właścicielki, który bezproblemowo przeszedł przez wszystkie moje kryteria. A jak to się skończyło - widać!
piątek, 6 listopada 2015
Dzień 040 - Język służby, cz.4 : Sztuka rozkazywania
Chyba najważniejszą umiejętnością w dominacji nad kimś jest umiejętność egzekwowania swojej woli. Nie każdy uległy spełnia ochoczo rozkazy, czasem trzeba umiejętnie je przekazać, w sposób zwalczający od razu przejawy oporu.
Moja Właścicielka często nie pisze do mnie w drugiej osobie, ale używa trzeciej - "kundel zrobi to i to". To jeszcze bardziej zwiększa dzielącą nas przepaść oraz sprawia, że rozkazy Pani przypominają narzucone z góry prawo. Zdania pisane w trzeciej osobie są nieco bardziej chłodne i stanowcze, nie sposób z nimi się kłócić. Ale najważniejsza jest ich forma: Pani zawsze pisze rozkazy w czasie przyszłym i dokonanym. "kundel posprząta pokój", "kundel wykona zadanie". Takie polecenie promieniuje autorytetem, nie zostawia miejsca na jakieś interpretacje. Wola Pani została już ustalona i jest niezmienna, kundel może ją teraz tylko wykonać.
Moja Właścicielka często nie pisze do mnie w drugiej osobie, ale używa trzeciej - "kundel zrobi to i to". To jeszcze bardziej zwiększa dzielącą nas przepaść oraz sprawia, że rozkazy Pani przypominają narzucone z góry prawo. Zdania pisane w trzeciej osobie są nieco bardziej chłodne i stanowcze, nie sposób z nimi się kłócić. Ale najważniejsza jest ich forma: Pani zawsze pisze rozkazy w czasie przyszłym i dokonanym. "kundel posprząta pokój", "kundel wykona zadanie". Takie polecenie promieniuje autorytetem, nie zostawia miejsca na jakieś interpretacje. Wola Pani została już ustalona i jest niezmienna, kundel może ją teraz tylko wykonać.
Dzień 039 - Język służby, cz.3 : Ciągła uległość
Kontynuujemy temat komunikacji z Panią. Wiadomo już, że jestem kundlem. Wiadomo też, że szacunek dla Pani jest okazywany w każdym słowie, przy zastosowaniu odpowiedniej kapitalizacji. Dalsza pokora jest wydobywana poprzez odsunięcie od kundla przywileju podpisywania się wielkimi literami. Jasne, w internecie zwykle większość osób ma gdzieś poprawną pisownię, ale ja i moja Pani do takich osób się nie zaliczamy. Fakt, że moje imię jest zawsze pisane z małej litery, raz jeszcze przypomina o moim zniewoleniu.
Oczywiście kundel nie zasługuje się na zwracanie do niego formami grzecznościowymi. Czyli Pani nie pisze do mnie "Ty, Ciebie", ale "ty, ciebie" - w połączeniu z kapitalizacją Jej Tytułów różnica jest ogromna. Każda osoba postronna, czytając fragmenty naszej korespondencji (oczywiście mam nadzieję, że takie nie istnieją!), od razu byłaby się w stanie domyślić formy tej relacji, nawet na podstawie najbardziej błahej rozmowy.
Pisząc do Pani trzeba też cały czas zachować odpowiednią kulturę, przejawiać pokorę i szacunek. Witając się z Nią codziennie nie napisze przecież "Siemka, Pani, co tam?". Brr, nawet sobie nie wyobrażam piekła, które by mnie po tym spotkało. Zamiast tego moje wypowiedzi są zwykle pełne uniżoności. Przykładowo:
"Mam nadzieję, że zadanie wykonałem prawidłowo."
"Pokornie proszę o możliwość zeżarcia obiadu."
"Życzę Pani udanego dnia!"
Oczywiście staram się też być sobą, więc jeżeli nie zwracam się do Pani bezpośrednio, ale opisuję dzień, swoje poglądy czy też przebieg zadania, to już używam nieco luźniejszego języka. Czasem nawet pozwolę sobie na jakieś żarty. Ogólnie jednak zawsze pewną sztywność pisania trzeba zachować - Pani jest mi osobą niesamowicie bliską, ale nie jest przecież moją koleżanką, tylko Właścicielką. Każde słowo do Niej musi być pisane z odpowiednią rewerencją.
Oczywiście kundel nie zasługuje się na zwracanie do niego formami grzecznościowymi. Czyli Pani nie pisze do mnie "Ty, Ciebie", ale "ty, ciebie" - w połączeniu z kapitalizacją Jej Tytułów różnica jest ogromna. Każda osoba postronna, czytając fragmenty naszej korespondencji (oczywiście mam nadzieję, że takie nie istnieją!), od razu byłaby się w stanie domyślić formy tej relacji, nawet na podstawie najbardziej błahej rozmowy.
Pisząc do Pani trzeba też cały czas zachować odpowiednią kulturę, przejawiać pokorę i szacunek. Witając się z Nią codziennie nie napisze przecież "Siemka, Pani, co tam?". Brr, nawet sobie nie wyobrażam piekła, które by mnie po tym spotkało. Zamiast tego moje wypowiedzi są zwykle pełne uniżoności. Przykładowo:
"Mam nadzieję, że zadanie wykonałem prawidłowo."
"Pokornie proszę o możliwość zeżarcia obiadu."
"Życzę Pani udanego dnia!"
Oczywiście staram się też być sobą, więc jeżeli nie zwracam się do Pani bezpośrednio, ale opisuję dzień, swoje poglądy czy też przebieg zadania, to już używam nieco luźniejszego języka. Czasem nawet pozwolę sobie na jakieś żarty. Ogólnie jednak zawsze pewną sztywność pisania trzeba zachować - Pani jest mi osobą niesamowicie bliską, ale nie jest przecież moją koleżanką, tylko Właścicielką. Każde słowo do Niej musi być pisane z odpowiednią rewerencją.
środa, 4 listopada 2015
Dzień 038 - Język służby, cz.2 : Kapitalizacja
Czasami bardzo subtelne rzeczy potrafią niesamowicie potężnie oddziaływać na psychikę. Jedną z rzeczy, którą pokochałem od pierwszego kontaktu z Panią jest Jej genialna kapitalizacja liter. W języku polskim, pisząc o kimś, dużych liter używamy w zasadzie tylko dla drugiej formy osobowej - w dodatku tylko wtedy, gdy tę osobę szanujemy (np. "lubię Ciebie i Ty o tym wiesz"). Nieco rzadziej używane są w trzeciej osobie, zwykle przy pisaniu o bardzo ważnych osobach lub Bogu (np. "rozdzielił On niebo i ziemię"). Natomiast pierwsza osoba pozostaje w naszym języku zaczynana od małej litery. Ale nie w przypadku mojej Pani! Jakikolwiek zaimek osobowy, zwrotny czy dzierżawczy pisany przez moją Właścicielkę jest zaczynany od dużej litery. Czyli: "Ja", "Mój", "Sobie" itd. Taki drobny zabieg sprawia, że te słowa zawsze wyróżniają się z tekstu, ciągle przypominając kto jest najważniejszy w tym świecie.
Dla mojej Pani jest to chyba bardzo naturalny sposób pisania, bo jeszcze ani razu nie widziałem, by się pomyliła! Niesamowicie to na mnie działa, pokazuje to niesamowitą pewność siebie* i siłę woli mojej Władczyni. Taki kontrolowany egocentryzm jest bardzo seksowny.
Oczywiście zasady te obowiązują także mnie, co zresztą widać w tym tekście. Jakiekolwiek wspomnienie o mojej Właścicielce jest kapitalizowane, tym samym nadając Jej ogromne znaczenie w wypowiedzi. Ten szacunek posunął się tak daleko, że już czasem stosuję ten zabieg przy opisywaniu części Jej Ciała, np. Nóg, Stóp czy Oczu. Być może jest to pewna przesada, ale jakoś się już tak przyzwyczaiłem. Jakby nie patrzeć Jej Stopy to nie są jakiekolwiek stopy, są przecież wyjątkowe. Zresztą jak cała moja Pani!
* w tym zwrocie już np. nie piszę bezpośrednio o Pani, tylko o ogólnej cesze umysłu, dlatego z małej.
Dla mojej Pani jest to chyba bardzo naturalny sposób pisania, bo jeszcze ani razu nie widziałem, by się pomyliła! Niesamowicie to na mnie działa, pokazuje to niesamowitą pewność siebie* i siłę woli mojej Władczyni. Taki kontrolowany egocentryzm jest bardzo seksowny.
Oczywiście zasady te obowiązują także mnie, co zresztą widać w tym tekście. Jakiekolwiek wspomnienie o mojej Właścicielce jest kapitalizowane, tym samym nadając Jej ogromne znaczenie w wypowiedzi. Ten szacunek posunął się tak daleko, że już czasem stosuję ten zabieg przy opisywaniu części Jej Ciała, np. Nóg, Stóp czy Oczu. Być może jest to pewna przesada, ale jakoś się już tak przyzwyczaiłem. Jakby nie patrzeć Jej Stopy to nie są jakiekolwiek stopy, są przecież wyjątkowe. Zresztą jak cała moja Pani!
* w tym zwrocie już np. nie piszę bezpośrednio o Pani, tylko o ogólnej cesze umysłu, dlatego z małej.
wtorek, 3 listopada 2015
Dzień 037 - Język służby, cz.1 : Słownik kundla
W tresurze uległego warto podkreślać jego miejsce na każdym kroku, by go szybko nauczyć pokory. Moja Pani robi to w sposób perfekcyjny. Po pierwsze, o ile na blogu nazywam się czasem uległym albo niewolnikiem, to jednak oficjalnie jestem kundlem. Kundlem mojej Pani. O ile moja Właścicielka mnie szanuje, to jednak taka dehumanizacja ciągle przypomina o roli jaką posiadam w Jej świecie. Władczyni od samego początku służby wbijała mi do łba odpowiednie zwroty - aktualnie moje pomyłki są naprawdę sporadyczne.
Po tylu wpisach najwyższy czas przedstawić słowniczek kundlowych pojęć. Psi termin - ludzki odpowiednik:
łeb - głowa
pysk, morda - twarz
ogon - penis
klejnoty - jądra
łapy - kończyny
żłopać - pić
żreć - jeść
Takie zwroty świetnie uczą pokory - ludzie jakby nie patrzeć bardzo zwracają uwagę na język. Kiedy kundel żre i żłopie, to ten cały proces jest jakiś taki brudny i brzydki, brzmi o wiele bardziej dziko. Natomiast moja Pani je i pije, a to już brzmi normalnie - w porównaniu ze mną wręcz dystyngowanie! Do tego dochodzi inny czynnik: te zwroty, stosowane w wypowiedziach, często brzmią trochę prostacko. Kundel więc nie ma szans próbować dorównać intelektualnie Pani we wszelkiego rodzaju dyskusjach (pomijając fakt, że Właścicielka i tak jest od kundla inteligentniejsza!).
Pani oczywiście stosuje inne chwyty mające przypominać mi o Jej wyższości, ale o tym wkrótce.
Po tylu wpisach najwyższy czas przedstawić słowniczek kundlowych pojęć. Psi termin - ludzki odpowiednik:
łeb - głowa
pysk, morda - twarz
ogon - penis
klejnoty - jądra
łapy - kończyny
żłopać - pić
żreć - jeść
Takie zwroty świetnie uczą pokory - ludzie jakby nie patrzeć bardzo zwracają uwagę na język. Kiedy kundel żre i żłopie, to ten cały proces jest jakiś taki brudny i brzydki, brzmi o wiele bardziej dziko. Natomiast moja Pani je i pije, a to już brzmi normalnie - w porównaniu ze mną wręcz dystyngowanie! Do tego dochodzi inny czynnik: te zwroty, stosowane w wypowiedziach, często brzmią trochę prostacko. Kundel więc nie ma szans próbować dorównać intelektualnie Pani we wszelkiego rodzaju dyskusjach (pomijając fakt, że Właścicielka i tak jest od kundla inteligentniejsza!).
Pani oczywiście stosuje inne chwyty mające przypominać mi o Jej wyższości, ale o tym wkrótce.
poniedziałek, 2 listopada 2015
Dzień 036 - Nieopatrzne słowa
Pewną wadą tresury wirtualnej, nawet bardzo intensywnej, jest pewna niedoskonałość komunikacji. W przypadku maili czasami ciężko dobrze zapisać swoje emocje i nastrój w odpowiedniej formie, co może prowadzić do niezrozumienia. Pomimo, że używam emotek bardzo często, to i tak zdarzają się małe spięcia. Coś takiego wydarzyło się dzisiaj. Mówiąc krótko: pisałem za dużo na pewien temat i Pani pomyślała (nie bezpodstawnie, bo tak to mogło zabrzmieć), że Jej coś wygarniam.
Problem w tym, że ja nigdy nie czuję złości czy innych negatywnych emocji wobec Pani. Żyję w jej świecie, więc podlegam Jej zasadom. Jasne, moja Pani jest człowiekiem, ma swoje gorsze i lepsze dni. Ale ja nie mam kompletnie na to wpływu - jeżeli Pani jest zła, to mogę jedynie czekać aż zły nastrój przeminie, natomiast gdy ma dobry humor, to cieszę się razem z Nią. Jej nastrój jest dla mnie jak pogoda - muszę się do niego dostosować i już. A czy ktoś w czasie ewentualnego deszczu spogląda w niebo i zaczyna złorzeczyć cumulonimbusom? Nie, po prostu robi to co zwykle, chociaż jego własne nastawienie z pewnością zrobi się nieco bardziej pesymistycznie.
Wracając do tematu: za swoje zachowanie przeprosiłem i wyjaśniłem, że nic złego nie miałem na myśli. Ale pewien strach jednak pozostał. Uwielbiam moją Panią - wiem, że nie jest perfekcyjna, ale mimo wszystko nie mogę niczego negatywnego o Niej pomyśleć. I bardzo mi zależy na tym, by Ona o tym wiedziała. Nie ma nic gorszego w relacjach niż pasywno-agresywna postawa i nie chciałbym kiedykolwiek brzmieć jakbym jej używał. Nawet na tym blogu, jeżeli nawet piszę dość obiektywnie i chłodno o jakichś "przygodach" , to o Pani zawsze myślę ciepło.
Zdaję sobie sprawę, że taka jednorazowa deklaracja to za mało. Tak to nie działa, nie można raz powiedzieć, że zawsze ma się dobre intencje i będzie po sprawie. Będę się starać, by moje uczucia do Władczyni były widoczne zawsze, nawet wtedy, kiedy będę mieć gorszy dzień.
Problem w tym, że ja nigdy nie czuję złości czy innych negatywnych emocji wobec Pani. Żyję w jej świecie, więc podlegam Jej zasadom. Jasne, moja Pani jest człowiekiem, ma swoje gorsze i lepsze dni. Ale ja nie mam kompletnie na to wpływu - jeżeli Pani jest zła, to mogę jedynie czekać aż zły nastrój przeminie, natomiast gdy ma dobry humor, to cieszę się razem z Nią. Jej nastrój jest dla mnie jak pogoda - muszę się do niego dostosować i już. A czy ktoś w czasie ewentualnego deszczu spogląda w niebo i zaczyna złorzeczyć cumulonimbusom? Nie, po prostu robi to co zwykle, chociaż jego własne nastawienie z pewnością zrobi się nieco bardziej pesymistycznie.
Wracając do tematu: za swoje zachowanie przeprosiłem i wyjaśniłem, że nic złego nie miałem na myśli. Ale pewien strach jednak pozostał. Uwielbiam moją Panią - wiem, że nie jest perfekcyjna, ale mimo wszystko nie mogę niczego negatywnego o Niej pomyśleć. I bardzo mi zależy na tym, by Ona o tym wiedziała. Nie ma nic gorszego w relacjach niż pasywno-agresywna postawa i nie chciałbym kiedykolwiek brzmieć jakbym jej używał. Nawet na tym blogu, jeżeli nawet piszę dość obiektywnie i chłodno o jakichś "przygodach" , to o Pani zawsze myślę ciepło.
Zdaję sobie sprawę, że taka jednorazowa deklaracja to za mało. Tak to nie działa, nie można raz powiedzieć, że zawsze ma się dobre intencje i będzie po sprawie. Będę się starać, by moje uczucia do Władczyni były widoczne zawsze, nawet wtedy, kiedy będę mieć gorszy dzień.
niedziela, 1 listopada 2015
Dzień 035 - Memento mori
Dzisiejszy dzień sprzyja rozważaniom o egzystencji, więc może warto pomyśleć trochę o śmierci. Ciężko trochę połączyć to z tematem Femdom, bo współcześni niewolnicy rzadko umierają. Ale im także się zdarza. Czytałem na jakimś blogu wpis pewnej Pani, która pisała, że jej niewolnik umarł. Facet był samotny, jego sensem życia było kupowania rzeczy dla niej i jej sióstr, a także zabawianie swoich właścicielek. Miło, że później o nim wspomniały.
Oczywiście wyżej wymieniony facet nie umarł w czasie sesji, ale jakby nie patrzeć ludzie umierają na wiele sposobów. Oto kilka zagrożeń życia jakie mogą wystąpić w trakcie służby:
- Tortury. Chyba najbardziej oczywiste. Wszystko może zajść za daleko, zbyt ostre bicie może doprowadzić do poważnych urazów. Albo w przypadku osób o chorym sercu - zawału. Otwarte rany mogą być też źródłem zakażeń. Tutaj też kwalifikuję wiele ekstremalnych zabaw takich jak nacinanie, podduszanie, ostre CBT, elektrowstrząsy itd.
- Podduszanie. Trzeba tu mieć wprawę. Stan euforii, pożądany przez tylu zwolenników asfiksji jest już efektem braku tlenu - bardzo łatwo przekroczyć granicę prowadzącą do uszkodzenia mózgu. Nawet niewinny facesitting może się skończyć źle.
- Zadławienie. Pani mnie kiedyś przestrzegła, że zżeranie jajka z podłogi może być niebezpieczne, bo w klęczącej pozycji trudno coś przełknąć. Ale trzeba też uważać przy wszelkiego rodzajach improwizowanych knebli np. ze skarpet albo majtek wkładanych do pyska.
- Zabawy z wydzielinami. Ślina czy mocz są jeszcze relatywnie czyste, ale kał, krew czy inne wydzieliny mogą być siedliskiem wielu bakterii. Nawet jeżeli nie zabije od razu, to choroba może się ciągnąć latami, ułatwiając zejście z tego świata.
- Bezmyślność. Zarówno ze strony uległego, chcącego się popisać lub nie potrafiącego odmówić, jak i Dominy, która zleca swojemu niewolnikowi coś potencjalnie niebezpiecznego. Czasami głupota jest oczywista - jak np. w przypadku faceta, który chciał, by go żona przejechała samochodem. Albo w przypadku zwolenników amputacji czy zabawy bronią. Niekoniecznie jednak musi to być łatwe do przewidzenia, większość wypadków zdarza się w domu, przy każdej czynności. Dochodzi tu też ignorowanie zasad bezpieczeństwa - jasne, można związać niewolnika na parę godzin, ale dobrze żeby miał on jakąś możliwość wezwania pomocy. Nieszczęścia mogą się zdarzyć w każdej chwili.
Aktualnie pomysły mi się skończyły, a nie chcę wchodzić w strefy fantazji jak karoshi (śmierć z przepracowania) czy Dominy mordujące niewolników w ramach kary. W każdym razie obojętnie co się robi - należy myśleć. I cieszyć się życiem, której jest takie krótkie...
Oczywiście wyżej wymieniony facet nie umarł w czasie sesji, ale jakby nie patrzeć ludzie umierają na wiele sposobów. Oto kilka zagrożeń życia jakie mogą wystąpić w trakcie służby:
- Tortury. Chyba najbardziej oczywiste. Wszystko może zajść za daleko, zbyt ostre bicie może doprowadzić do poważnych urazów. Albo w przypadku osób o chorym sercu - zawału. Otwarte rany mogą być też źródłem zakażeń. Tutaj też kwalifikuję wiele ekstremalnych zabaw takich jak nacinanie, podduszanie, ostre CBT, elektrowstrząsy itd.
- Podduszanie. Trzeba tu mieć wprawę. Stan euforii, pożądany przez tylu zwolenników asfiksji jest już efektem braku tlenu - bardzo łatwo przekroczyć granicę prowadzącą do uszkodzenia mózgu. Nawet niewinny facesitting może się skończyć źle.
- Zadławienie. Pani mnie kiedyś przestrzegła, że zżeranie jajka z podłogi może być niebezpieczne, bo w klęczącej pozycji trudno coś przełknąć. Ale trzeba też uważać przy wszelkiego rodzajach improwizowanych knebli np. ze skarpet albo majtek wkładanych do pyska.
- Zabawy z wydzielinami. Ślina czy mocz są jeszcze relatywnie czyste, ale kał, krew czy inne wydzieliny mogą być siedliskiem wielu bakterii. Nawet jeżeli nie zabije od razu, to choroba może się ciągnąć latami, ułatwiając zejście z tego świata.
- Bezmyślność. Zarówno ze strony uległego, chcącego się popisać lub nie potrafiącego odmówić, jak i Dominy, która zleca swojemu niewolnikowi coś potencjalnie niebezpiecznego. Czasami głupota jest oczywista - jak np. w przypadku faceta, który chciał, by go żona przejechała samochodem. Albo w przypadku zwolenników amputacji czy zabawy bronią. Niekoniecznie jednak musi to być łatwe do przewidzenia, większość wypadków zdarza się w domu, przy każdej czynności. Dochodzi tu też ignorowanie zasad bezpieczeństwa - jasne, można związać niewolnika na parę godzin, ale dobrze żeby miał on jakąś możliwość wezwania pomocy. Nieszczęścia mogą się zdarzyć w każdej chwili.
Aktualnie pomysły mi się skończyły, a nie chcę wchodzić w strefy fantazji jak karoshi (śmierć z przepracowania) czy Dominy mordujące niewolników w ramach kary. W każdym razie obojętnie co się robi - należy myśleć. I cieszyć się życiem, której jest takie krótkie...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
