Dzisiaj Halloween, Noc Duchów. Cały zachodni świat (i Polska powoli też) straszy się dzisiaj wzajemnie. Dobry moment, by napisać czego boi się kundel. A kilku rzeczy się boi:
- Rozczarowania Pani. To zawsze boli najbardziej, zwłaszcza gdy oczekuję na Jej opinię odnośnie wyników jakiegoś większego zadania. Podkreślałem to wielokrotnie i będę podkreślał: moim głównym fetyszem jest zadowolenie Pani. Gdy nikogo nie miałem, to moje życie seksualne kończyło się na masturbacji - nie przebierałem się w damskie ubrania, nie biłem się, nie stymulowałem analnie. Jestem w stanie żyć w zasadzie bez jakiejkolwiek praktyki femdom, ale potrzebuję czuć przynależność do kogoś i się spełniać w służbie. Chcę być dla mojej Pani źródłem przyjemności i możliwością odstresowania się, czymś jak dobry program w TV czy gra komputerowa. Jeżeli więc kilka godzin spędzonych nad zadaniem nie spotyka się z Jej uznaniem, to jest to po prostu czas stracony na nic wartościowego.
- Gniewu Pani. Czasami Pani się na mnie solidnie zdenerwuje i wtedy wiję się jak wąż na rozgrzanym dachu. Zwykle nie mam usprawiedliwień na swoją głupotę a nawet jakbym miał, to z reguły wymówka nie jest dobra. Jedyne co mogę robić to przepraszać i błagać o przebaczenie oraz mieć nadzieję, że złość Pani ustąpi. Nie lubię takich rozmów, oj, nie lubię...Zwłaszcza, że Pani ma bardzo wiele możliwości "urozmaicenia" mi życia - najbardziej zawsze się boję klęczenia na grochu. I oczywiście wyrzucenia ze służby, ale do takich myśli Pani dochodzi tylko przy wyjątkowych przewinieniach. Ogólnie to jakoś mi idzie...
- Przyszłości. Tyle nieprzewidywanych rzeczy może się zjawić, tyle przeszkód. Ciężko powiedzieć co się wydarzy. Zapewne moja służba u Pani kiedyś się skończy, mam nadzieję tylko, że raczej później niż wcześniej.
W zasadzie to chyba moje największe obawy. Dzisiaj miałem sporo do roboty, a Pani pewnie w tej chwili dobrze się bawi, więc ocenę moich zadań otrzymam dopiero jutro...I znów nadchodzi lęk...
sobota, 31 października 2015
Dzień 033 - Kwintesencja dominacji
Mogłoby się wydawać, że bycie Górą w relacji D/s jest łatwe, fajne i przyjemne. Ot, wystarczy tylko wydawać rozkazy, strona uległa je wykonuje, a jak nie - to wystarczy ją ukarać i tyle. Niestety, w praktyce tak dobrze to nie ma. Jak wiele osób w świecie bdsm poznawałem też drugą stronę relacji i miałem pewne przygody po stronie dominującej - dlatego czuję, że mogę sobie pozwolić na opisanie jak to wygląda. Chociaż wiele czerpię z własnych obserwacji poczynionych z "dołu".
Przede wszystkim tresura uległego wymaga wiele empatii i inteligencji. Każdy człowiek jest inny, ma swoje obawy i ograniczenia. Dominacja polega na tym, by drugą osobę powoli kształtować i naginać do swojej woli. Trzeba to robić umiejętnie - czasami materiał, pod zbyt wielkim naporem siły, po prostu się łamie i kruszy. Z ludźmi jest podobnie, nie można przesadzać, bo po prostu nie wytrzymają i uciekną. Śmiem sądzić, że jestem dość elastycznym uległym, ale i tak było parę momentów, kiedy zaczynałem "pękać". Moja Właścicielka potrafiła to dostrzec i nie kontynuowała presji. W innych przypadkach z kolei nie było zmiłuj i Pani mnie cisnęła dalej, wiedząc, że jestem w stanie mnie skłonić do danej czynności. Nie zawsze jednak trafi się taka wspaniała Pani i taki dobry uległy (jestem skromniacha, wiem), pewne zgrzyty na początku relacji będą nieuniknione. Najważniejsze jest wtedy, by obie strony starały się wysnuć z tego wnioski i się nie zniechęcały.
Inną ciężką sprawą jest nauczenie się pewnego egocentryzmu. Mimo, że na uległego trzeba uważać, to jednak sensem jego istnienia powinna być służba Pani. Dlatego trzeba zdusić sobie pewną wrażliwość na drugą osobę, postawić się na piedestale, zrozumieć, że własne potrzeby są ważniejsze niż tej drugiej osoby. Większość z nas jest dobrymi ludźmi i nie jest łatwo tak z kimś postępować - nawet jeżeli ten ktoś tego chce. Z czasem zapewne wchodzi to już w krew i wtedy można czerpać radość z faktu, że jest ktoś kto nam usługuje. W końcu przecież jest to miłe! Najtrudniej jednak zacząć.
Tak więc istotą dominacji jest odpowiedni balans - umiejętne sterowanie uległym, wyważone egzekwowanie swoich żądań, powolne poszerzanie granic, staranność w działaniach. Nie sądzę, by każdy mógł się tego nauczyć, dlatego tak wiele "Domin" jest skazanych na porażkę. Do kształtowania ludzkiej psychiki potrzebny jest pewien talent, a żeby czerpać z tego wszystkiego przyjemność trzeba mieć też odpowiednie nastawienie. Dlatego jestem taki szczęśliwy, że znalazłem swoją Panią - jest Ona diamentem pośród masy tłuczonego szkła.
Przede wszystkim tresura uległego wymaga wiele empatii i inteligencji. Każdy człowiek jest inny, ma swoje obawy i ograniczenia. Dominacja polega na tym, by drugą osobę powoli kształtować i naginać do swojej woli. Trzeba to robić umiejętnie - czasami materiał, pod zbyt wielkim naporem siły, po prostu się łamie i kruszy. Z ludźmi jest podobnie, nie można przesadzać, bo po prostu nie wytrzymają i uciekną. Śmiem sądzić, że jestem dość elastycznym uległym, ale i tak było parę momentów, kiedy zaczynałem "pękać". Moja Właścicielka potrafiła to dostrzec i nie kontynuowała presji. W innych przypadkach z kolei nie było zmiłuj i Pani mnie cisnęła dalej, wiedząc, że jestem w stanie mnie skłonić do danej czynności. Nie zawsze jednak trafi się taka wspaniała Pani i taki dobry uległy (jestem skromniacha, wiem), pewne zgrzyty na początku relacji będą nieuniknione. Najważniejsze jest wtedy, by obie strony starały się wysnuć z tego wnioski i się nie zniechęcały.
Inną ciężką sprawą jest nauczenie się pewnego egocentryzmu. Mimo, że na uległego trzeba uważać, to jednak sensem jego istnienia powinna być służba Pani. Dlatego trzeba zdusić sobie pewną wrażliwość na drugą osobę, postawić się na piedestale, zrozumieć, że własne potrzeby są ważniejsze niż tej drugiej osoby. Większość z nas jest dobrymi ludźmi i nie jest łatwo tak z kimś postępować - nawet jeżeli ten ktoś tego chce. Z czasem zapewne wchodzi to już w krew i wtedy można czerpać radość z faktu, że jest ktoś kto nam usługuje. W końcu przecież jest to miłe! Najtrudniej jednak zacząć.
Tak więc istotą dominacji jest odpowiedni balans - umiejętne sterowanie uległym, wyważone egzekwowanie swoich żądań, powolne poszerzanie granic, staranność w działaniach. Nie sądzę, by każdy mógł się tego nauczyć, dlatego tak wiele "Domin" jest skazanych na porażkę. Do kształtowania ludzkiej psychiki potrzebny jest pewien talent, a żeby czerpać z tego wszystkiego przyjemność trzeba mieć też odpowiednie nastawienie. Dlatego jestem taki szczęśliwy, że znalazłem swoją Panią - jest Ona diamentem pośród masy tłuczonego szkła.
czwartek, 29 października 2015
Dzień 032 - Kwintesencja uległości
Wiele nowych osób zafascynowanych światem bdsm wyobraża sobie takie relacje jako typowe sesje w studio. Domina ma pejcz i lateksowe kozaki, niewolnik skórzaną obrożę i pręgi na plecach. Wydaje mi się, że taki obraz o tym klimacie pojawia się w głowie "normalnych" ludzi, którzy o bdsm wiedzą tyle, co zobaczyli w tanich pornosach i niektórych filmach. Normalnie to jest nieszkodliwe, gorzej jak ktoś taki próbuje sobie znaleźć "prawdziwą" Dominę lub Mastera. I jak natrafi na kogoś, kto jest już w tym świecie od dawna.
Otóż wiele początkujących uległych nie zdaje sobie sprawy (albo nie chce zdawać) ze złotej zasady przyświecającej każdemu dobremu niewolnikowi. Mianowicie:
Powinno być to w miarę oczywiste, ale niestety nie jest. Taki napalony pies najpierw pisze, że zrobi wszystko, będzie lizać buty, pracować do upadłego itd. A potem, gdy jego właścicielka zażąda czegoś, co mu się nie podoba, to podkula ogon i ucieka, często mówiąc "Nie na tym to polega". Niestety, mylą się - na tym właśnie to polega, że się wykonuje to, czego żąda strona dominująca. Nie ważne czy to jest zgodne z Waszymi fantazjami czy też nie. Ja np. nie jestem wielkim fanem feminizacji o czym moja Pani dobrze wie - tym większą sprawia Jej satysfakcję, że te zadania wykonuje, bo dochodzi do tego dodatkowy czynnik "złamania" mojego oporu. Podobnie jest w innych kwestiach. Liczy się przede wszystkim zadowolenie Władczyni.
Oczywiście nie każda relacja D/s musi być poważna. Na takich pojedynczych sesjach, uległy wręcz wymaga, by Domina zrobiła z nim to i to. Mnie to osobiście nigdy nie przekonywało - jakbym kiedyś się zdecydował na taką sesję, to bym się oddał do dyspozycji Kobiety. Bo co to za dominowanie, gdy Domina wypełnia jedynie żądania "klienta"? Natomiast w przypadku bardziej trwałej relacji, uległy musi się słuchać. A wszelkie wyskoki mające na celu "sprawdzenie" swojej Pani albo próby zostania celowo ukaranym, to już zwykła smarkateria. To takie skłanianie cichaczem swojej Pani do spełniania swoich fantazji. Coś co także nie wypada porządnemu uległemu.
Oczywiście drugą stronę także obowiązują pewne zasady. O tym jutro.
Otóż wiele początkujących uległych nie zdaje sobie sprawy (albo nie chce zdawać) ze złotej zasady przyświecającej każdemu dobremu niewolnikowi. Mianowicie:
Uległy jest dla Pani!
Oczywiście nie każda relacja D/s musi być poważna. Na takich pojedynczych sesjach, uległy wręcz wymaga, by Domina zrobiła z nim to i to. Mnie to osobiście nigdy nie przekonywało - jakbym kiedyś się zdecydował na taką sesję, to bym się oddał do dyspozycji Kobiety. Bo co to za dominowanie, gdy Domina wypełnia jedynie żądania "klienta"? Natomiast w przypadku bardziej trwałej relacji, uległy musi się słuchać. A wszelkie wyskoki mające na celu "sprawdzenie" swojej Pani albo próby zostania celowo ukaranym, to już zwykła smarkateria. To takie skłanianie cichaczem swojej Pani do spełniania swoich fantazji. Coś co także nie wypada porządnemu uległemu.
Oczywiście drugą stronę także obowiązują pewne zasady. O tym jutro.
środa, 28 października 2015
Dzień 031 - Gdy kundel zmienia się w sukę
O ile Pani przełamała wiele moich barier, to z feminizacją chyba nigdy się do końca nie oswoję. Nie przeszkadza mi ona jako taka - po prostu przebieram się w odpowiednie ciuchy i staram się zachowywać wyjątkowo lubieżnie. W pewnym sensie przypomina to grę aktorską w teatrze, gdzie na widowni zasiada bardzo wymagająca Pani. Nie mam oporów przy wykonywaniu zadania, bo wiem, że sprawia Jej to przyjemność. Dlatego też wydobywam z siebie tę wewnętrzną sukę i robię co tylko mogę, by się jak najbardziej "dziwczyć".
Natomiast, gdy oglądam potem swoje zdjęcia z sesji to nie mogę jednak powstrzymać pewnego napływu...zażenowania? Wstydu? Ciężko to określić, ale jest mi nieswojo, gdy patrzę na siebie w takich pozycjach. "Nieswojo" to bardzo dobre określenie, bo faktycznie się czuję jak inna osoba. W sumie nic dziwnego - obraz, który się przede mną pojawia jest zupełnie inny niż moje zwykłe wyobrażenie o swojej osobie.
Poniżej drobna próbka moich wyczynów!
Natomiast, gdy oglądam potem swoje zdjęcia z sesji to nie mogę jednak powstrzymać pewnego napływu...zażenowania? Wstydu? Ciężko to określić, ale jest mi nieswojo, gdy patrzę na siebie w takich pozycjach. "Nieswojo" to bardzo dobre określenie, bo faktycznie się czuję jak inna osoba. W sumie nic dziwnego - obraz, który się przede mną pojawia jest zupełnie inny niż moje zwykłe wyobrażenie o swojej osobie.
Poniżej drobna próbka moich wyczynów!
wtorek, 27 października 2015
Dzień 030 - Paczka
Co prawda oficjalny Dzień Kundelka wypada 25 października, ale wtedy wszyscy mieli na głowie ważniejsze sprawy. Dlatego świętowałem dzisiaj, bo akurat przyszła paczka od mojej Pani!
Jak zawsze rzuciłem się wygłodniały na paczuszkę, niszcząc szybko kolejne warstwy kartonu i taśmy. W końcu dotarłem do zawartości. W środku czekały na mnie para pięknych, krótkich kozaczków na płaskim obcasie, znoszone kapcie, prawie-litrowa butelka z pissem oraz bielizna ze śladami Jej Rozkoszy. Marzenie każdego kundla!
Napięcie dawkowałem, zacząłem od butów. Kozaczki mnie miło zaskoczyły, takiego typu obuwia Pani jeszcze nie posiadałem. Bardzo ładne, wyraźnie znoszone, wydzielające sympatyczny zapach skóry. Kapcie z kolei pachniały bardzo delikatnie i łagodnie, relaksująco wręcz. Czuć w nich zapach Stóp mojej Właścicielki, to pewnie stąd takie miłe doznania. Planuję dziś położyć się spać tuż przy nich.
Z kolei bielizna Pani doprowadzała mnie do szału. Pani w Swej dobroci, nie dość, że je długo nosiła, to jeszcze szczytowała w nich dwa razy. Majteczki jeszcze się błyszczały od Jej wilgoci. Zapach niesamowity! Pani kazała mi je wyczyścić jęzorem, co aktywowało we mnie istną desperację - w czasie zadania czułem Jej Aromaty, smakowałem Jej Rozkosz, a mimo tego wciąż byłem tak daleko od Niej, pozbawiony prawa do szczytowania czy choćby dotykania się. Mało osób zna taką frustrację! Czułem namacalnie ślady Kobiety, której seksualność wypełnia mój świat, ale jedyne co mogę to wielbić Ją z daleka...Z jednej strony to piekielna tortura, ale z drugiej - niebiańska rozkosz! W końcu móc kosztować takie Przysmaki to marzenie każdego uległego.
Dalej raczyłem się pissem mojej Pani. W chwili gdy pisze te słowa wciąż mam jeszcze pół butelki, którą chcę jeszcze dzisiaj wyżłopać - jutro już będzie zdecydowanie mniej smaczny. Tym razem zapach był trudny do zidentyfikowania - konsystencja była dość zbliżona do wody, ale mimo wszystko czuć było wyraźny posmak, który utrzymywał się długo na języku w niezmienionej postaci. Ciężko opisać taki smak, każda butelka jest inna. W każdym razie radość z rozkoszowania się tym smakiem zostaje nawet dłużej niż wrażenia na kubkach smakowych.
Dzisiaj czuję się wyjątkowo rozpieszczony przez moją Właścicielkę. Jeszcze przed snem sobie powęszę i posmakuję Jej Smakołyków!
Jak zawsze rzuciłem się wygłodniały na paczuszkę, niszcząc szybko kolejne warstwy kartonu i taśmy. W końcu dotarłem do zawartości. W środku czekały na mnie para pięknych, krótkich kozaczków na płaskim obcasie, znoszone kapcie, prawie-litrowa butelka z pissem oraz bielizna ze śladami Jej Rozkoszy. Marzenie każdego kundla!
Napięcie dawkowałem, zacząłem od butów. Kozaczki mnie miło zaskoczyły, takiego typu obuwia Pani jeszcze nie posiadałem. Bardzo ładne, wyraźnie znoszone, wydzielające sympatyczny zapach skóry. Kapcie z kolei pachniały bardzo delikatnie i łagodnie, relaksująco wręcz. Czuć w nich zapach Stóp mojej Właścicielki, to pewnie stąd takie miłe doznania. Planuję dziś położyć się spać tuż przy nich.
Z kolei bielizna Pani doprowadzała mnie do szału. Pani w Swej dobroci, nie dość, że je długo nosiła, to jeszcze szczytowała w nich dwa razy. Majteczki jeszcze się błyszczały od Jej wilgoci. Zapach niesamowity! Pani kazała mi je wyczyścić jęzorem, co aktywowało we mnie istną desperację - w czasie zadania czułem Jej Aromaty, smakowałem Jej Rozkosz, a mimo tego wciąż byłem tak daleko od Niej, pozbawiony prawa do szczytowania czy choćby dotykania się. Mało osób zna taką frustrację! Czułem namacalnie ślady Kobiety, której seksualność wypełnia mój świat, ale jedyne co mogę to wielbić Ją z daleka...Z jednej strony to piekielna tortura, ale z drugiej - niebiańska rozkosz! W końcu móc kosztować takie Przysmaki to marzenie każdego uległego.
Dalej raczyłem się pissem mojej Pani. W chwili gdy pisze te słowa wciąż mam jeszcze pół butelki, którą chcę jeszcze dzisiaj wyżłopać - jutro już będzie zdecydowanie mniej smaczny. Tym razem zapach był trudny do zidentyfikowania - konsystencja była dość zbliżona do wody, ale mimo wszystko czuć było wyraźny posmak, który utrzymywał się długo na języku w niezmienionej postaci. Ciężko opisać taki smak, każda butelka jest inna. W każdym razie radość z rozkoszowania się tym smakiem zostaje nawet dłużej niż wrażenia na kubkach smakowych.
Dzisiaj czuję się wyjątkowo rozpieszczony przez moją Właścicielkę. Jeszcze przed snem sobie powęszę i posmakuję Jej Smakołyków!
poniedziałek, 26 października 2015
Dzień 029 - Monarchia
Jutro przychodzi paczka od mojej Pani. Poczułem się wyjątkowo wyróżniony, gdyż moja Właścicielka była nadzwyczaj szczodra co do jej zawartości. Poczułem taką wdzięczność, że aż mi było głupio - zupełnie jakby ktoś mi nagle podarował luksusowy samochód. Jasne, cieszę się bardzo, ale gest jest tak wielki, że czuję się niezręcznie przyjmując taki prezent. Na szczęście mam okazję to jakoś "odpracować". O paczce napiszę szerzej jutro, a dziś chciałem się nieco bardziej skupić na mojej Królowej.
Świat, w którym żyję - Jej świat - ma określony ustrój polityczny. Jest to monarchia absolutna. W przeciwieństwie do demokracji, gdzie o losie kraju decyduje głupia większość (tak, wciąż mam kaca po wczorajszych wyborach), w Jej świecie wszystko jest zależne tylko i wyłącznie od Niej. Los Jej poddanych leży w Jej Rękach. To z pewnością spora odpowiedzialność dla każdego władcy.
Rządzić ludźmi można poprzez zmuszanie ich do czegoś za pomocą siły i zastraszania albo przekonywanie ich do swoich racji poprzez dobroć i zrozumienie. I chociaż Pani nie krępuje się używać Swojej władzy, to jednak Jej styl rządzenia zakwalifikowałbym do tej drugiej grupy. Pani jest Królową rozsądną i sprawiedliwą, potrafi słuchać głosu Swego ludu. Pod Jej rządami czuję się szczęśliwy i chcę Jej służyć z potrzeby wewnętrznej a nie przymusu zewnętrznego. Moja Władczyni o mnie dba i chociaż czasami jest ciężko, to jest to wszystko dla mojego dobra. Dlatego z chęcią oddaję Jej swój czas i umiejętności, by uczynić Jej życie choćby troszkę łatwiejszym czy ciekawszym. I tak mam cały czas wrażenie, że to ja lepiej wychodzę na tym układzie.
Nawet patrząc obiektywnie, a nie przez pryzmat wpatrzonego w nią kundla, mogę śmiało powiedzieć, że moja Pani jest Kobietą niezwykłą - jest inteligentna, stanowcza, sprawiedliwa i dobra. Naprawdę szkoda, że nie możemy wrócić do czasów Królestwa Polskiego i usadowić Jej na tronie!
Świat, w którym żyję - Jej świat - ma określony ustrój polityczny. Jest to monarchia absolutna. W przeciwieństwie do demokracji, gdzie o losie kraju decyduje głupia większość (tak, wciąż mam kaca po wczorajszych wyborach), w Jej świecie wszystko jest zależne tylko i wyłącznie od Niej. Los Jej poddanych leży w Jej Rękach. To z pewnością spora odpowiedzialność dla każdego władcy.
Rządzić ludźmi można poprzez zmuszanie ich do czegoś za pomocą siły i zastraszania albo przekonywanie ich do swoich racji poprzez dobroć i zrozumienie. I chociaż Pani nie krępuje się używać Swojej władzy, to jednak Jej styl rządzenia zakwalifikowałbym do tej drugiej grupy. Pani jest Królową rozsądną i sprawiedliwą, potrafi słuchać głosu Swego ludu. Pod Jej rządami czuję się szczęśliwy i chcę Jej służyć z potrzeby wewnętrznej a nie przymusu zewnętrznego. Moja Władczyni o mnie dba i chociaż czasami jest ciężko, to jest to wszystko dla mojego dobra. Dlatego z chęcią oddaję Jej swój czas i umiejętności, by uczynić Jej życie choćby troszkę łatwiejszym czy ciekawszym. I tak mam cały czas wrażenie, że to ja lepiej wychodzę na tym układzie.
Nawet patrząc obiektywnie, a nie przez pryzmat wpatrzonego w nią kundla, mogę śmiało powiedzieć, że moja Pani jest Kobietą niezwykłą - jest inteligentna, stanowcza, sprawiedliwa i dobra. Naprawdę szkoda, że nie możemy wrócić do czasów Królestwa Polskiego i usadowić Jej na tronie!
niedziela, 25 października 2015
Dzień 028 - Wybory
Niestety, czasem jestem konformistą, więc nawet u mnie musi się znaleźć wpis dotyczący wyborów parlamentarnych. Dla niektórych osób może być wstrząsające, że ktoś, kto ciągle pisze o tym o pełzaniu u Stóp pewnej wspaniałej Kobiety ma prawo do głosowania. Cóż, oficjalnie jestem inteligentnym facetem, mam poglądy na wiele spraw, więc głos mi się należy. A to co robię prywatnie, to jest już mój osobisty interes.
Pani mnie solidnie dokształciła w kwestiach politycznych, ale nie wskazała na kogo głosować. Pod tym względem mam wolną rękę...znaczy się, łapę. Poglądy polityczne zostawię na boku, ale krzyżyki postawiłem przy nazwiskach Kobiet. Oczywiście ma na to wpływ moja natura, ale uważam też, że taka demokracja "matriarchalna" byłaby dobrym systemem. Mam wrażenie, że Kobiety są po prostu inteligentniejsze, bardziej opanowane i koncentrują się na swoich zadaniach lepiej niż ich męscy odpowiednicy. Jasne, to jest polityka i oczywiście płeć nie wpływa na to czy się jest uczciwym człowiekiem - ale nawet jakby moja kandydatka okazała się politykiem nieodpowiedzialnym, to jednak łatwiej by mi to było znieść. Bo po prostu wierzę w wyższość Kobiet.
Nie oznacza to oczywiście, że wybieram pierwszą, lepszą kandydatkę. Wybory jednak traktuję poważnie i mimo że głosujemy dzisiaj na partie polityczne, to jednak poświęciłem troszkę czasu na choćby krótkie przeczytanie czegoś o przyszłych posłankach. Ze swoich wyborów jestem zadowolony, obie Kobiety wyglądają na inteligentne i odpowiednie na swoje stanowiska.
A gdybym jednak nie znalazł odpowiedniej osoby płci żeńskiej? Wtedy bym oczywiście głosował na faceta. Po prostu nawet w wyborach kierują się zasadą, że "Panie mają pierwszeństwo". Mam nadzieję, że w parlamencie zasiądzie sporo Kobiet!
Pani mnie solidnie dokształciła w kwestiach politycznych, ale nie wskazała na kogo głosować. Pod tym względem mam wolną rękę...znaczy się, łapę. Poglądy polityczne zostawię na boku, ale krzyżyki postawiłem przy nazwiskach Kobiet. Oczywiście ma na to wpływ moja natura, ale uważam też, że taka demokracja "matriarchalna" byłaby dobrym systemem. Mam wrażenie, że Kobiety są po prostu inteligentniejsze, bardziej opanowane i koncentrują się na swoich zadaniach lepiej niż ich męscy odpowiednicy. Jasne, to jest polityka i oczywiście płeć nie wpływa na to czy się jest uczciwym człowiekiem - ale nawet jakby moja kandydatka okazała się politykiem nieodpowiedzialnym, to jednak łatwiej by mi to było znieść. Bo po prostu wierzę w wyższość Kobiet.
Nie oznacza to oczywiście, że wybieram pierwszą, lepszą kandydatkę. Wybory jednak traktuję poważnie i mimo że głosujemy dzisiaj na partie polityczne, to jednak poświęciłem troszkę czasu na choćby krótkie przeczytanie czegoś o przyszłych posłankach. Ze swoich wyborów jestem zadowolony, obie Kobiety wyglądają na inteligentne i odpowiednie na swoje stanowiska.
A gdybym jednak nie znalazł odpowiedniej osoby płci żeńskiej? Wtedy bym oczywiście głosował na faceta. Po prostu nawet w wyborach kierują się zasadą, że "Panie mają pierwszeństwo". Mam nadzieję, że w parlamencie zasiądzie sporo Kobiet!
Dzień 027 - Filmoteka
Jak już wspominałem jednym z podstawowych elementów mojej służby jest ciągłe dokształcanie się, także pod względem kulturalnym. Pani zna mnóstwo filmów i zwykle na weekend muszę obejrzeć wybrane przez Nią pozycje, po czym podzielić się przemyśleniami. Zadanie nieco czasochłonne, ale całkiem przyjemne. A przy okazji poznałem mnóstwo ciekawych filmów, z których zamierzam kilka wymienić.
Na liście znajdują się tylko filmy, które obejrzałem na polecenie mojej Właścicielki.
Wenus w Futrze - Genialny film Polańskiego, obowiązkowa pozycja dla miłośników bdsm. Także idealny jako film wprowadzający. Niski budżet, całość toczy się w teatrze, jedynie dwójka aktorów - brzmi jak pornos, ale jest to istna perełka, która przykuła mnie do ekranu.Wymiany zdań i tocząca się akcja emanują erotyzmem oraz rozwijają przed widzem świat dominacji, w którym powoli coraz bardziej się zanurzamy...Dla mnie, jako osoby uległej, wiele z tekstów usłyszanych w filmie uderzało wprost w serce. Zwłaszcza, że wyobrażałem sobie przy tym moją Panią.
K-PAX - Jeden z filmów, o których sporo słyszałem, ale nigdy nie miałem okazji obejrzeć. Oczywiście jest świetny - jeden, charyzmatyczny bohater tworzy cały film, ale w ogóle to nie przeszkadza.
Zapach Kobiety - Raz jeszcze film "jednego aktora". Tzn. wiadomo, w filmie jest ich wielu, ale cały blask koncentruje na sobie Al Pacino. Za co zresztą słusznie go potem nagrodzili Oskarem.
The King's Speech - Polski tytuł "Jak zostać królem?" brzmi jak tytuł bajki Pixara. Niesamowite jak twórcom udało się przedstawić problemy z dykcją głównego bohatera w sposób godny najlepszych filmów akcji. Aż zaciskałem kciuki z przejęcia w trakcie ważnych przemów. Wielki plus za postać Lionela Logue'a, która została świetnie zagrana.
Kingsman: The Secret Service - jestem facetem i jak każdy facet lubię efektowne sceny walki. Zwłaszcza widowiskowe. Matrix, Equlibrium, Kung Fu Hustle, cokolwiek z Jackie Chanem - im akcja jest bardziej szalona, tym lepiej. Kingsman ma ujmujące i charyzmatyczne postacie oraz jedne z lepszych scen akcji jakie widziałem. Oglądało się lekko i przyjemnie.
Changeling - Fajnie zrealizowany film, fabuła niby toczy się jednym torem, ale jednocześnie jest wielowątkowa. Nie nudzi, przykuwa do ekranu. Czego chcieć więcej?
Tak wygląda moja lista ulubionych filmów. Jasne, podobało mi się ich o wiele więcej, ale to są pozycje, które zdecydowanie najlepiej zapamiętałem i najbardziej się dla mnie wyróżniły. Zapewne lista szybko się powiększy, bo nie wygląda na to, by mojej Pani szybko się skończyły pomysły na następne seanse!
Na liście znajdują się tylko filmy, które obejrzałem na polecenie mojej Właścicielki.
Wenus w Futrze - Genialny film Polańskiego, obowiązkowa pozycja dla miłośników bdsm. Także idealny jako film wprowadzający. Niski budżet, całość toczy się w teatrze, jedynie dwójka aktorów - brzmi jak pornos, ale jest to istna perełka, która przykuła mnie do ekranu.Wymiany zdań i tocząca się akcja emanują erotyzmem oraz rozwijają przed widzem świat dominacji, w którym powoli coraz bardziej się zanurzamy...Dla mnie, jako osoby uległej, wiele z tekstów usłyszanych w filmie uderzało wprost w serce. Zwłaszcza, że wyobrażałem sobie przy tym moją Panią.
K-PAX - Jeden z filmów, o których sporo słyszałem, ale nigdy nie miałem okazji obejrzeć. Oczywiście jest świetny - jeden, charyzmatyczny bohater tworzy cały film, ale w ogóle to nie przeszkadza.
Zapach Kobiety - Raz jeszcze film "jednego aktora". Tzn. wiadomo, w filmie jest ich wielu, ale cały blask koncentruje na sobie Al Pacino. Za co zresztą słusznie go potem nagrodzili Oskarem.
The King's Speech - Polski tytuł "Jak zostać królem?" brzmi jak tytuł bajki Pixara. Niesamowite jak twórcom udało się przedstawić problemy z dykcją głównego bohatera w sposób godny najlepszych filmów akcji. Aż zaciskałem kciuki z przejęcia w trakcie ważnych przemów. Wielki plus za postać Lionela Logue'a, która została świetnie zagrana.
Kingsman: The Secret Service - jestem facetem i jak każdy facet lubię efektowne sceny walki. Zwłaszcza widowiskowe. Matrix, Equlibrium, Kung Fu Hustle, cokolwiek z Jackie Chanem - im akcja jest bardziej szalona, tym lepiej. Kingsman ma ujmujące i charyzmatyczne postacie oraz jedne z lepszych scen akcji jakie widziałem. Oglądało się lekko i przyjemnie.
Changeling - Fajnie zrealizowany film, fabuła niby toczy się jednym torem, ale jednocześnie jest wielowątkowa. Nie nudzi, przykuwa do ekranu. Czego chcieć więcej?
Tak wygląda moja lista ulubionych filmów. Jasne, podobało mi się ich o wiele więcej, ale to są pozycje, które zdecydowanie najlepiej zapamiętałem i najbardziej się dla mnie wyróżniły. Zapewne lista szybko się powiększy, bo nie wygląda na to, by mojej Pani szybko się skończyły pomysły na następne seanse!
piątek, 23 października 2015
Dzień 026 - Tęsknota za Panią
Służba 24/7 oznacza stałe przeplatanie się z życiem codziennym, ciągłe przebywanie w dwóch światach - tym należącym do mojej Pani oraz tym należącym do reszty ludzkości. I chociaż sercem i duchem czuję się obywatelem Jej Krainy, to muszę czasami iść na kompromisy i dopasowywać się do reguł wyznaczanych przez resztę populacji. Czasami kundel musi wyjechać, czasami nadchodzą jakieś nieprzewidziane okoliczności - i cały porządek upada. W takich czasach kryzysu Pani zwykle wspaniałomyślnie popuszcza mnie ze smyczy, czyli daje mi chwilowo nieco więcej swobody i znosi niektóre zakazy, bym mógł kontynuować jakoś te "normalne" życie.
Teoretycznie taki okres brzmi wspaniale, prawda? Mogę robić (prawie) wszystko na co mam ochotę, a jednocześnie wciąż należę do niesamowitej Kobiety. Nie ma na co narzekać, prawda? Hah! Oczywiście, że jest - ja zawsze znajdę powód do narzekania! Tylko tym razem jest to narzekanie jak najbardziej zasadne.
Chodzi o to, że dzięki nakazom, zakazom i ogólnej dyscyplinie czuję cały czas bliskość mojej Pani. Gdy burczy mi w brzuchu, ale muszę czekać aż otrzymam zezwolenie na żarcie; gdy muszę codziennie ćwiczyć albo żreć na kolanach; gdy wykonuję Jej polecenia - wtedy czuję to wspaniałe uczucie przynależności do kogoś, sens dobrze spełnianego obowiązku, cel życia. Napięta smycz sprawia, że ciągle czuję więź z moją Właścicielką. Gdy brak jest tej więzi, czuję się źle, niedobrze mi ze sobą. Tak się czuje pewnie ktoś kto łamie swoją dietę albo opuszcza dzień treningu na siłowni. Albo nawet pójdę dalej - ktoś kto zdradza swoją drugą połówkę.
Dalej ten brak więzi sprawia, że czuję się...samotny. Zdaję sobie sprawę, że gdyby moja Pani chciała bym sobie żył w takim relaksie, to by mi na to normalnie pozwalała. Taki żywot "na luzie" jest więc czymś, co nie sprawia radości mojej Właścicielce, a to zawsze powoduje u mnie wyrzuty sumienia. Żyjąc wbrew Jej nakazom, czuję się jakbym mentalnie się od Niej oddalał - i stąd bierze się właśnie ta tęsknota. Tęsknota za Jej kontrolą, za sprawianiem Jej radości, za byciem na Jej każde zawołanie.
Można się dziwić jak można tęsknić za kimś kogo nigdy się nawet nie spotkało na żywo. Cóż, to akurat jest Wielka Tajemnica mojej Pani. Nie wiem jak Ona to robi, że potrafi tak opętać moje myśli, ale jeżeli chodzi o dominację nad moim samczym umysłem to jest niezrównana. Możecie mi wierzyć - nagły brak kogoś, kto zwykle kontroluje wszystkie Wasze myśli i pragnienia, jest naprawdę nie do zniesienia!
Teoretycznie taki okres brzmi wspaniale, prawda? Mogę robić (prawie) wszystko na co mam ochotę, a jednocześnie wciąż należę do niesamowitej Kobiety. Nie ma na co narzekać, prawda? Hah! Oczywiście, że jest - ja zawsze znajdę powód do narzekania! Tylko tym razem jest to narzekanie jak najbardziej zasadne.
Chodzi o to, że dzięki nakazom, zakazom i ogólnej dyscyplinie czuję cały czas bliskość mojej Pani. Gdy burczy mi w brzuchu, ale muszę czekać aż otrzymam zezwolenie na żarcie; gdy muszę codziennie ćwiczyć albo żreć na kolanach; gdy wykonuję Jej polecenia - wtedy czuję to wspaniałe uczucie przynależności do kogoś, sens dobrze spełnianego obowiązku, cel życia. Napięta smycz sprawia, że ciągle czuję więź z moją Właścicielką. Gdy brak jest tej więzi, czuję się źle, niedobrze mi ze sobą. Tak się czuje pewnie ktoś kto łamie swoją dietę albo opuszcza dzień treningu na siłowni. Albo nawet pójdę dalej - ktoś kto zdradza swoją drugą połówkę.
Dalej ten brak więzi sprawia, że czuję się...samotny. Zdaję sobie sprawę, że gdyby moja Pani chciała bym sobie żył w takim relaksie, to by mi na to normalnie pozwalała. Taki żywot "na luzie" jest więc czymś, co nie sprawia radości mojej Właścicielce, a to zawsze powoduje u mnie wyrzuty sumienia. Żyjąc wbrew Jej nakazom, czuję się jakbym mentalnie się od Niej oddalał - i stąd bierze się właśnie ta tęsknota. Tęsknota za Jej kontrolą, za sprawianiem Jej radości, za byciem na Jej każde zawołanie.
Można się dziwić jak można tęsknić za kimś kogo nigdy się nawet nie spotkało na żywo. Cóż, to akurat jest Wielka Tajemnica mojej Pani. Nie wiem jak Ona to robi, że potrafi tak opętać moje myśli, ale jeżeli chodzi o dominację nad moim samczym umysłem to jest niezrównana. Możecie mi wierzyć - nagły brak kogoś, kto zwykle kontroluje wszystkie Wasze myśli i pragnienia, jest naprawdę nie do zniesienia!
Dzień 025 - Gospodarka czasem
Bycie uległym to praca pełnoetatowa i wymagająca wiele poświęceń. Oczywiście mam też "normalną" pracę, bo w końcu trzeba także zarabiać na życie. To oznacza, że czas "wolny" to rzecz niezmiernie rzadka.
W zasadzie nie pamiętam już kiedy mój weekend był czasem, kiedy można się było lenić godzinami. Pani lubi zapełniać mi czas i często w soboty i niedziele latam od jednego zadania do drugiego. Czasami wykonam dla Niej jakiś research, kiedy indziej ugotuję coś według Jej przepisu, do tego dochodzą typowe codzienne obowiązki. Nawet chwile przyjemności są spędzane zgodnie ze wskazówkami Pani - zwykle dostaję listę filmów do obejrzenia przez weekend, co z pewnością wypełnia mi dobrze czas.
Problemy się pojawiają kiedy czasu robi się mało. Zadania potrafią być czasochłonne, a tu raz zdarzy się coś niespodziewanego, kiedy indziej w pracy dłużej posiedzę, albo trzeba coś zrobić w domu...Pani czasem się zlituje nad kundlem i jakieś zadanie przełoży, ale zwykle za swoją opieszałość i lenistwo płacę godzinami przeznaczonymi na sen. Zdaję sobie sprawę, że to jak się zorganizuję jest zależne tylko ode mnie i staram się nie jęczeć Pani o problemach. Niektóre obowiązki idą mi już bardzo szybko, ale czasami po prostu nie mogę się za nie zabrać. Kiedyś się nauczę, by je wykonywać najszybciej jak mogę, bo każda sekunda jest cenna.
Na szczęście w ten weekend cofamy zegarki, więc mam godzinę ekstra!
W zasadzie nie pamiętam już kiedy mój weekend był czasem, kiedy można się było lenić godzinami. Pani lubi zapełniać mi czas i często w soboty i niedziele latam od jednego zadania do drugiego. Czasami wykonam dla Niej jakiś research, kiedy indziej ugotuję coś według Jej przepisu, do tego dochodzą typowe codzienne obowiązki. Nawet chwile przyjemności są spędzane zgodnie ze wskazówkami Pani - zwykle dostaję listę filmów do obejrzenia przez weekend, co z pewnością wypełnia mi dobrze czas.
Problemy się pojawiają kiedy czasu robi się mało. Zadania potrafią być czasochłonne, a tu raz zdarzy się coś niespodziewanego, kiedy indziej w pracy dłużej posiedzę, albo trzeba coś zrobić w domu...Pani czasem się zlituje nad kundlem i jakieś zadanie przełoży, ale zwykle za swoją opieszałość i lenistwo płacę godzinami przeznaczonymi na sen. Zdaję sobie sprawę, że to jak się zorganizuję jest zależne tylko ode mnie i staram się nie jęczeć Pani o problemach. Niektóre obowiązki idą mi już bardzo szybko, ale czasami po prostu nie mogę się za nie zabrać. Kiedyś się nauczę, by je wykonywać najszybciej jak mogę, bo każda sekunda jest cenna.
Na szczęście w ten weekend cofamy zegarki, więc mam godzinę ekstra!
środa, 21 października 2015
Dzień 024 - Jej Zapach
Pani mnie dziś powiadomiła, że niedługo będę mieć możliwość otrzymania kolejnej z Jej niezawodnych paczek. Uwielbiam to oczekiwanie! Gdy wiem, że zbliża się paczka, to każdy kurier do złudzenia przypomina Św. Mikołaja, a i mnie przepełnia taka dziecięca, pierwotna ekscytacja płynąca z dostawania upragnionych rzeczy. Niedługo moja kolekcja butów ma się znowu powiększyć - tym razem o domowe papcie mojej Pani. Moja Właścicielka tak mnie rozpieszcza, że nawet wspaniałomyślnie postanowiła je jeszcze dochodzić i nasączyć je Swoimi zapachami. Nie mogę się doczekać aż będę mógł zanurzyć w nich swój pysk!
W takich momentach oczekiwania kontempluję czasami nad władzą jaka ma nade mną moja Pani. Jestem gotów zrobić naprawdę wiele, byle tylko móc posiąść parę Jej starych butów i oddychać zapachem Jej Stóp. Dla Niej to po prostu zwykły kawałek zużytej garderoby - dla mnie to bezcenny skarb. Przy takiej dysproporcji sił w relacji wiadomo, że moja Właścicielka zawsze będzie wygrywać na każdym polu.
Czasami zadaję sobie pytanie czemu to robię, ale to pytanie bez odpowiedzi. To po prostu mój fetysz, lubię kobiece stopy, lubię ich zapach, podnieca mnie myśl o adorowaniu zużytych rzeczy należących niegdyś do mojej Właścicielki. Nie czuję się z tym źle, w pełni zdaję sobie sprawę z tego kim jestem. Natomiast czasem lubię spojrzeć na siebie obiektywnie albo bawić się myślą jakbym komuś próbował wytłumaczyć to, co robię - chociaż odpowiedzi nigdy nie znalazłem. Czasem też myślę jak się czuje z tym Pani. Myślę, że podoba Jej się fakt, że faceci marzą o padaniu do Jej Stóp - poznałem swoją Właścicielkę na tyle, by wiedzieć, że nie robiłaby czegoś na co nie ma ochoty.
Pewnie myśli tego typu jeszcze będą się krzątać po mojej łepetynie wiele razy. Im bliżej do tego wymarzonego dnia, tym są intensywniejsze. A do tego czasu pozostaje mi marzyć o Stopach mojej Pani.
wtorek, 20 października 2015
Dzień 023 - Nowoczesna służba
Nie ma nic banalniejszego niż stwierdzenie, że świat się zmienia - jest to jednak prawda. Wraz z biegiem historii następują reformy obyczajów, ewolucje poglądów, wzrost wykształcenia, rozwój technologii...Zmiany dotyczą wszystkich aspektów życia, także w świecie Femdom.
Ciężko powiedzieć jak kiedyś wyglądały związki D/s, bo zapewne ludzie się z nimi zbytnio nie afiszowali. Jedno jest pewne - uległy spędzał czas przy swojej Pani i jej usługiwał. Dzisiaj progres sprawił, że pojawiła się możliwość tresury wirtualnej, która przynosi wiele niedostępnych do tej pory możliwości.
Jestem współczesnym niewolnikiem, takim, który jeszcze nie widział swojej Właścicielki "na żywo", ale mimo wszystko pracuje dla niej. Różnica jest taka, że zazwyczaj moim polem bawełny jest internet - często wyszukuję w nim informacje, które aktualnie są potrzebne mojej Właścicielce. Czasem można takie zadanie wykonać w parę minut, kiedy indziej gromadzenie danych zajmuje całe tygodnie. Raz są to zadania relatywnie "błahe" (przynajmniej z obiektywnego punktu widzenia, bo dla kundla mają one zawsze priorytet wysoki), np. znalezienie ładnej tapety na pulpit, innym razem mogą być to informacje naprawdę kluczowe i niezbędne. Takie szukanie potrafi być męczące, więc moim zadaniem jest dostarczanie odpowiedzi w przystępnej formie - dzięki temu Pani ma więcej czasu dla Siebie i nie musi Się męczyć błądzeniem po przepisach i opiniach.
Przez internet można załatwić też inne sprawy, np. od czasu do czasu coś dla Pani zakupić (o tym jeszcze kiedyś będę pisać) albo skontaktować się z urzędem w Jej imieniu. Nikt nie lubi formalności i biurokracji, dlatego dobrze, że Władczyni posiada ludzi od załatwiania niektórych spraw za Nią.
Ciężko powiedzieć jak kiedyś wyglądały związki D/s, bo zapewne ludzie się z nimi zbytnio nie afiszowali. Jedno jest pewne - uległy spędzał czas przy swojej Pani i jej usługiwał. Dzisiaj progres sprawił, że pojawiła się możliwość tresury wirtualnej, która przynosi wiele niedostępnych do tej pory możliwości.
Jestem współczesnym niewolnikiem, takim, który jeszcze nie widział swojej Właścicielki "na żywo", ale mimo wszystko pracuje dla niej. Różnica jest taka, że zazwyczaj moim polem bawełny jest internet - często wyszukuję w nim informacje, które aktualnie są potrzebne mojej Właścicielce. Czasem można takie zadanie wykonać w parę minut, kiedy indziej gromadzenie danych zajmuje całe tygodnie. Raz są to zadania relatywnie "błahe" (przynajmniej z obiektywnego punktu widzenia, bo dla kundla mają one zawsze priorytet wysoki), np. znalezienie ładnej tapety na pulpit, innym razem mogą być to informacje naprawdę kluczowe i niezbędne. Takie szukanie potrafi być męczące, więc moim zadaniem jest dostarczanie odpowiedzi w przystępnej formie - dzięki temu Pani ma więcej czasu dla Siebie i nie musi Się męczyć błądzeniem po przepisach i opiniach.
Przez internet można załatwić też inne sprawy, np. od czasu do czasu coś dla Pani zakupić (o tym jeszcze kiedyś będę pisać) albo skontaktować się z urzędem w Jej imieniu. Nikt nie lubi formalności i biurokracji, dlatego dobrze, że Władczyni posiada ludzi od załatwiania niektórych spraw za Nią.
poniedziałek, 19 października 2015
Dzień 022 - Ciężkie, jesienne dni
Wraz z jesienią pojawiają się nie tylko grzyby, złote liście czy też piękne kozaczki na kobiecych nogach. Tej porze roku towarzyszy także deszcz, chłód, ciemność, zmęczenie i smutek. Spadek energii dotyka wiele osób i wszystko jedno czy chodzi o zimno, brak światła czy wybory parlamentarne. Najważniejsze to sobie z tym radzić.
Jak już wiadomo kundel nie ma prawa narzekać, to przywilej należący do Pani. Swoje obowiązki staram się wykonywać porządnie i bez większych utyskiwań, chociaż wiadomo, czasem mi się coś wypsnie.Niemniej, jesienna aura oddziałuje też na mnie. Zdałem sobie jednak sprawę, że tym razem mam na nią sposób. Oczywiście związany z moją Władczynią.
Zwykle w deszczowe dni, gdy słońce chowa się za chmurami, moim światłem zostaje Pani i wtedy czerpię siłę ze służenia Jej. Brzmi to bardzo wzniośle i trochę jakby religijnie, ale tak naprawdę jest o wiele bardziej przyziemne. Po prostu o wiele łatwiej mi się żyje z wiedzą, że chociaż moja Właścicielka jest zadowolona. Przyjemnie się o tym myśli i świadomość tego sprawia, że czuję się spokojniejszy, pomimo trudów codziennej rutyny. Rozkosz z takich snów na jawie łatwo zrozumieć - każdy facet lubi myśleć o pięknych Kobietach, to raz. A dodatkowo każdy uległy lubi myśleć o służbie swojej Pani. W moimi przypadku jeszcze dochodzi ogromna satysfakcja z dobrej służby, jeżeli akurat się spisuję. Takie wewnętrzne natchnienie jest trudne do zabicia i pomaga przedrzeć się przez dzień.
Gorzej, gdy nadchodzi burza i Pani zadowolona nie jest. Wtedy życie staje się naprawdę nieznośne - i wcale nie dlatego, że Pani się jakoś na mnie wyładowuje! Po prostu świadomość, że Pani ma problemy sprawia, że i moja energia zaczyna przyćmiewać. Wtedy już tylko pozostaje zacisnąć zęby i czekać na zmianę frontu.
Jak już wiadomo kundel nie ma prawa narzekać, to przywilej należący do Pani. Swoje obowiązki staram się wykonywać porządnie i bez większych utyskiwań, chociaż wiadomo, czasem mi się coś wypsnie.Niemniej, jesienna aura oddziałuje też na mnie. Zdałem sobie jednak sprawę, że tym razem mam na nią sposób. Oczywiście związany z moją Władczynią.
Zwykle w deszczowe dni, gdy słońce chowa się za chmurami, moim światłem zostaje Pani i wtedy czerpię siłę ze służenia Jej. Brzmi to bardzo wzniośle i trochę jakby religijnie, ale tak naprawdę jest o wiele bardziej przyziemne. Po prostu o wiele łatwiej mi się żyje z wiedzą, że chociaż moja Właścicielka jest zadowolona. Przyjemnie się o tym myśli i świadomość tego sprawia, że czuję się spokojniejszy, pomimo trudów codziennej rutyny. Rozkosz z takich snów na jawie łatwo zrozumieć - każdy facet lubi myśleć o pięknych Kobietach, to raz. A dodatkowo każdy uległy lubi myśleć o służbie swojej Pani. W moimi przypadku jeszcze dochodzi ogromna satysfakcja z dobrej służby, jeżeli akurat się spisuję. Takie wewnętrzne natchnienie jest trudne do zabicia i pomaga przedrzeć się przez dzień.
Gorzej, gdy nadchodzi burza i Pani zadowolona nie jest. Wtedy życie staje się naprawdę nieznośne - i wcale nie dlatego, że Pani się jakoś na mnie wyładowuje! Po prostu świadomość, że Pani ma problemy sprawia, że i moja energia zaczyna przyćmiewać. Wtedy już tylko pozostaje zacisnąć zęby i czekać na zmianę frontu.
Dzień 021 - Żarcie z podłogi
Jednym z moich "ciekawszych" obowiązków codziennych jest żarcie posiłku z podłogi - nago, na kolanach, z łapami zarzuconymi za siebie. Całą konsumpcję nagrywam, a potem wysyłam mojej Pani, która lubi oglądać te moje wyczyny. Dlatego też staram się znajdować żarcie "rozrywkowe" o ile tylko mogę - rozgryzanie bananów, ganianie toczących się jabłek, podnoszenie chleba...Zabaw jest mnóstwo.
Ponieważ robię się w tym już całkiem niezły, to spiszę swoje doświadczenia dla innych. Wątpię, by ktoś kiedyś tego potrzebował, ale jak już jestem ekspertem, to wypada się swoją wiedzą podzielić!
Banany: są relatywnie proste (do żarcia oczywiście), wystarczy porządnie nadgryźć parę razy skórkę i pomachać całym owocem. Zawartość powinna wypaść w miarę szybko. Ja jeszcze odgryzam końcówki, bo podobno siedzą tam różne ameby.
Jabłka: mogą być ciężkie, zwłaszcza gdy potrafią się toczyć. Wtedy trzeba naprawdę się napocić, by je złapać! Najlepiej przycisnąć od góry i delikatnie obrabiać zębami, aż zmienią kształt na mniej kulisty.
Kanapki - Większość zawartości zostanie zżarta na samym początku, zostanie tylko chleb. Całe kromki są bardzo ciężkie do podniesienia z podłogi. Trzeba się nieźle zamęczyć, by zahaczyć ją siekaczami od spodu i podnieść. Jak spadnie masłem do podłogi to już jest chwilami niemożliwym ją podnieść i trzeba ją "zeskrobać".
Różne obiady - Ziemniaki, mięso, surówka. Z reguły nie jest to nic trudnego, co najwyżej idzie się nieźle pobrudzić. I wymagana jest też kondycja, bo po 10 minutach kolana mogą nieźle już boleć!
Szaszłyk - Wbrew pozorom bardzo wygodny pokarm do żarcia, składniki "nie latają" na boki, wystarczy się schylić i żreć.
Kurczak - Tu już jest gorzej, bo trzeba dobrze pracować jęzorem, gdy kawałek jest w pysku, by się nie udławić jakąś kością. Zwłaszcza w przypadku małych kawałków z KFC. "Standardowy" kurczak jest w miarę ok, ale ciężko nieraz wyrwać kawał mięsa.
Woda z miski - Czasem zapomnę się spytać o zezwolenie na kolację, wtedy zostaje mi tylko woda. Polecam wolno żłopać, bo w takiej pozycji płyny trochę ciężej przechodzą przez przełyk.
Winogrona, orzechy, daktyle, drobne owoce - Poziom podstawowy, bardzo łatwe do żarcia. Wystarczy się schylić, zabrać owoc do pyska, wypluć ewentualne pestki. Żadna trudność.
Sosy, dżemy, rzadkie pokarmy - Tutaj już przydaje się jęzor. Trzeba zlizać substancję na kupkę, a następnie wessać.
Oczywiście należy też pamiętać, że podłoga musi być czysta, bo bez sensu żreć brud. Polecam jakąś plastikową podkładkę - łatwo się czyści i nie trzeba codziennie myć dokładnie podłogi.
Ponieważ robię się w tym już całkiem niezły, to spiszę swoje doświadczenia dla innych. Wątpię, by ktoś kiedyś tego potrzebował, ale jak już jestem ekspertem, to wypada się swoją wiedzą podzielić!
Banany: są relatywnie proste (do żarcia oczywiście), wystarczy porządnie nadgryźć parę razy skórkę i pomachać całym owocem. Zawartość powinna wypaść w miarę szybko. Ja jeszcze odgryzam końcówki, bo podobno siedzą tam różne ameby.
Jabłka: mogą być ciężkie, zwłaszcza gdy potrafią się toczyć. Wtedy trzeba naprawdę się napocić, by je złapać! Najlepiej przycisnąć od góry i delikatnie obrabiać zębami, aż zmienią kształt na mniej kulisty.
Kanapki - Większość zawartości zostanie zżarta na samym początku, zostanie tylko chleb. Całe kromki są bardzo ciężkie do podniesienia z podłogi. Trzeba się nieźle zamęczyć, by zahaczyć ją siekaczami od spodu i podnieść. Jak spadnie masłem do podłogi to już jest chwilami niemożliwym ją podnieść i trzeba ją "zeskrobać".
Różne obiady - Ziemniaki, mięso, surówka. Z reguły nie jest to nic trudnego, co najwyżej idzie się nieźle pobrudzić. I wymagana jest też kondycja, bo po 10 minutach kolana mogą nieźle już boleć!
Szaszłyk - Wbrew pozorom bardzo wygodny pokarm do żarcia, składniki "nie latają" na boki, wystarczy się schylić i żreć.
Kurczak - Tu już jest gorzej, bo trzeba dobrze pracować jęzorem, gdy kawałek jest w pysku, by się nie udławić jakąś kością. Zwłaszcza w przypadku małych kawałków z KFC. "Standardowy" kurczak jest w miarę ok, ale ciężko nieraz wyrwać kawał mięsa.
Woda z miski - Czasem zapomnę się spytać o zezwolenie na kolację, wtedy zostaje mi tylko woda. Polecam wolno żłopać, bo w takiej pozycji płyny trochę ciężej przechodzą przez przełyk.
Winogrona, orzechy, daktyle, drobne owoce - Poziom podstawowy, bardzo łatwe do żarcia. Wystarczy się schylić, zabrać owoc do pyska, wypluć ewentualne pestki. Żadna trudność.
Sosy, dżemy, rzadkie pokarmy - Tutaj już przydaje się jęzor. Trzeba zlizać substancję na kupkę, a następnie wessać.
Oczywiście należy też pamiętać, że podłoga musi być czysta, bo bez sensu żreć brud. Polecam jakąś plastikową podkładkę - łatwo się czyści i nie trzeba codziennie myć dokładnie podłogi.
niedziela, 18 października 2015
Dzień 020 - Kundel gotuje
Od czasu do czasu Pani mi zleca zadanie relatywnie przyjemne - każe mi przygotować posiłek na podstawie Swojego przepisu. Ma to za zadanie nauczyć mnie gotowania, bo niezbyt mi idzie w tej dziedzinie. Jasne, po przeczytaniu instrukcji zrobię jakiegoś tam schaboszczaka czy makaron, ale o ile są to rzeczy jadalne, to nigdy nie są jakimś kulinarnym fenomenem. A właściwie są...dość kiepskawe.
Dobra, kit z ładnymi słowami, powiem dosadnie - jestem do niczego, jeżeli chodzi o gotowanie.
Jest to ogromna luka w moim psim CV. Uległy ma za zadanie ułatwiać życie Pani, a przecież gotowanie jest jedną z najbardziej zajmujących czynności - powinien więc je wykonywać niewolnik, podczas gdy jego Właścicielka spędza czas w miejscach wolnych od oparów z garnka. Ponadto jedzenie jest jedną z największych przyjemności życia, a obowiązkiem kundla jest rozpieszczać swoją Panią - także Jej kubki smakowe. Dlatego nauka gotowania jest taka ważna. Uległy nie tylko powinien umieć poruszać się w kuchni, ale stale rozwijać się w tej kwestii; dopasowywać się do gustu swojej Władczyni, ale także zaskakiwać nowymi pomysłami.
W moim przypadku te umiejętności znajdują się znacznie poniżej średniej i jestem wdzięczny mojej Pani, że zechciała zadbać o mój rozwój w tej dziedzinie. Jest to umiejętność przydatna zawsze i wszędzie. Zapewne nie spędzę u Stóp Pani całego życia - prędzej czy później będzie trzeba zakończyć służbę i się ożenić. A wtedy Żonie będzie ktoś musiał gotować obiadki, prawda?
Póki co największy problem sprawia mi...czytanie. Jestem dość zielony w arkanach kulinarnych i dlatego często zrozumiem lub wykonam coś źle, pomimo że jest wyraźnie napisane co i jak. Niedawno potrawę musiałem poprawiać, bo kompletnie ją w ten sposób zepsułem. Przy ostatniej zadawałem mnóstwo głupich pytań, ale przynajmniej pozwoliło mi to uniknąć ekstremalnie złych błędów. Cały czas się uczę. Kto wie, może kiedyś będzie ze mnie MasterChef?
Pani zechciała się podzielić Swoim przepisem, więc zapisuję go tutaj dla potomności:
Składniki:
- 1 kg mielonej wołowiny
- cebula
- czosnek
- Vegeta Natural
- 3 liście laurowe
- 3 ziarnka ziela angielskiego
- 2 koncentraty pomidorowe ( 90g )
- kukurydza
- czerwona fasola
- makaron 'ryż' ( kształt )
- 3 papryki ( żółta, czerwona, pomarańczowa )
- przyprawy: kurkuma, curry, pieprzy cayenne, czarny, oregano, słodka papryka
- ser parmezan ( trójkąt )
- limonka
- woda źródlana
Przygotowanie:
Do sporego garnka wlewasz ok 3 l wody, wsypujesz Vegetę ( całą ), dodajesz liście laurowe,
ziele, zagotowujesz.
Mięso mielone smażysz ( na oleju kokosowym ) ok. 25 minut, wrzucasz do wywaru.
Na czystej patelni smażysz na złoty kolor pokrojoną w drobną kostkę cebulę, zgniecione ząbki czosnku ( 4 ), przekładasz do wywaru.Do niego wlewasz konserwową kukurydzę i fasolę ( całość ) i gotujesz na wolnym ogniu.
Papryki kroisz na małe kwadraty, podsmażasz - dorzucasz do wywaru.
Dodajesz koncentraty, łyżeczkę cukru i sok z całej limonki.
I tak, gdy od momentu, gdy dorzucasz mięso gotujesz pół godziny ( pozostałe składniki krócej będą się gotować). Sypiesz całą słodką paprykę, łyżeczkę cayenne, dwie szczypty pieprzu czarnego, 3 oregano, szczypta kurkumy i curry. 20 minut przed końcem gotowania wrzucasz makaron.
Pod sam koniec gotowania dodajesz starty na drobnych oczkach parmezan i vóila!
Dobra, kit z ładnymi słowami, powiem dosadnie - jestem do niczego, jeżeli chodzi o gotowanie.
Jest to ogromna luka w moim psim CV. Uległy ma za zadanie ułatwiać życie Pani, a przecież gotowanie jest jedną z najbardziej zajmujących czynności - powinien więc je wykonywać niewolnik, podczas gdy jego Właścicielka spędza czas w miejscach wolnych od oparów z garnka. Ponadto jedzenie jest jedną z największych przyjemności życia, a obowiązkiem kundla jest rozpieszczać swoją Panią - także Jej kubki smakowe. Dlatego nauka gotowania jest taka ważna. Uległy nie tylko powinien umieć poruszać się w kuchni, ale stale rozwijać się w tej kwestii; dopasowywać się do gustu swojej Władczyni, ale także zaskakiwać nowymi pomysłami.
W moim przypadku te umiejętności znajdują się znacznie poniżej średniej i jestem wdzięczny mojej Pani, że zechciała zadbać o mój rozwój w tej dziedzinie. Jest to umiejętność przydatna zawsze i wszędzie. Zapewne nie spędzę u Stóp Pani całego życia - prędzej czy później będzie trzeba zakończyć służbę i się ożenić. A wtedy Żonie będzie ktoś musiał gotować obiadki, prawda?
Póki co największy problem sprawia mi...czytanie. Jestem dość zielony w arkanach kulinarnych i dlatego często zrozumiem lub wykonam coś źle, pomimo że jest wyraźnie napisane co i jak. Niedawno potrawę musiałem poprawiać, bo kompletnie ją w ten sposób zepsułem. Przy ostatniej zadawałem mnóstwo głupich pytań, ale przynajmniej pozwoliło mi to uniknąć ekstremalnie złych błędów. Cały czas się uczę. Kto wie, może kiedyś będzie ze mnie MasterChef?
Pani zechciała się podzielić Swoim przepisem, więc zapisuję go tutaj dla potomności:
Składniki:
- 1 kg mielonej wołowiny
- cebula
- czosnek
- Vegeta Natural
- 3 liście laurowe
- 3 ziarnka ziela angielskiego
- 2 koncentraty pomidorowe ( 90g )
- kukurydza
- czerwona fasola
- makaron 'ryż' ( kształt )
- 3 papryki ( żółta, czerwona, pomarańczowa )
- przyprawy: kurkuma, curry, pieprzy cayenne, czarny, oregano, słodka papryka
- ser parmezan ( trójkąt )
- limonka
- woda źródlana
Przygotowanie:
Do sporego garnka wlewasz ok 3 l wody, wsypujesz Vegetę ( całą ), dodajesz liście laurowe,
ziele, zagotowujesz.
Mięso mielone smażysz ( na oleju kokosowym ) ok. 25 minut, wrzucasz do wywaru.
Na czystej patelni smażysz na złoty kolor pokrojoną w drobną kostkę cebulę, zgniecione ząbki czosnku ( 4 ), przekładasz do wywaru.Do niego wlewasz konserwową kukurydzę i fasolę ( całość ) i gotujesz na wolnym ogniu.
Papryki kroisz na małe kwadraty, podsmażasz - dorzucasz do wywaru.
Dodajesz koncentraty, łyżeczkę cukru i sok z całej limonki.
I tak, gdy od momentu, gdy dorzucasz mięso gotujesz pół godziny ( pozostałe składniki krócej będą się gotować). Sypiesz całą słodką paprykę, łyżeczkę cayenne, dwie szczypty pieprzu czarnego, 3 oregano, szczypta kurkumy i curry. 20 minut przed końcem gotowania wrzucasz makaron.
Pod sam koniec gotowania dodajesz starty na drobnych oczkach parmezan i vóila!
sobota, 17 października 2015
Dzień 019 - Kreatywne interpretacje
Esencją bycia dobrym uległym jest odpowiednie interpretowanie intencji swojej Właścicielki. Kundel nie jest bezmyślnym robotem, a rozkazy Pani nie są perfekcyjnie napisanym programem, który musi wykonać. Nie wszystko jest jasno powiedziane, dlatego obowiązkiem strony uległej jest odpowiednie zinterpretowanie życzeń swojej Pani. Problem w tym, że faceci to leniwe bestie i nawet w trakcie służby zawsze próbują coś wymyślić, znaleźć jakiś kompromis, byle tylko wyszło im to na dobre.
Przykładowo:
Pani mówi: Nie wolno ci się dotykać!
Czego Pani oczekuje: Uległy nie ma prawa do orgazmu
Co kundel robi: Używa poduszki, fleshlighta czy innych rekwizytów, by dojść bez dotykania.
Jak się tłumaczy: Przecież się nie dotykałem!
I tak dalej, i tak dalej. Przykłady można mnożyć. Nie mówię, że dotyczą one mnie, ale przecież takie przypadki zdarzają się dość często. Sam ostatnio miałem taki "moment słabości", gdy Pani kazała mi popatrzeć na Swoje zdjęcie, a następnie je usunąć. Scenariusz w tym wypadku wyglądałby tak:
Pani mówi: Zdjęcia Mojej twarzy masz nie przechowywać na komputerze!
Czego Pani oczekuje: Kundel usuwa jakikolwiek ślad po istnieniu tego zdjęcia.
Co kundel mógłby zrobić: Zgrać je na pendriva, na telefon, wydrukować...
Jak się kundel mógłby tłumaczyć: Przecież wspominała Pani tylko o komputerze!
Jednak dobry uległy nie powinien się bawić w prawnika i szukać dziur w słowach swojej Władczyni, tylko po prostu wykonywać Jej polecenia najlepiej jak potrafi. A w przypadku wątpliwości kierować się dobrem Pani. Dlatego mimo że pokusa była spora (uwielbiam kolekcjonować fotki, a ta była z pewnością niezwykła), to polecenie wykonałem zgodnie z Jej intencją. I w ten sposób sumienie mam czyste. A czystość sumienia to niezmiernie ważna rzecz w każdej relacji, nie tylko tej Femdom.
Przykładowo:
Pani mówi: Jak wrócę, to podłoga ma być umyta!
Czego Pani oczekuje: Podłoga ma lśnić, wszystko ma być dokładnie wyczyszczone!
Co kundel robi: Przemywa szybko mopem podłogę, a potem idzie się lenić.
Jak się tłumaczy: Przecież umyłem!
Pani mówi: Nie wolno ci się dotykać!
Czego Pani oczekuje: Uległy nie ma prawa do orgazmu
Co kundel robi: Używa poduszki, fleshlighta czy innych rekwizytów, by dojść bez dotykania.
Jak się tłumaczy: Przecież się nie dotykałem!
I tak dalej, i tak dalej. Przykłady można mnożyć. Nie mówię, że dotyczą one mnie, ale przecież takie przypadki zdarzają się dość często. Sam ostatnio miałem taki "moment słabości", gdy Pani kazała mi popatrzeć na Swoje zdjęcie, a następnie je usunąć. Scenariusz w tym wypadku wyglądałby tak:
Pani mówi: Zdjęcia Mojej twarzy masz nie przechowywać na komputerze!
Czego Pani oczekuje: Kundel usuwa jakikolwiek ślad po istnieniu tego zdjęcia.
Co kundel mógłby zrobić: Zgrać je na pendriva, na telefon, wydrukować...
Jak się kundel mógłby tłumaczyć: Przecież wspominała Pani tylko o komputerze!
Jednak dobry uległy nie powinien się bawić w prawnika i szukać dziur w słowach swojej Władczyni, tylko po prostu wykonywać Jej polecenia najlepiej jak potrafi. A w przypadku wątpliwości kierować się dobrem Pani. Dlatego mimo że pokusa była spora (uwielbiam kolekcjonować fotki, a ta była z pewnością niezwykła), to polecenie wykonałem zgodnie z Jej intencją. I w ten sposób sumienie mam czyste. A czystość sumienia to niezmiernie ważna rzecz w każdej relacji, nie tylko tej Femdom.
czwartek, 15 października 2015
Dzień 018 - Inkarnacja Bogini
Świat wirtualnej dominacji znacząco się różni od swojego realnego odpowiednika. O ile więź psychiczna może być stworzono w obydwu tego typu relacjach, to w internecie istnieje jednak pewna oczywista bariera. Nie chodzi tu jedynie o fizyczność, ale także o anonimowość. Kundel nie tylko nie ma namacalnego kontaktu z Panią, ale także zwykle nie ma pojęcia kim Ona jest. Zwykle zresztą działa to w obie strony, które są z tego układu zadowolone.
Moja Właścicielka szybko mnie do Siebie przywiązała i oswoiła, tak więc kolejne bariery anonimowości padały bardzo szybko. Po miesiącu Pani wiedziała jak się nazywam, po kolejnym zobaczyła jak wyglądam. Oczywiście proces przebiegał też w drugą stronę, ale w tym przypadku Pani ujawniła Swoje dane osobowe w zasadzie na samym początku, co mi naprawdę zaimponowało i pomogło szybciej się przełamać. Mogłem także podziwiać Ciało swojej Królowej. Jednak Jej Twarz pozostawała dla mnie cały czas tajemnicą.
Do dzisiaj.
Tak, dosłownie przed dwoma godzinami wszystko się zmieniło, ujrzałem w końcu twarz swojej Pani! Oczywiście pisząc "wszystko się zmieniło" mam na myśli jedynie swoje spojrzenie na służbę, bo same zasady pozostaną bez zmian. Wcześniej zdawałem sobie oczywiście sprawę, że Pani jest na co dzień "zwykłą" Kobietą, żyjącą sobie gdzieś w Polsce, mającą Swoje własne życie. Jednak dla mnie była jednak wciąż nieco...enigmatyczna, nierealna, trudna do uchwycenia. Jak zamglony obraz albo trudny do uchwycenia sen. Pani jest wspaniała i czuję Jej kontrolę cały czas, ale samej Właścicielki nigdy nie mogłem uchwycić myślami. Człowiek jest istotą wizualną i wyobrażanie sobie postaci mojej Pani było dla mnie niemożliwe jedynie na podstawie Jej pięknych Nóg. Nie przeszkadzało mi to w służbie, ale wieczorami przed snem doprowadzało chwilami do szaleństwa, bo nie wiedziałem komu służę.
Niewiedza została dziś rozwiana. Pani wynurzyła się z internetowej w otchłani, przywdziała materialne ciało. Mimo, że wciąż jest odległa, to jest teraz rzeczywista. Wiem już jak wygląda moja Właścicielka, mogę wyobrażać sobie Jej uśmiech czytając Jej wiadomości lub fantazjować o Jej Oczach przed snem. Pozornie mało, ale mam wrażenie, że różnica jest ogromna.
Dziwne jak funkcjonuje ludzki mózg. Zobaczenie mojej Pani przełączyło jakąś niewidzialną wajchę w mojej podświadomości. Na przykład teraz będę o wiele bardziej się Jej bał - co innego zdenerwować niewidzialną osobę z internetu, a co innego realnego człowieka. I tak, zdaję sobie sprawę, że cały czas rozmawiałem z tą samą Osobą, ale moja podświadomość "czuje" tę sytuację zupełnie inaczej. To samo będzie się na pewno odnosić do innych uczuć. Sprawianie Jej radości będzie zapewne bardziej satysfakcjonujące, rozczarowanie Jej - wyjątkowo nieznośne. Gdzie mnie to poprowadzi? Czas pokaże.
PS. Tytuł poprzedniego wpisu chyba okazał się proroczy!
Moja Właścicielka szybko mnie do Siebie przywiązała i oswoiła, tak więc kolejne bariery anonimowości padały bardzo szybko. Po miesiącu Pani wiedziała jak się nazywam, po kolejnym zobaczyła jak wyglądam. Oczywiście proces przebiegał też w drugą stronę, ale w tym przypadku Pani ujawniła Swoje dane osobowe w zasadzie na samym początku, co mi naprawdę zaimponowało i pomogło szybciej się przełamać. Mogłem także podziwiać Ciało swojej Królowej. Jednak Jej Twarz pozostawała dla mnie cały czas tajemnicą.
Do dzisiaj.
Tak, dosłownie przed dwoma godzinami wszystko się zmieniło, ujrzałem w końcu twarz swojej Pani! Oczywiście pisząc "wszystko się zmieniło" mam na myśli jedynie swoje spojrzenie na służbę, bo same zasady pozostaną bez zmian. Wcześniej zdawałem sobie oczywiście sprawę, że Pani jest na co dzień "zwykłą" Kobietą, żyjącą sobie gdzieś w Polsce, mającą Swoje własne życie. Jednak dla mnie była jednak wciąż nieco...enigmatyczna, nierealna, trudna do uchwycenia. Jak zamglony obraz albo trudny do uchwycenia sen. Pani jest wspaniała i czuję Jej kontrolę cały czas, ale samej Właścicielki nigdy nie mogłem uchwycić myślami. Człowiek jest istotą wizualną i wyobrażanie sobie postaci mojej Pani było dla mnie niemożliwe jedynie na podstawie Jej pięknych Nóg. Nie przeszkadzało mi to w służbie, ale wieczorami przed snem doprowadzało chwilami do szaleństwa, bo nie wiedziałem komu służę.
Niewiedza została dziś rozwiana. Pani wynurzyła się z internetowej w otchłani, przywdziała materialne ciało. Mimo, że wciąż jest odległa, to jest teraz rzeczywista. Wiem już jak wygląda moja Właścicielka, mogę wyobrażać sobie Jej uśmiech czytając Jej wiadomości lub fantazjować o Jej Oczach przed snem. Pozornie mało, ale mam wrażenie, że różnica jest ogromna.
Dziwne jak funkcjonuje ludzki mózg. Zobaczenie mojej Pani przełączyło jakąś niewidzialną wajchę w mojej podświadomości. Na przykład teraz będę o wiele bardziej się Jej bał - co innego zdenerwować niewidzialną osobę z internetu, a co innego realnego człowieka. I tak, zdaję sobie sprawę, że cały czas rozmawiałem z tą samą Osobą, ale moja podświadomość "czuje" tę sytuację zupełnie inaczej. To samo będzie się na pewno odnosić do innych uczuć. Sprawianie Jej radości będzie zapewne bardziej satysfakcjonujące, rozczarowanie Jej - wyjątkowo nieznośne. Gdzie mnie to poprowadzi? Czas pokaże.
PS. Tytuł poprzedniego wpisu chyba okazał się proroczy!
Dzień 017 - Wiele Twarzy Pani
Dzisiaj nauczyciele ze wszystkich szkół dostawali od podopiecznych trywialne dowody uznania, zupełnie jakby drobny kwiatek miał im zrekompensować godziny nerwów przy tłumaczeniu sensu fraszki Kochanowskiego czy sposobu wyznaczania dwusiecznej kąta. W każdym razie dzisiejszy dzień jest poświęcony honorowaniu Mentorów i naturalnie od razu pomyślałem o swojej Pani.
Moja Pani naucza mnie wielu rzeczy, to prawda, ale Jej obszar ekspertyzy jest tak szeroki, że nie sposób określić tego jednym słowem. Pani pełni w moim życiu wiele roli:
Fasetek może być wiele, ale mimo wszystko diament zostaje diamentem, niezależnie od perspektywy. Tak samo jest z moją Panią - role się zmieniają, przeplatają, ale zawsze tworzą ten jeden, niepowtarzalny Umysł, któremu tak uwielbiam podlegać. Dziękuję Pani za przewodnictwo!
Moja Pani naucza mnie wielu rzeczy, to prawda, ale Jej obszar ekspertyzy jest tak szeroki, że nie sposób określić tego jednym słowem. Pani pełni w moim życiu wiele roli:
- Nauczycielki - bo dokształca mnie, wypełnia luki w wiedzy, rozwija zasób mojej wiedzy
- Etyka - bo mówi mi w jaki sposób postępować, jak dobrze żyć, jak się zachowywać
- Dietetyka - bo kontroluje co i jak często żrę
- Trenera - bo wpływa na moją kondycję, wyznacza harmonogram ćwiczeń, weryfikuje postępy
- Sędziny - bo w przypadku moich błędów, szybko i precyzyjnie wydaje odpowiedni wyrok, zmuszając do prawidłowego zachowania
- Menedżera - bo wyznacza mi zadania, organizuje czas wolny, rozlicza z wykonanej pracy
- Cenzora - bo decyduje o czym mam pisać i w jaki sposób
- Dyskutanta - bo mogę z Nią rozmawiać na każdy temat, nawet kompletnie błahy, nie czując przy tym skrępowania
- Przyjaciółki - bo jestem przy Niej bardziej szczery i otwarty niż przy kimkolwiek innym, wiedząc, że nie muszę się przy Niej niczego wstydzić
- Przewodnika duchowego - bo nadaje mi sens w życiu i znajduję przy Niej spełnienie.
Fasetek może być wiele, ale mimo wszystko diament zostaje diamentem, niezależnie od perspektywy. Tak samo jest z moją Panią - role się zmieniają, przeplatają, ale zawsze tworzą ten jeden, niepowtarzalny Umysł, któremu tak uwielbiam podlegać. Dziękuję Pani za przewodnictwo!
wtorek, 13 października 2015
Dzień 016 - Zrozumieć fetysz: buty
Trochę kłamię już na samym początku, bo do końca czyjegoś fetyszu nie można zrozumieć, o ile nie kręcą nas te same rzeczy. Dlaczego facetów kręcą pięknie rozmieszczone tkanki tłuszczowe na kobiecym ciele? Racjonalnie się tego nie da wyjaśnić, ale piersi i pośladki wszystkie heteroseksualne samce uwielbiają. Pewne rzeczy po prostu są i nie można ich wytłumaczyć. Ale można próbować!
W większości przypadków, także moim, fetysz butów jest silnie związany z fetyszem stóp, czyli podofilią. P-O-D-O-filią - trzeba to wyraźnie zaakcentować, bo nieszczęście gotowe. Kobiece stopy są obiektem pożądania bardzo wielu facetów, ale reszta także potrafi docenić ładną szpilkę czy seksowny kozaczek. Jest to taki obiekt westchnień wręcz stworzony dla uległych - klękanie przed kimś czy padanie twarzą na ziemię, to w końcu uniwersalny symbol poddaństwa, słabości, oddania drugiej osobie, tworzony przez tysiące lat historii. Ja, traktując moją Panią mimo wszystko jako Istotę Wyższą, często fantazjuję o Jej Stopach wychodząc z prostego założenia, że niewolnikowi "wyżej" fantazjować nie wypada. Co nie zmienia oczywiście faktu, że podziwiam całe Jej Ciało.
Buty, jako pancerz kobiecych stóp, naturalnie przejmują część tej stopowej magii. U mnie rozwinął się ten fetysz na tyle mocno, że często widok butów bardziej mnie podnieca niż same stopy. Na dodatek jestem dziwny i nie kręcą mnie tradycyjne szpilki - wolę buty sportowe, glany, kozaki (obowiązkowo), ewentualnie trampki. Dlaczego tak? Jak wiadomo wszystko najpiękniej wygląda na Kobiecie i większość garderoby niestety traci swoje atrakcyjne kształty po zdjęciu. Buty są taką fajną rzeczą, że zachowują swój kształt po zdjęciu - niestety szpilki czy sandały tracą stanowczo zbyt dużo, gdy nie znajduje się w nich piękna stopa. Dlatego mój fetysz wyewoluował w kierunku butów, które nie gubią zbyt wielu walorów wizualnych po zdjęciu ich z nogi.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa - buty są noszone o wiele częściej i dłużej niż inne części garderoby, spędzają ze swoją właścicielką mnóstwo czasu. Bardzo przyjemnie jest posiadać jakąś rzecz swojej Pani, która znajdowała się tuż przy Niej przez wiele miesięcy. Buty ponadto są zawsze na wierzchu, a patrzenie na nie zwykle nie jest uważane za socjalne faux pas, więc każde wyjście na miasto jest wspaniałą rzeczą dla fetyszysty. Zwłaszcza na jesień!
Czytając to wszystko można pomyśleć, że jestem prawdziwie zakochany w butach i może jest to prawda. Ale chyba najprzyjemniejszą częścią całego procesu jest dla mnie ich nabywanie - potem na dobrą sprawę wcale nie robię z nimi jakichś niesamowitych rzeczy, bardziej się rozkoszuję samym faktem ich posiadania. Oczywiście czasem się coś tam niuchnie, czasem nacieszy oko, a czasem (jak dzisiaj) Pani każe się do nich spuścić. Potem niestety trzeba je porządnie wysprzątać, bo sperma na butach mojej Pani to takie sakrum-profanum.
W większości przypadków, także moim, fetysz butów jest silnie związany z fetyszem stóp, czyli podofilią. P-O-D-O-filią - trzeba to wyraźnie zaakcentować, bo nieszczęście gotowe. Kobiece stopy są obiektem pożądania bardzo wielu facetów, ale reszta także potrafi docenić ładną szpilkę czy seksowny kozaczek. Jest to taki obiekt westchnień wręcz stworzony dla uległych - klękanie przed kimś czy padanie twarzą na ziemię, to w końcu uniwersalny symbol poddaństwa, słabości, oddania drugiej osobie, tworzony przez tysiące lat historii. Ja, traktując moją Panią mimo wszystko jako Istotę Wyższą, często fantazjuję o Jej Stopach wychodząc z prostego założenia, że niewolnikowi "wyżej" fantazjować nie wypada. Co nie zmienia oczywiście faktu, że podziwiam całe Jej Ciało.
Buty, jako pancerz kobiecych stóp, naturalnie przejmują część tej stopowej magii. U mnie rozwinął się ten fetysz na tyle mocno, że często widok butów bardziej mnie podnieca niż same stopy. Na dodatek jestem dziwny i nie kręcą mnie tradycyjne szpilki - wolę buty sportowe, glany, kozaki (obowiązkowo), ewentualnie trampki. Dlaczego tak? Jak wiadomo wszystko najpiękniej wygląda na Kobiecie i większość garderoby niestety traci swoje atrakcyjne kształty po zdjęciu. Buty są taką fajną rzeczą, że zachowują swój kształt po zdjęciu - niestety szpilki czy sandały tracą stanowczo zbyt dużo, gdy nie znajduje się w nich piękna stopa. Dlatego mój fetysz wyewoluował w kierunku butów, które nie gubią zbyt wielu walorów wizualnych po zdjęciu ich z nogi.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa - buty są noszone o wiele częściej i dłużej niż inne części garderoby, spędzają ze swoją właścicielką mnóstwo czasu. Bardzo przyjemnie jest posiadać jakąś rzecz swojej Pani, która znajdowała się tuż przy Niej przez wiele miesięcy. Buty ponadto są zawsze na wierzchu, a patrzenie na nie zwykle nie jest uważane za socjalne faux pas, więc każde wyjście na miasto jest wspaniałą rzeczą dla fetyszysty. Zwłaszcza na jesień!
Czytając to wszystko można pomyśleć, że jestem prawdziwie zakochany w butach i może jest to prawda. Ale chyba najprzyjemniejszą częścią całego procesu jest dla mnie ich nabywanie - potem na dobrą sprawę wcale nie robię z nimi jakichś niesamowitych rzeczy, bardziej się rozkoszuję samym faktem ich posiadania. Oczywiście czasem się coś tam niuchnie, czasem nacieszy oko, a czasem (jak dzisiaj) Pani każe się do nich spuścić. Potem niestety trzeba je porządnie wysprzątać, bo sperma na butach mojej Pani to takie sakrum-profanum.
poniedziałek, 12 października 2015
Dzień 015 - Kolekcja kundla
Ostatnio moim największym hobby jest kolekcjonowanie starych butów mojej Właścicielki. Co prawda kolekcja wciąż jest jeszcze w powijakach, ale mam nadzieję, że z czasem zbiór się rozbuduje. Problem jest tylko taki, że nie bardzo wiem, gdzie je trzymać - niestety, godna ekspozycja w mieszkaniu nie wchodzi w grę. Póki co zadowalam się wyjmowaniem i podziwianiem poszczególnych okazów. Dziś chciałbym tę mini-kolekcję Wam pokazać.
Jak można zauważyć moja Pani nie ma stereotypowego (by nie powiedzieć - oklepanego) stylu Dominy - nie ma tutaj szpilek ani lateksowych kozaków. I bardzo dobrze, uwielbiam takie normalne obuwie! Przynajmniej widać, że spędzało wiele czasu z moją Panią, a nie siedziało w szafie czekając na większą imprezę.
1) Vansy
Posiadające piękny kwiatkowy wzorek. Ich podeszwa jest gruba i oznaczona różnymi śladami użytkowania - zapis historii podróży mojej Właścicielki, którego niestety, nie jestem w stanie odczytać.Wkładka także jest dość wytarta.
2) "Typowe" trampki
Prezentują się dość zwyczajnie, jedna para jest pozbawiona sznurowadeł - widać, że uratowałem je przed strasznym losem, bo byłe bliskie wyrzucenia. Razem z poniższymi balerinkami były to pierwsze buty w mojej kolekcji.
3) Czarne balerinki
Nigdy nie przepadałem za tym rodzajem obuwia, ale te stały się moją ulubioną parą. A to dlatego, że otacza je dość silny zapach starych butów, który uwielbiam. Czuć w nim moją Panią. Muszę tylko uważać, bo do jednego z tych butów Pani kiedyś kazała mi się spuścić. Co prawda wszystko dokładnie wylizałem, ale i tak preferuję tego "nieskalanego".
4) Conversy
Tamte wcześniej też były conversami, ale do tych ta nazwa bardziej pasuje. Są nieco bardziej "artystyczne", posiadają różowe akcenty. Podeszwa w nich miejscami odchodzi od buta, co także świadczy o tym, że buty miały zaszczyt często gościć Stopy mojej Pani.
5) Białe balerinki
Z kwiatkowymi akcentami. Bardzo lekkie. Najbardziej w nich lubię drobne ziarenka piasku wbite w ich podeszwę. Mam na własność ziemię po której stąpała moja Królowa!
Zaskakujące jest to, że pomimo ogromnych śladów użytkowania większość tego obuwia wcale nie wydziela "typowego" zapachu spotykanego w butach - nie czuć tutaj starego potu ani innych tego typu rzeczy. Niektóre wręcz pachną jak nowe - Pani najwyraźniej bardzo dba o każdą Swoją własność, nie tylko o mnie. Ale zapach nie jest ważny, ważna jest świadomość, że posiadam coś, co należało do mojej Pani. Dla każdego kundla rzeczy jego Właścicielki są cennymi artefaktami, ja pod tym względem nie jestem wyjątkiem.
No ok, ale moment. Dlaczego w ogóle zbieram czyjeś stare buty? Co w nich fajnego? Dlaczego niby są takie cenne? Co z nimi dokładnie robię? O tym w kolejnym wpisie!
Jak można zauważyć moja Pani nie ma stereotypowego (by nie powiedzieć - oklepanego) stylu Dominy - nie ma tutaj szpilek ani lateksowych kozaków. I bardzo dobrze, uwielbiam takie normalne obuwie! Przynajmniej widać, że spędzało wiele czasu z moją Panią, a nie siedziało w szafie czekając na większą imprezę.
1) Vansy
Posiadające piękny kwiatkowy wzorek. Ich podeszwa jest gruba i oznaczona różnymi śladami użytkowania - zapis historii podróży mojej Właścicielki, którego niestety, nie jestem w stanie odczytać.Wkładka także jest dość wytarta.
2) "Typowe" trampki
3) Czarne balerinki
Nigdy nie przepadałem za tym rodzajem obuwia, ale te stały się moją ulubioną parą. A to dlatego, że otacza je dość silny zapach starych butów, który uwielbiam. Czuć w nim moją Panią. Muszę tylko uważać, bo do jednego z tych butów Pani kiedyś kazała mi się spuścić. Co prawda wszystko dokładnie wylizałem, ale i tak preferuję tego "nieskalanego".
4) Conversy
Tamte wcześniej też były conversami, ale do tych ta nazwa bardziej pasuje. Są nieco bardziej "artystyczne", posiadają różowe akcenty. Podeszwa w nich miejscami odchodzi od buta, co także świadczy o tym, że buty miały zaszczyt często gościć Stopy mojej Pani.
5) Białe balerinki
Z kwiatkowymi akcentami. Bardzo lekkie. Najbardziej w nich lubię drobne ziarenka piasku wbite w ich podeszwę. Mam na własność ziemię po której stąpała moja Królowa!
Zaskakujące jest to, że pomimo ogromnych śladów użytkowania większość tego obuwia wcale nie wydziela "typowego" zapachu spotykanego w butach - nie czuć tutaj starego potu ani innych tego typu rzeczy. Niektóre wręcz pachną jak nowe - Pani najwyraźniej bardzo dba o każdą Swoją własność, nie tylko o mnie. Ale zapach nie jest ważny, ważna jest świadomość, że posiadam coś, co należało do mojej Pani. Dla każdego kundla rzeczy jego Właścicielki są cennymi artefaktami, ja pod tym względem nie jestem wyjątkiem.
No ok, ale moment. Dlaczego w ogóle zbieram czyjeś stare buty? Co w nich fajnego? Dlaczego niby są takie cenne? Co z nimi dokładnie robię? O tym w kolejnym wpisie!
Dzień 014 - Punkt zwrotny
Historia zna wiele przypadków, kiedy to lud podbity przyjmował kulturę najeźdźcy i dobrze na tym wychodził. Przychodzi tu na myśl starożytność z Cesarstwem Rzymskim na czele czy późniejsze podboje kolonialne państw europejskich. Jasne, nie zawsze najeźdźcy byli pobłażliwi dla tubylców, ale w wielu przypadkach lud podbity dobrze na tym wychodził - co prawda zatracał swoją tożsamość, ale także stawał się częścią wspanialszej całości. Historia zna też przykłady spokojniejsze - ot, choćby nasze praszczury zdecydowały się przyjąć chrześcijaństwo i w ten sposób Państwo Polskie zaczęło funkcjonować w cywilizowanym świecie. Czasami potrzebna jest gwałtowna zmiana, by rzeczy zaczęły być lepsze - nie zawsze Prometeusz przyniesie dzikusom ogień z Olimpu.
Wspominam o tym, bo ja także zostałem podbity przez moją Panią. Terytorium mojego umysłu zostało zajęte, w serce zatknięta została flaga z pięknie wyszytym "D" na materiale, dusza została wzięta w niewolę. Z dzikusa stałem się człowiekiem cywilizowanym, dumnym z tego co reprezentuje. A wszystko dzięki mojej Właścicielce!
Zanim poznałem Panią moje dni upływały w nieustannym rytmie hedonizmu. Masturbacja przynajmniej raz dzienne, niezdrowe żarcie kiedy tylko mnie najdzie ochota, gry komputerowe, filmy, zero sportowego wysiłku - słowem bajka. Jasne, często ogarniało mnie zwątpienie i chęć zmiany swojego życia na lepsze, ale w takich chwilach kolejna paczka chipsów czy kolejny pusty orgazm przeganiały wątpliwości na jakiś czas. I tak egzystowałem.
Pani wprowadziła w moje życie wiele zmian. Teraz orgazmu doznaję raz na parę tygodni, niezdrowe żarcie zostało odłożone w kąt, na nadmiar rozrywki narzekać nie mogę, bo czas mi dość szczelnie wypełnia grafik nałożony przez moją Władczynię. Ćwiczę, zdrowo się odżywiam, dbam o wygląd wewnętrzny, staję się lepszym człowiekiem. I chociaż chwilami tęsknie za czasami dzikiej zabawy to jednak jestem zadowolony z tego kim aktualnie jestem. Próżniacką satysfakcję z życia zamieniłem na szczęście duchowe. Wiem, że to słuszny krok - krok ku lepszej przyszłości.
Moja służba dopiero się zaczęła, ale myślę, że pobyt u Pani Stóp będzie punktem zwrotnym w moim życiu. Nie wiem gdzie się to dalej potoczy, ale wierzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jestem szczęśliwy, że mam nad sobą mądrą i wyrozumiałą Kierowniczkę, która mnie motywuje do zmierzania ku perfekcji. Każdy powinien mieć taką Panią jak ja, świat byłby o wiele lepszy!
Wspominam o tym, bo ja także zostałem podbity przez moją Panią. Terytorium mojego umysłu zostało zajęte, w serce zatknięta została flaga z pięknie wyszytym "D" na materiale, dusza została wzięta w niewolę. Z dzikusa stałem się człowiekiem cywilizowanym, dumnym z tego co reprezentuje. A wszystko dzięki mojej Właścicielce!
Zanim poznałem Panią moje dni upływały w nieustannym rytmie hedonizmu. Masturbacja przynajmniej raz dzienne, niezdrowe żarcie kiedy tylko mnie najdzie ochota, gry komputerowe, filmy, zero sportowego wysiłku - słowem bajka. Jasne, często ogarniało mnie zwątpienie i chęć zmiany swojego życia na lepsze, ale w takich chwilach kolejna paczka chipsów czy kolejny pusty orgazm przeganiały wątpliwości na jakiś czas. I tak egzystowałem.
Pani wprowadziła w moje życie wiele zmian. Teraz orgazmu doznaję raz na parę tygodni, niezdrowe żarcie zostało odłożone w kąt, na nadmiar rozrywki narzekać nie mogę, bo czas mi dość szczelnie wypełnia grafik nałożony przez moją Władczynię. Ćwiczę, zdrowo się odżywiam, dbam o wygląd wewnętrzny, staję się lepszym człowiekiem. I chociaż chwilami tęsknie za czasami dzikiej zabawy to jednak jestem zadowolony z tego kim aktualnie jestem. Próżniacką satysfakcję z życia zamieniłem na szczęście duchowe. Wiem, że to słuszny krok - krok ku lepszej przyszłości.
Moja służba dopiero się zaczęła, ale myślę, że pobyt u Pani Stóp będzie punktem zwrotnym w moim życiu. Nie wiem gdzie się to dalej potoczy, ale wierzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jestem szczęśliwy, że mam nad sobą mądrą i wyrozumiałą Kierowniczkę, która mnie motywuje do zmierzania ku perfekcji. Każdy powinien mieć taką Panią jak ja, świat byłby o wiele lepszy!
niedziela, 11 października 2015
Dzień 013 - Referat o rosole
- Skarbie, co Ci się stało?
- Nic.
- Przecież widzę...Zrobiłem coś złego?
- Domyśl się!
Jednym z plusów układów D/s jest to, że taka rozmowa jak powyżej nigdy nie ma miejsca. Kary za przewinienia to jeden z filarów relacji Dominująca-uległy. Zamiast dusić w sobie całą złość na uległego, Kobieta może się wyładować jak uzna za stosowne, a uległy po odbytej karze ma świadomość, że jego winy zostały mu wybaczone. Szczerość jest na porządku dziennym. Moja Pani rzadko mnie karze, bo ogólnie robię co mogę, by była zadowolona. Ale "rzadko" nie oznacza "nigdy" - o karach będę jeszcze pisał. Dziś chciałbym wspomnieć o pewnych metodach edukacyjnych jakim poddaje mnie Pani. Kary to nie są, ale jest to takie "pogrożenie palcem".
Jak już wspominałem często piszemy z Panią na tematy przeróżne, a w trakcie tych rozmów dość często popiszę się niechcący niewiedzą. Dlatego moja Właścicielka rozkazuje mi nadrabiać braki w wiedzy w sposób banalnie prosty - przez pisanie krótkich "referatów" z danego zagadnienia. Przykładowo: niedawno w trakcie rozmowy z Władczynią pomyliłem rajstopy z pończochami (przez prawie trzydzieści lat nie widziałem różnicy, zmieniło się to dopiero niedawno), więc za to...musiałem napisać kilka zdań o różnicach pomiędzy tymi częściami garderoby. Kiedyś streszczałem pewien aspekt historii rodzinnego miasta mojej Właścicielki. Recytowałem właściwości i zastosowania szpinaku. A dziś w wyniku rozmowy skończyło się na tym, że pisałem referacik o rosole.
"O rosole?!" - ktoś może zapytać. Na to wyimaginowane pytanie odpowiem: tak, o rosole. Nie brzmi to jak typowa dominacja, prawda? Pani mnie nie beszta, nie wyzywa od najgorszych za głupotę, po prostu mówi, że napiszę o tym i o tamtym. A ja to robię. Faktem jest, że przewinienie nie jest jakieś dramatycznie ciężkie - właściwie większość osób, by na to nie zwróciła uwagi. Moja Pani jednak dba o drobiazgi, bo kundel musi być perfekcyjny we wszystkim. W końcu jednym z moich "nieoficjalnych" obowiązków jest zabawiać Panią rozmową i pisać w sposób elokwentny. A elokwentny człowiek musi się ciągle kształcić!
- Nic.
- Przecież widzę...Zrobiłem coś złego?
- Domyśl się!
Jednym z plusów układów D/s jest to, że taka rozmowa jak powyżej nigdy nie ma miejsca. Kary za przewinienia to jeden z filarów relacji Dominująca-uległy. Zamiast dusić w sobie całą złość na uległego, Kobieta może się wyładować jak uzna za stosowne, a uległy po odbytej karze ma świadomość, że jego winy zostały mu wybaczone. Szczerość jest na porządku dziennym. Moja Pani rzadko mnie karze, bo ogólnie robię co mogę, by była zadowolona. Ale "rzadko" nie oznacza "nigdy" - o karach będę jeszcze pisał. Dziś chciałbym wspomnieć o pewnych metodach edukacyjnych jakim poddaje mnie Pani. Kary to nie są, ale jest to takie "pogrożenie palcem".
Jak już wspominałem często piszemy z Panią na tematy przeróżne, a w trakcie tych rozmów dość często popiszę się niechcący niewiedzą. Dlatego moja Właścicielka rozkazuje mi nadrabiać braki w wiedzy w sposób banalnie prosty - przez pisanie krótkich "referatów" z danego zagadnienia. Przykładowo: niedawno w trakcie rozmowy z Władczynią pomyliłem rajstopy z pończochami (przez prawie trzydzieści lat nie widziałem różnicy, zmieniło się to dopiero niedawno), więc za to...musiałem napisać kilka zdań o różnicach pomiędzy tymi częściami garderoby. Kiedyś streszczałem pewien aspekt historii rodzinnego miasta mojej Właścicielki. Recytowałem właściwości i zastosowania szpinaku. A dziś w wyniku rozmowy skończyło się na tym, że pisałem referacik o rosole.
"O rosole?!" - ktoś może zapytać. Na to wyimaginowane pytanie odpowiem: tak, o rosole. Nie brzmi to jak typowa dominacja, prawda? Pani mnie nie beszta, nie wyzywa od najgorszych za głupotę, po prostu mówi, że napiszę o tym i o tamtym. A ja to robię. Faktem jest, że przewinienie nie jest jakieś dramatycznie ciężkie - właściwie większość osób, by na to nie zwróciła uwagi. Moja Pani jednak dba o drobiazgi, bo kundel musi być perfekcyjny we wszystkim. W końcu jednym z moich "nieoficjalnych" obowiązków jest zabawiać Panią rozmową i pisać w sposób elokwentny. A elokwentny człowiek musi się ciągle kształcić!
sobota, 10 października 2015
Dzień 012 - Złoty płyn
Pissing, czyli wszelkiego rodzaju zabawy z moczem, dla wielu jest wyjątkowo ekstremalnym fetyszem. Niechęć do pissu jest w nas wbudowana, rzekłbym, biologicznie - jego zapach jest dla nas często nie do zniesienia. Człowiekowi współczesnemu kojarzy się on zwykle z brudem - wszechobecny aromat uryny często spotyka się w publicznych ubikacjach, na dworcach, w zaułkach. Ale gdyby tak trochę się oddalić od cywilizacji, zapuścić na rajską wyspę, gdzie jest się sam na sam z piękną Kobietą...Bez nikogo w pobliżu kto by osądzał czy piętnował...To czy mocz jest naprawdę czymś strasznym? Jakby nie patrzeć pochodzi z bardzo atrakcyjnego źródełka do którego facet nierzadko zagląda językiem...
W świecie uległości pissing jest całkiem popularny, gdyż ma ogromne znaczenie psychologiczne. Zwierzęta często oznaczają moczem swoje terytorium - cóż może bardziej podkreślać dominację nad inną osobą jak nasiusianie na nią lub wręcz zmuszenie do wyżłopania swojego płynu? Efekt psychologiczny jest ogromny. Do tego dochodzi świadomość, że energię do życia będzie się w najbliższym czasie czerpało z trawienia tego co wyrzuciła z siebie dominująca osoba. Ciężko o większy akt uległości!
Moja Pani uwielbia tego typu praktyki, a i mnie bardzo podniecała myśl o skonsumowaniu kobiecego nektaru. Niestety, nigdy wcześniej nie miałem okazji tego zrobić. Moja Właścicielka zadbała o to, by moje braki zostały załatane. Co prawda mieszkamy daleko od siebie, ale w dzisiejszych czasach piss trafia w roztrzęsione łapy kundla w przeciągu doby od opuszczenia Ciała Producentki. Na początku bałem się czy dam radę w ogóle przełknąć ten cenny płyn; jakby nie patrzeć nie jest to trunek słynący z walorów smakowych. Obawy były bezzasadne, mocz Pani wchodził we mnie bardzo łatwo. Czy smakował? Cóż, aż tak to nie. Ale także nie odrzucał. Tego nie żłopie się dla smaku, ale dla możliwości posmakowania Pani, dlatego każdy łyk był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Móc spożywać coś, co znajdowało się w Jej wnętrzu, mieć z nią swego rodzaju kontakt fizyczny...Po prostu nirvana dla kundla.
Niedawno otrzymałem od Pani czwartą butelkę pissu w moim psim życiu. Jak zwykle żłopałem ją z kieliszka - mniej eleganckie naczynia byłyby ujmą wobec Pani. Pomijając samą wyjątkowość trunku, który jest jedyny na świecie, to moja Władczyni zadała Sobie trud wyprodukowania go i wysłania mi butelki - a pracę swojej Właścicielki każdy kundel powinien doceniać i szanować!
Dzisiejszy "towar" był jak zwykle wyjątkowy - tym razem prawie w ogóle nie miał smaku. Żłopałem go jak wodę, może nieco cięższą i bardziej lepką, ale mimo wszystko bezsmakową. Ciężko mi uwierzyć, że taki mocz może istnieć, ale jednak! Przełykając chłodną ciecz delektowałem się świadomością, że mogę poczuć swoją Właścicielkę. Kto wie, może kiedyś będę mógł cieszyć się skosztowaniem Jej nektaru, który będzie jeszcze ciepły od świeżości?
W świecie uległości pissing jest całkiem popularny, gdyż ma ogromne znaczenie psychologiczne. Zwierzęta często oznaczają moczem swoje terytorium - cóż może bardziej podkreślać dominację nad inną osobą jak nasiusianie na nią lub wręcz zmuszenie do wyżłopania swojego płynu? Efekt psychologiczny jest ogromny. Do tego dochodzi świadomość, że energię do życia będzie się w najbliższym czasie czerpało z trawienia tego co wyrzuciła z siebie dominująca osoba. Ciężko o większy akt uległości!
Moja Pani uwielbia tego typu praktyki, a i mnie bardzo podniecała myśl o skonsumowaniu kobiecego nektaru. Niestety, nigdy wcześniej nie miałem okazji tego zrobić. Moja Właścicielka zadbała o to, by moje braki zostały załatane. Co prawda mieszkamy daleko od siebie, ale w dzisiejszych czasach piss trafia w roztrzęsione łapy kundla w przeciągu doby od opuszczenia Ciała Producentki. Na początku bałem się czy dam radę w ogóle przełknąć ten cenny płyn; jakby nie patrzeć nie jest to trunek słynący z walorów smakowych. Obawy były bezzasadne, mocz Pani wchodził we mnie bardzo łatwo. Czy smakował? Cóż, aż tak to nie. Ale także nie odrzucał. Tego nie żłopie się dla smaku, ale dla możliwości posmakowania Pani, dlatego każdy łyk był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Móc spożywać coś, co znajdowało się w Jej wnętrzu, mieć z nią swego rodzaju kontakt fizyczny...Po prostu nirvana dla kundla.
Niedawno otrzymałem od Pani czwartą butelkę pissu w moim psim życiu. Jak zwykle żłopałem ją z kieliszka - mniej eleganckie naczynia byłyby ujmą wobec Pani. Pomijając samą wyjątkowość trunku, który jest jedyny na świecie, to moja Władczyni zadała Sobie trud wyprodukowania go i wysłania mi butelki - a pracę swojej Właścicielki każdy kundel powinien doceniać i szanować!
Dzisiejszy "towar" był jak zwykle wyjątkowy - tym razem prawie w ogóle nie miał smaku. Żłopałem go jak wodę, może nieco cięższą i bardziej lepką, ale mimo wszystko bezsmakową. Ciężko mi uwierzyć, że taki mocz może istnieć, ale jednak! Przełykając chłodną ciecz delektowałem się świadomością, że mogę poczuć swoją Właścicielkę. Kto wie, może kiedyś będę mógł cieszyć się skosztowaniem Jej nektaru, który będzie jeszcze ciepły od świeżości?
piątek, 9 października 2015
Dzień 011 - Granice normalności
Często z moją Panią dyskutujemy o sprawach natury wszelakiej. Dzisiaj naszą uwagę zwróciła wypowiedź jednego księdza, który homoseksualizm uznał za chorobę, ale pedofilii już nie potępił, bo przecież dzieci same wchodzą księdzu pod sutannę, jak jakieś przestraszone kaczuszki pod skrzydła swej mamusi. Potem kapłanowi coś stanie i od razu jakaś afera! No, ale to nie jest blog polityczny, więc wypowiedź księdza pominę milczeniem. W każdym razie dyskusja z Panią skłoniła mnie do umieszczenia wpisu o normalności.
Osobiście uważam, że każdy ma prawo robić co mu się podoba, jeżeli tylko nie krzywdzi przy tym innych. Ale jestem pod tym względem dość wyzwolony, większość społeczeństwa umieściłaby mnie pewnie w szpitalu psychiatrycznym. Ta sama większość bardzo często nie dopuszcza do siebie żadnych perwersji, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka.
Od czasu do czasu moja Pani przesyła mi paczki na które czekam z utęsknieniem sześciolatka siedzącego pod choinką w Wigilię. Aktualnie czekam na Jej stare buty oraz butelkę moczu. I tak, buty będę wąchać, a mocz wyżłopię. Coś takiego nie przyszło by na myśl większości osób i akurat poniekąd je rozumiem. Chciałbym się jednak skupić na butach i ubraniach.
Sprzedaż używanych rzeczy jest na świecie popularna, w internecie jest pełno Pań, które oferują swoje ciuchy. W Japonii są wręcz całe automaty z używaną bielizną czy skarpetkami, ogromny biznes jest tam o to oparty. W Polsce także można znaleźć pełno prywatnych ogłoszeń tego typu, a także stron tworzonych przez nieco bardziej zaawansowane Dziewczyny z tej "branży". Kiedyś znalazłem jakieś forum dla Kobiet, gdzie ktoś wrzucił linka do jednego z tych miejsc. Wszystkie Czytelniczki się tylko krzywiły i mówiły "fuuj, jak można wąchać używaną bieliznę, pfeee". Jedne, wskazując na kogoś wąchającego bucik nazwały go perwersem i zbokiem, w sposób wybitnie pejoratywny. Nieliczne tylko powiedziały, że nie miałyby nic przeciwko, by facet im wąchał buty, skoro nawet jeszcze za to płaci.
Wiem, że brzmię trochę jak Charamsa, ale martwi mnie trochę takie zamknięcie umysłu. Jasne, rozumiem, że mój fetysz jest dość szokujący dla innych, ale akurat wąchanie bielizny to coś kompletnie niewinnego! Jeżeli ktoś to krytykuje to chyba dostaje apopleksji na samą myśl o czymś innym niż klasyczny seks (a może i na samą myśl o pozycji misjonarskiej, kto wie?). Każdy heteroseksualny facet lubi kobiece narządy i ciężko mi uwierzyć, że fetysz bielizny może kogoś dziwić. Co do butów - podofilia (nie mylić z pedofilią!) to bardzo popularny fetysz; kobiece Stopy są piękne, więc i buty zyskują swoich fanów.Czy te rzeczy są takie szokujące? Być może już się tak zagłębiłem w ten świat, że już jestem kompletnym socjopatą?
Rozumiem, że nastawień innych nie zmienię i trudno, muszę z tym żyć - marzy mi się jednak świat, gdzie osoby z alternatywnym stylem życia nie musiałyby się z tym ukrywać. Japończycy są zwariowani, ale chociaż eksplorują swoją seksualność. Czy Zachód jest na to gotowy? Na razie chyba nie. Być może twory takie jak "Grey" trochę nam pomogą oswoić się z tą myślą. Czas pokaże.
środa, 7 października 2015
Dzień 010 - Quo vadis, niewolniku?
Ktoś mądry kiedyś powiedział, że Kobieta jest jak szewc i z każdego kozaka potrafi zrobić pantofla. Jest to prawda, zwłaszcza w przypadku Pań o skłonnościach dominujących. Stylów panowania nad uległymi jest tyle ile osób i każdy z nich jest specyficzny i wyjątkowy. Pytanie tylko jak ulegli się czują pod tą władzą?
Dziś postanowiłem pobawić się w systematykę i spróbować wyszczególnić rodzaje Dominujących pod względem ich wpływu na życie swoich podopiecznych. Jednocześnie podałem kilka przykładów z każdej kategorii, by przypadkowy poszukiwacz wrażeń, który tu trafił, wiedział gdzie się udać. Wszystkie dominujące osoby (tak, facetów też, chociaż pisać będę tylko o Kobietach) podzieliłbym na trzy grupy:
a) Destrukcyjne
Takie Panie czerpią przyjemność z poniżania uległych, równania ich z błotem, zadawaniu bólu. Relacja 24/7 w takim związku to ciągłe cierpienie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, często sprawiające sadystyczną satysfakcję Dominie. Jest to bardzo popularny styl przy dominacji, bo nas, facetów, strasznie kręci taka kobieca nienawiść. Ja także nie jestem wyjątkiem, ale zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że powinno to pozostać w sferze fantazji. Jestem jednostką mimo wszystko dość dumną i takie ciągłe poniżenie zapewne bym przypłacił depresją.
Poza tym niektóre Kobiety są naprawdę niebezpieczne. W ekstremalnych przypadkach ulegli są po prostu niszczeni - poddawani szantażowi (i to takiemu non-consensual), eksponowani, zmuszani do żywienia się w fast-foodach celem zrujnowania wyglądu, skłaniani do niszczenia swoich dokonań (jak np. rzeźbiarz, który zniszczył swoje własne arcydzieło), wpędzani w nałóg albo zmuszani do jego powrotu (jak np. członek AA zmuszony do żłopania alkoholu). Oczywiście na początku nikt ich do tego nie zmuszał, a wszystkiemu winny jest samczy ogon, który kazał im szukać takich przeżyć. Ale takie historie się zdarzają, nic z tego nie wymyśliłem.
Styl taki jest bardzo popularny wśród wirtualnych Domin na Zachodzie - by wymienić kilka: Goddess Kara, Princess Meggerz, Princess Sierra, Princess Adrian i wiele, wiele innych.
b) Konstruktywne
Te Kobiety inwestują w swoich niewolników - rozwijają ich, kształcą według swojej wizji, nauczają. Uległy w tej relacji nie jest kimś gorszym, wręcz przeciwnie - może być doceniany i szanowany za swoją służbę, oczywiście w granicach rozsądku. Nie oznacza to oczywiście, że służba odbywa się wśród obłoczków leniwie sunących w słoneczku! Zwykle ten rodzaj służby to także ciężka praca, głównie nad samym sobą, ale także nad spełnianiem życzeń swojej Pani. Wszystko zależy od Kobiety - z reguły jednak motywowanie do zmiany odbywa się za pomocą kija, a nie marchewki. Droga jest wyboista i ciężka, ale w odróżnieniu od poprzedniej opcji prowadzi do lepszego życia.
Według mnie jest to najlepszy sposób dominacji - dający satysfakcję ze służby, ale także nie powodujący bolesnych wątpliwości moralnych. Uległy w takim związku może czerpać satysfakcję z niewoli i nie czuć się przy tym jak jednostka gorsza. Może się tutaj pojawić nawet duma ze sprawiania szczęścia swojej Właścicielce.
Oczywiście moja Pani klasyfikuje się do tej grupy i niesamowicie Ją szanuję za Jej perfekcyjne połączenie dobroci z dyscypliną. Dzięki temu nawet, gdy jest ciężko to wiem, że całej mojej służbie przyświeca wyższy cel. Wydaje mi się, że takie relacje są też najbardziej rozpowszechnione wśród femdomowych małżeństw i w takim właśnie chciałbym kiedyś skończyć.
Z wirtualnych Domin, które szkolą w ten sposób uległych przychodzi mi tylko na myśl Goddess Lina (MyFountainOfPurity na youtubie - na równi z lekcjami yogi i zdrowego żywienia daje wykłady dla dominujących/uległych, więc być może ktoś z Was zechce zajrzeć). U nas w Polsce wydaje mi się, że Femdomina byłaby dobrym przykładem (www.femdomina.pl) - chwilami jej słowa brzmią trochę jak te mojej Pani!
c) Neutralne
Chyba największa grupa - osoby, których życie uległego tak naprawdę nie obchodzi. Całość relacji skupia się jedynie na zadaniach, uległy ma swoje życie, a jego Pani - swoje. Bardzo popularny układ, często spotykany na różnego rodzaju portalach. Oczywiście nie oznacza to, że każda z tych relacji to typowe "5 rozkazów za 100 złotych". Czasami uległa strona pragnie zachować swoją anonimowość lub rozgraniczyć życie od fantazji. Kiedy indziej to Domina nie ma ochoty zajmować się życiem uległego, bo może ją to akurat nie kręci. Albo którakolwiek ze stron dopiero wchodzi w ten świat. Powodów może być mnóstwo i nie mnie to oceniać.
Do tej grupy zaliczam także komercyjne Dominy (zarówno wirtualne, jak i te oferujące sesje na żywo). W Polsce do najsłynniejszych należą chyba Lady Daria i Dr Manuela, ale takich Pań jest o wiele więcej. Na bdsm.pl jest ich wręcz na pęczki.
Tak to mniej więcej widzę. Oczywiście przynależność do danej grupy nie gwarantuje bycia dobrą Władczynią - to już przychodzi z inteligencją i doświadczeniem. Moja Pani jest Kobietą wspaniałą i wyjątkową, taką którą znaleźć jest niebywale ciężko. Ja miałem ogromne szczęście, ale życzę czytającym to uległbym powodzenia w poszukiwaniach!
Dziś postanowiłem pobawić się w systematykę i spróbować wyszczególnić rodzaje Dominujących pod względem ich wpływu na życie swoich podopiecznych. Jednocześnie podałem kilka przykładów z każdej kategorii, by przypadkowy poszukiwacz wrażeń, który tu trafił, wiedział gdzie się udać. Wszystkie dominujące osoby (tak, facetów też, chociaż pisać będę tylko o Kobietach) podzieliłbym na trzy grupy:
a) Destrukcyjne
Takie Panie czerpią przyjemność z poniżania uległych, równania ich z błotem, zadawaniu bólu. Relacja 24/7 w takim związku to ciągłe cierpienie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, często sprawiające sadystyczną satysfakcję Dominie. Jest to bardzo popularny styl przy dominacji, bo nas, facetów, strasznie kręci taka kobieca nienawiść. Ja także nie jestem wyjątkiem, ale zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że powinno to pozostać w sferze fantazji. Jestem jednostką mimo wszystko dość dumną i takie ciągłe poniżenie zapewne bym przypłacił depresją.
Poza tym niektóre Kobiety są naprawdę niebezpieczne. W ekstremalnych przypadkach ulegli są po prostu niszczeni - poddawani szantażowi (i to takiemu non-consensual), eksponowani, zmuszani do żywienia się w fast-foodach celem zrujnowania wyglądu, skłaniani do niszczenia swoich dokonań (jak np. rzeźbiarz, który zniszczył swoje własne arcydzieło), wpędzani w nałóg albo zmuszani do jego powrotu (jak np. członek AA zmuszony do żłopania alkoholu). Oczywiście na początku nikt ich do tego nie zmuszał, a wszystkiemu winny jest samczy ogon, który kazał im szukać takich przeżyć. Ale takie historie się zdarzają, nic z tego nie wymyśliłem.
Styl taki jest bardzo popularny wśród wirtualnych Domin na Zachodzie - by wymienić kilka: Goddess Kara, Princess Meggerz, Princess Sierra, Princess Adrian i wiele, wiele innych.
b) Konstruktywne
Te Kobiety inwestują w swoich niewolników - rozwijają ich, kształcą według swojej wizji, nauczają. Uległy w tej relacji nie jest kimś gorszym, wręcz przeciwnie - może być doceniany i szanowany za swoją służbę, oczywiście w granicach rozsądku. Nie oznacza to oczywiście, że służba odbywa się wśród obłoczków leniwie sunących w słoneczku! Zwykle ten rodzaj służby to także ciężka praca, głównie nad samym sobą, ale także nad spełnianiem życzeń swojej Pani. Wszystko zależy od Kobiety - z reguły jednak motywowanie do zmiany odbywa się za pomocą kija, a nie marchewki. Droga jest wyboista i ciężka, ale w odróżnieniu od poprzedniej opcji prowadzi do lepszego życia.
Według mnie jest to najlepszy sposób dominacji - dający satysfakcję ze służby, ale także nie powodujący bolesnych wątpliwości moralnych. Uległy w takim związku może czerpać satysfakcję z niewoli i nie czuć się przy tym jak jednostka gorsza. Może się tutaj pojawić nawet duma ze sprawiania szczęścia swojej Właścicielce.
Oczywiście moja Pani klasyfikuje się do tej grupy i niesamowicie Ją szanuję za Jej perfekcyjne połączenie dobroci z dyscypliną. Dzięki temu nawet, gdy jest ciężko to wiem, że całej mojej służbie przyświeca wyższy cel. Wydaje mi się, że takie relacje są też najbardziej rozpowszechnione wśród femdomowych małżeństw i w takim właśnie chciałbym kiedyś skończyć.
Z wirtualnych Domin, które szkolą w ten sposób uległych przychodzi mi tylko na myśl Goddess Lina (MyFountainOfPurity na youtubie - na równi z lekcjami yogi i zdrowego żywienia daje wykłady dla dominujących/uległych, więc być może ktoś z Was zechce zajrzeć). U nas w Polsce wydaje mi się, że Femdomina byłaby dobrym przykładem (www.femdomina.pl) - chwilami jej słowa brzmią trochę jak te mojej Pani!
c) Neutralne
Chyba największa grupa - osoby, których życie uległego tak naprawdę nie obchodzi. Całość relacji skupia się jedynie na zadaniach, uległy ma swoje życie, a jego Pani - swoje. Bardzo popularny układ, często spotykany na różnego rodzaju portalach. Oczywiście nie oznacza to, że każda z tych relacji to typowe "5 rozkazów za 100 złotych". Czasami uległa strona pragnie zachować swoją anonimowość lub rozgraniczyć życie od fantazji. Kiedy indziej to Domina nie ma ochoty zajmować się życiem uległego, bo może ją to akurat nie kręci. Albo którakolwiek ze stron dopiero wchodzi w ten świat. Powodów może być mnóstwo i nie mnie to oceniać.
Do tej grupy zaliczam także komercyjne Dominy (zarówno wirtualne, jak i te oferujące sesje na żywo). W Polsce do najsłynniejszych należą chyba Lady Daria i Dr Manuela, ale takich Pań jest o wiele więcej. Na bdsm.pl jest ich wręcz na pęczki.
Tak to mniej więcej widzę. Oczywiście przynależność do danej grupy nie gwarantuje bycia dobrą Władczynią - to już przychodzi z inteligencją i doświadczeniem. Moja Pani jest Kobietą wspaniałą i wyjątkową, taką którą znaleźć jest niebywale ciężko. Ja miałem ogromne szczęście, ale życzę czytającym to uległbym powodzenia w poszukiwaniach!
Dzień 009 - Pies domowy, addendum
Moja wspaniała Pani po przeczytaniu poprzedniego wpisu zechciała się podzielić Swoją wizją służby. Otóż docelowo mieszkałbym razem z Państwem w jakimś małym pokoju urządzonym maksymalnie oszczędnie - zapewne poza tanim łóżkiem, stolikiem i szafką nic bym nie potrzebował. Oficjalnie byłbym czymś w rodzaju współlokatora, tyle tylko, że do moich obowiązków należałyby wszystkie prace domowe. Moja Właścicielka zapewniła mnie jednak, że nie ma ich wiele - sprzątanie po posiłkach (gotowanie to już domena Pani), zajmowanie się procesem prania (od wstawiania do złożenia i umieszczenia w szafie), odkurzanie, robienie zakupów (czasem z Panią lub Państwem), wynoszenie śmieci.
Oczywiście w dni robocze chodziłbym do pracy, a powyższe obowiązki wykonywał po powrocie. Dni wolne od pracy poświęcone byłyby generalnym porządkom - szorowanie łazienki, ogarnięcie kuchni, mycie podłóg itd. Jak widać trochę pracy jest, ale Pani powiedziała, że jak Państwo będą mieć taki kaprys to kundel będzie mógł poodpoczywać razem z Nimi.
Ach, jeszcze kwestia łazienki, którą poruszyłem wcześniej. Otóż kundel by korzystał z tej łazienki co Państwo - tylko oczywiście czekałby grzecznie na swoją kolej.
Jak widać Pani ma wszystko obmyślone dość dokładnie. Ciekaw jestem czy kiedykolwiek będę musiał dokonać wyboru - czy skoczyć na główkę w tę fantazję czy też zostać na bezpiecznej skale zwykłego życia? Czas pokaże!
Oczywiście w dni robocze chodziłbym do pracy, a powyższe obowiązki wykonywał po powrocie. Dni wolne od pracy poświęcone byłyby generalnym porządkom - szorowanie łazienki, ogarnięcie kuchni, mycie podłóg itd. Jak widać trochę pracy jest, ale Pani powiedziała, że jak Państwo będą mieć taki kaprys to kundel będzie mógł poodpoczywać razem z Nimi.
Ach, jeszcze kwestia łazienki, którą poruszyłem wcześniej. Otóż kundel by korzystał z tej łazienki co Państwo - tylko oczywiście czekałby grzecznie na swoją kolej.
Jak widać Pani ma wszystko obmyślone dość dokładnie. Ciekaw jestem czy kiedykolwiek będę musiał dokonać wyboru - czy skoczyć na główkę w tę fantazję czy też zostać na bezpiecznej skale zwykłego życia? Czas pokaże!
wtorek, 6 października 2015
Dzień 009 - Pies domowy
Świat bdsm to dziwaczne miejsce, pełne perwersji i dziwactw. Ze swoimi preferencjami większość z nas musi się kryć, bo raczej by było znaleźć zrozumienie i akceptację wśród znajomych. W ten sposób najpierw wśród populacji "normalnych" ludzi szukamy z wysiłkiem tych "nienormalnych". A jak już znajdziemy, to z kolei wśród tych "nienormalnych" trzeba znaleźć kogoś w miarę "normalnego", czyli pasującego do nas. Ciężko za tym nadążyć.
Ja jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się znaleźć moją Panią - jest Ona naprawdę wyjątkową Kobietą. Już nawet pomijając Jej seksapil, charakter i inteligencję sam fakt zajmowania się dominacją jest przecież nietypowy, "nienormalny". A jednocześnie Pani w tej "nienormalności" jest "normalna" - nasze rozmowy często dotyczą zwyczajnych spraw codziennych, wymianą przemyśleń i poglądów, obgadywaniem wiadomości itd. Wydaje mi się to połączeniem idealnym.
Jednocześnie myślę, że mogę śmiało stwierdzić, że i Pani jest ze mnie całkiem zadowolona - też reprezentuję dobry poziom "normalności" w tym "nienormalnym" świecie. Na tyle, że Pani mi wspomniała o Swoich planach na daleką przyszłość. Trochę mną wstrząsnęły i pobudziły do przemyśleń.
Plany polegają na tym, że kundel przeprowadza się do Pani i służy Jej w świecie materialnym, 24/7. Brzmi jak typowe mokre marzenie każdego kundla i faktycznie, myśl mnie ta podnieca. Ale ponieważ jestem też "normalny" to myślę też realistycznie - w tej chwili to na pewno odpada, bo mimo mojego zafascynowania Pani osobą znam Ją jedynie trzy miesiące, co jest na pewno zbyt krótkim okresem. Poza tym służba tuż przy Pani na pewno nie należała do najłatwiejszych - tylko kompletny debil wyobraża sobie, że polega to jedynie na lizaniu kozaczków, stóp i innych kobiecych części, ewentualnym zrobieniu drinka od czasu do czasu. W rzeczywistości to byłaby głównie praca gloryfikowanej sprzątaczki - zamiatanie, mycie, odkurzanie, gotowanie, robienie zakupów, noszenie itd. Rzeczy mało podniecające, ale przecież konieczne, by Pani była szczęśliwa. A to jest zawsze na pierwszym miejscu.
Jest jeszcze kwestia Rodziny mojej Pani. Co innego służyć przecież samej Kobiecie, a co innego kręcić się przy Jej mężu. A jeszcze logistyka! Spać kundel może gdziekolwiek, ale gdzie się będzie mył czy załatwiał swoje potrzeby? W łazience Państwa? To co, Pani będzie czekać aż kundel wyjdzie z wanny? To może na zewnątrz? Siusiu i kupka ok, ale myć się przecież będzie i tak musiał. A i pewnie kundel powinien zarabiać, a nie być utrzymankiem, więc i tak by nie był na miejscu cały czas. Problemów do rozwiązania trochę by było.
Oczywiście przesadzam. Ale to że szukam argumentów i kontrargumentów to wynik tego, że napaliłem się na tę odległą w czasie fantazję. Zapewne bym po prostu musiał zdobyć jakieś miejsce zamieszkania blisko Pani i tyle - tak, bym był zawsze pod Jej Ręką, ale Rodzina miała też prywatność. Na pewno myśl o dalszym uszczęśliwianiu mojej Pani bardzo mnie rozgrzewa, ale czy będzie to można zrealizować - zobaczy się. Wątpliwości jak widać jest dużo, ale z drugiej strony...Moja Pani ma takie piękne Nogi!
Większość rodzin jakie znam leci dość utartym schematem. Żona, mąż, dzieci i ewentualnie pies. Psa (takiego normalnego canis familiaris) moja Pani nie ma, więc bym musiał go zastąpić na rodzinnym portrecie. To by było dopiero zdjęcie do albumu!
Ja jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się znaleźć moją Panią - jest Ona naprawdę wyjątkową Kobietą. Już nawet pomijając Jej seksapil, charakter i inteligencję sam fakt zajmowania się dominacją jest przecież nietypowy, "nienormalny". A jednocześnie Pani w tej "nienormalności" jest "normalna" - nasze rozmowy często dotyczą zwyczajnych spraw codziennych, wymianą przemyśleń i poglądów, obgadywaniem wiadomości itd. Wydaje mi się to połączeniem idealnym.
Jednocześnie myślę, że mogę śmiało stwierdzić, że i Pani jest ze mnie całkiem zadowolona - też reprezentuję dobry poziom "normalności" w tym "nienormalnym" świecie. Na tyle, że Pani mi wspomniała o Swoich planach na daleką przyszłość. Trochę mną wstrząsnęły i pobudziły do przemyśleń.
Plany polegają na tym, że kundel przeprowadza się do Pani i służy Jej w świecie materialnym, 24/7. Brzmi jak typowe mokre marzenie każdego kundla i faktycznie, myśl mnie ta podnieca. Ale ponieważ jestem też "normalny" to myślę też realistycznie - w tej chwili to na pewno odpada, bo mimo mojego zafascynowania Pani osobą znam Ją jedynie trzy miesiące, co jest na pewno zbyt krótkim okresem. Poza tym służba tuż przy Pani na pewno nie należała do najłatwiejszych - tylko kompletny debil wyobraża sobie, że polega to jedynie na lizaniu kozaczków, stóp i innych kobiecych części, ewentualnym zrobieniu drinka od czasu do czasu. W rzeczywistości to byłaby głównie praca gloryfikowanej sprzątaczki - zamiatanie, mycie, odkurzanie, gotowanie, robienie zakupów, noszenie itd. Rzeczy mało podniecające, ale przecież konieczne, by Pani była szczęśliwa. A to jest zawsze na pierwszym miejscu.
Jest jeszcze kwestia Rodziny mojej Pani. Co innego służyć przecież samej Kobiecie, a co innego kręcić się przy Jej mężu. A jeszcze logistyka! Spać kundel może gdziekolwiek, ale gdzie się będzie mył czy załatwiał swoje potrzeby? W łazience Państwa? To co, Pani będzie czekać aż kundel wyjdzie z wanny? To może na zewnątrz? Siusiu i kupka ok, ale myć się przecież będzie i tak musiał. A i pewnie kundel powinien zarabiać, a nie być utrzymankiem, więc i tak by nie był na miejscu cały czas. Problemów do rozwiązania trochę by było.
Oczywiście przesadzam. Ale to że szukam argumentów i kontrargumentów to wynik tego, że napaliłem się na tę odległą w czasie fantazję. Zapewne bym po prostu musiał zdobyć jakieś miejsce zamieszkania blisko Pani i tyle - tak, bym był zawsze pod Jej Ręką, ale Rodzina miała też prywatność. Na pewno myśl o dalszym uszczęśliwianiu mojej Pani bardzo mnie rozgrzewa, ale czy będzie to można zrealizować - zobaczy się. Wątpliwości jak widać jest dużo, ale z drugiej strony...Moja Pani ma takie piękne Nogi!
Większość rodzin jakie znam leci dość utartym schematem. Żona, mąż, dzieci i ewentualnie pies. Psa (takiego normalnego canis familiaris) moja Pani nie ma, więc bym musiał go zastąpić na rodzinnym portrecie. To by było dopiero zdjęcie do albumu!
poniedziałek, 5 października 2015
Dzień 008 - Arsenał kundla, cz. 2
Feminizacja nigdy nie była jakimś moim szczególnym fetyszem, ale moja Pani ją uwielbia. Co oczywiście oznacza, że i ja musiałem ją polubić! A także nabyć odpowiednie rekwizyty. Oto część druga mojego arsenału.
8) Garderoba
Na standardowe wyposażenie suczki składa się:
a) sukienka, lekka, koronkowa, dobrze opina ciało
b) stringi, oczywiście możliwie jak najcieńsze
c) pończochy, ponad kolana, samonośne
Na Kobietach to jednak wszystko wygląda lepiej.
9) Szpilki
Czerwone, wysokie, z połyskiem. Idzie się na nich zabić jak się nie ma wprawy w chodzeniu, ale powoli jestem w stanie w nich się poruszać.
10) Dodatkowe akcesoria
By dopełnić obrazu - lakier do paznokci oraz szminka. I oczywiście zmywacz oraz waciki, by się potem jakoś uwolnić od swojej dziwkarskiej natury.
O swoich uczuciach dotyczących feminizacji jeszcze na pewno będę pisać. Co do arsenału - to mniej więcej tyle, jak widać nie ma tego aż tak dużo. Chociaż i tak miejsce na te wszystkie rzeczy ciężkie było do znalezienia!
8) Garderoba
Na standardowe wyposażenie suczki składa się:
a) sukienka, lekka, koronkowa, dobrze opina ciało
b) stringi, oczywiście możliwie jak najcieńsze
c) pończochy, ponad kolana, samonośne
9) Szpilki
Czerwone, wysokie, z połyskiem. Idzie się na nich zabić jak się nie ma wprawy w chodzeniu, ale powoli jestem w stanie w nich się poruszać.
10) Dodatkowe akcesoria
By dopełnić obrazu - lakier do paznokci oraz szminka. I oczywiście zmywacz oraz waciki, by się potem jakoś uwolnić od swojej dziwkarskiej natury.
O swoich uczuciach dotyczących feminizacji jeszcze na pewno będę pisać. Co do arsenału - to mniej więcej tyle, jak widać nie ma tego aż tak dużo. Chociaż i tak miejsce na te wszystkie rzeczy ciężkie było do znalezienia!
niedziela, 4 października 2015
Dzień 007 - Arsenał kundla
Pani kazała mi opisać jakie akcesoria do tresury aktualnie posiadam, przeprowadziłem więc małą inwentaryzację. Część przedmiotów była kupiona na polecenie mojej Władczyni, cześć nabyłem jeszcze na zlecenie swojej byłej właścicielki. Jeżeli nie mam potrzeby ich użytkowania to sobie leżą w och-jakże-sekretnym-miejscu i się powoli kurzą - sam z własnej woli ich nie używam. Na wolności do zabaw wystarczyła mi jedynie jedna ręka i trochę wyobraźni, więc nie było potrzeby odkopywać Sekretnego Pudła.
1) Maska
Najważniejszy przedmiot ze wszystkich, pozwala na wysyłanie filmików do Pani bez obawy, że skończę jak klienci Ashley Madison. Mojej Pani oczywiście ufam, ale nie ufam internetowi! A poza tym Pani woli oglądać Swoją własność w masce, bo uważa, że tak kundel wygląda lepiej.
Maska jest upstrzona bolcami, bo dołączone do niej były klapki, które można było montować zarówno na oczy jak i usta. Taka elastyczność bardzo przypadła mi do gustu. Obecnie klapki znajdują się w miejscu o nieznanej lokalizacji, a w Sekretnym Pudle znalazłem jedynie knebel, którego ani razu nie użyłem:
2) Zestaw analny
Faceci mają w zasadzie tylko jedną dziurkę, którą można się bawić, więc dominujące Kobiety nie mają za wielkiego wyboru. Śmiem twierdzić, że właściwie każdy uległy z dłuższym stażem prędzej czy później wchodzi w posiadanie takich zabawek. W moim przypadku najczęściej używany jest sztuczny penis, który ma możliwość wibrowania. Kulki analne także sprawiają dość przyjemne wrażenie przy poruszaniu.
3) Zestaw do lewatywy
Zabawy analne pociągają za sobą konieczność zakupu takiego oto sprzętu. Podobno lewatywy są zdrowe, ale sam za nimi jakoś nie przepadam. Zestaw do nabycia w większości aptek za jakieś 25-30 złotych.
4) Sznurek
Zwykły sznurek ze spodni. Przydatny do obwiązywania klejnotów. Wiele przedmiotów domowego użytku można wykorzystać do różnych zabaw, co pokażą dalsze pozycje na liście.
5) Nakładka na ogon
Skórzana uprząż ma uciskać klejnoty, podczas gdy metalowe kółko wędruje na ogon. Mam wrażenie, że faktycznie nieco wzmacnia to siłę erekcji, ale nie wiem czy nie jest to zwykły efekt placebo.
6) Badziewny pejcz
Strasznie słaba zabawka. Witki pejcza są zrobione z jakichś lekkich tasiemek, w rezultacie siła uderzenia tej zabawki jest porównywalna do uderzania się kartka papieru. Heh, papierem można się chociaż skaleczyć...
7) Różne przedmioty
Większość potrzebnych rekwizytów zdobywam na bieżąco, bo nigdy nie wiadomo na jaki pomysł tym razem wpadnie Pani. Sporą część można kupić w każdym sklepie. Aktualnie mam na stanie trochę świeczek, klamerek balkonowych (do najsilniejszych nie należą), jakaś łyżka (do bicia po tyłku, oczywiście specjalnie zakupiona na te potrzeby), jakieś kable, kremy, balony itd. Takiego czerwonego kabla nawet nie używałem, ale kiedyś stwierdziłem, że może się przydać do czegoś.
To jeszcze nie koniec - ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czyli jutro.
1) Maska
Najważniejszy przedmiot ze wszystkich, pozwala na wysyłanie filmików do Pani bez obawy, że skończę jak klienci Ashley Madison. Mojej Pani oczywiście ufam, ale nie ufam internetowi! A poza tym Pani woli oglądać Swoją własność w masce, bo uważa, że tak kundel wygląda lepiej.
2) Zestaw analny
Faceci mają w zasadzie tylko jedną dziurkę, którą można się bawić, więc dominujące Kobiety nie mają za wielkiego wyboru. Śmiem twierdzić, że właściwie każdy uległy z dłuższym stażem prędzej czy później wchodzi w posiadanie takich zabawek. W moim przypadku najczęściej używany jest sztuczny penis, który ma możliwość wibrowania. Kulki analne także sprawiają dość przyjemne wrażenie przy poruszaniu.
3) Zestaw do lewatywy
Zabawy analne pociągają za sobą konieczność zakupu takiego oto sprzętu. Podobno lewatywy są zdrowe, ale sam za nimi jakoś nie przepadam. Zestaw do nabycia w większości aptek za jakieś 25-30 złotych.
4) Sznurek
Zwykły sznurek ze spodni. Przydatny do obwiązywania klejnotów. Wiele przedmiotów domowego użytku można wykorzystać do różnych zabaw, co pokażą dalsze pozycje na liście.
5) Nakładka na ogon
Skórzana uprząż ma uciskać klejnoty, podczas gdy metalowe kółko wędruje na ogon. Mam wrażenie, że faktycznie nieco wzmacnia to siłę erekcji, ale nie wiem czy nie jest to zwykły efekt placebo.
Strasznie słaba zabawka. Witki pejcza są zrobione z jakichś lekkich tasiemek, w rezultacie siła uderzenia tej zabawki jest porównywalna do uderzania się kartka papieru. Heh, papierem można się chociaż skaleczyć...
7) Różne przedmioty
Większość potrzebnych rekwizytów zdobywam na bieżąco, bo nigdy nie wiadomo na jaki pomysł tym razem wpadnie Pani. Sporą część można kupić w każdym sklepie. Aktualnie mam na stanie trochę świeczek, klamerek balkonowych (do najsilniejszych nie należą), jakaś łyżka (do bicia po tyłku, oczywiście specjalnie zakupiona na te potrzeby), jakieś kable, kremy, balony itd. Takiego czerwonego kabla nawet nie używałem, ale kiedyś stwierdziłem, że może się przydać do czegoś.
To jeszcze nie koniec - ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czyli jutro.
Dzień 006 - Klęczący kundel
Jak już wspominałem dni wolne od pracy mają swój poranny rytuał - pobudka, zameldowanie się u Pani do 8:30, a następnie klęczenie aż do momentu, kiedy moja Właścicielka się zjawi i pozwoli mi wstać. W praktyce średnio trwa to godzinę podczas której mogę robić wiele rzeczy, ale najczęściej zajmuję nieco wygodniejszą pozycję i po prostu myślę o Pani. Co z tych myśli wynoszę opiszę w niedalekiej przyszłości.
Pani nakazała mi, bym zademonstrował jak to wygląda w praktyce, więc specjalnie na potrzeby bloga przygotowałem zdjęcie poglądowe.
A oto ja w połowicznej okazałości. Nie ukrywam, że trochę mnie przeraża myśl o tak publicznym obnażaniu się, ale z takiego zdjęcia nikt mnie raczej nie rozpozna. Jak widać nie jestem specjalnie muskularny, ale moja Pani już nad tym pracuje. W końcu kundel powinien jakoś wyglądać!
Pani nakazała mi, bym zademonstrował jak to wygląda w praktyce, więc specjalnie na potrzeby bloga przygotowałem zdjęcie poglądowe.
A oto ja w połowicznej okazałości. Nie ukrywam, że trochę mnie przeraża myśl o tak publicznym obnażaniu się, ale z takiego zdjęcia nikt mnie raczej nie rozpozna. Jak widać nie jestem specjalnie muskularny, ale moja Pani już nad tym pracuje. W końcu kundel powinien jakoś wyglądać!
sobota, 3 października 2015
Dzień 005 - Nie narzekać!
Jak to typowy facet, jestem malkontentem z zamiłowania. Powód do narzekania zawsze się znajdzie: a to jestem zmęczony, a to znudzony, a to chory, a to zapracowany, raz mi jest za gorąco, raz za zimno, kiedy indziej zbyt umiarkowanie...Marudzę często i na wszystko, chociaż w zasadzie wcale tego nie zauważam. Co na pewno jest męczące dla ludzi dookoła mnie. A zwłaszcza dla Pani.
Esencją każdej relacji międzyludzkiej jest szczerość; to dla mnie najważniejsze. A ponieważ przed moją Właścicielką nic nie chcę zatajać, to oprócz opisów dnia raczę Ją także niesamowicie urzekającymi historiami typu "Oj, oj, ale mam zakwasy po bieganiu", "Niech to, mam dziś niesamowity katar", "Niesamowicie deszczowy poranek" itd. itd. I nie wiem czemu jakoś nigdy nie mogę zatrzymać się i zastanowić czy Panią to w ogóle obchodzi - po prostu stawiam moją potrzebę wygadania się nad Jej cenny czas. Co zresztą mi niedawno z całą siłą uświadomiła.
W wojsku jest nie do pomyślenia, by szeregowy zanudzał pułkownika opowieściami o zakwasach. W żadnej poważnej firmie pracownik nie podejdzie do prezesa i nie zacznie marudzić, że się strasznie nudzi. Więc tym bardziej jest rzeczą karygodną (dosłownie), by zawracać głowę mojej Zwierzchniczce totalnymi bzdetami. Jasne, mam z moją Panią bardzo dobry kontakt i chwilami mogę z Nią pogadać prawie-że po przyjacielsku, ale nie wolno mi zapominać o fundamentalnej naturze tej relacji. Jak uznam, że jest coś o czym powinna wiedzieć, to wystarczy że wspomnę Jej to raz - moja Właścicielka jest inteligentną osobą i nie muszę powtarzać się kilkakrotnie, by mieć pewność, że o mnie nie zapomni. Mam tu naprawdę bardzo duże pole do poprawy i zamierzam zmienić mój charakter pod tym względem.
Bardzo Panią przepraszam za te wysyłane megabajty pełne zawodzenia. Obiecuję, że już się to nie powtórzy!
Esencją każdej relacji międzyludzkiej jest szczerość; to dla mnie najważniejsze. A ponieważ przed moją Właścicielką nic nie chcę zatajać, to oprócz opisów dnia raczę Ją także niesamowicie urzekającymi historiami typu "Oj, oj, ale mam zakwasy po bieganiu", "Niech to, mam dziś niesamowity katar", "Niesamowicie deszczowy poranek" itd. itd. I nie wiem czemu jakoś nigdy nie mogę zatrzymać się i zastanowić czy Panią to w ogóle obchodzi - po prostu stawiam moją potrzebę wygadania się nad Jej cenny czas. Co zresztą mi niedawno z całą siłą uświadomiła.
W wojsku jest nie do pomyślenia, by szeregowy zanudzał pułkownika opowieściami o zakwasach. W żadnej poważnej firmie pracownik nie podejdzie do prezesa i nie zacznie marudzić, że się strasznie nudzi. Więc tym bardziej jest rzeczą karygodną (dosłownie), by zawracać głowę mojej Zwierzchniczce totalnymi bzdetami. Jasne, mam z moją Panią bardzo dobry kontakt i chwilami mogę z Nią pogadać prawie-że po przyjacielsku, ale nie wolno mi zapominać o fundamentalnej naturze tej relacji. Jak uznam, że jest coś o czym powinna wiedzieć, to wystarczy że wspomnę Jej to raz - moja Właścicielka jest inteligentną osobą i nie muszę powtarzać się kilkakrotnie, by mieć pewność, że o mnie nie zapomni. Mam tu naprawdę bardzo duże pole do poprawy i zamierzam zmienić mój charakter pod tym względem.
Bardzo Panią przepraszam za te wysyłane megabajty pełne zawodzenia. Obiecuję, że już się to nie powtórzy!
piątek, 2 października 2015
Dzień 004 - Nakazy
Moja Pani dobrze wie w jakim kierunku pragnie mnie rozwijać, dlatego oprócz zakazów mam także sporo obowiązków, które muszę regularnie i skrupulatnie wykonywać. Pewnie zmartwię internetowych masturbatorów, ale zdecydowana ich większość nie jest zbyt erotyczna. Zamiast tego większość Jej Zasad pomaga mi się rozwijać, zarówno jako człowiekowi, jak i jednostce uległej.
1) Regularne meldunki
Częsty kontakt jest niezbędny w relacjach na odległość. W dni robocze muszę się meldować Pani co 3 godziny, w dni wolne od pracy - co 2. Ponadto muszę odpisywać na każdą wiadomość od Niej, choćby składała się ona tylko z jednej emotikonki. Wymiana maili toczy się tak od samego rana do godziny 22:00. Oczywiście oprócz zwykłych meldunków, składam także codziennie raport z minionego dnia, opisy wykonanych zadań (jeżeli jakieś dostałem), prośby o żarcie itd. Moja Właścicielka poświęca na mnie naprawdę sporo czasu - tak dziennie zwykle w każda stronę zostaje wysłanych kilkadzieścia maili.
2) Ważne decyzje
Realia czasem mogą się gryźć z Zasadami i w takich wypadkach zasięgam rady mojej Pani, co należy zrobić. Jeżeli zdarzy się coś nieprzewidywalnego, chcę gdzieś wyjść, poprosić o coś - moja Właścicielka się o tym dowiaduje i podejmuje ostateczną decyzję. Przyznam, że jest Ona naprawdę wyrozumiała pod tym względem - doskonale rozumie, że czasami życie nie pozwala na realizację wszystkich planów. Póki co układa się wszystko bardzo dobrze - ja robię co w mojej mocy, by Pani była zadowolona, a w zamian czasem dostanę wolny wieczór albo zgodę na odroczenie niektórych obowiązków, jeżeli jest taka potrzeba.
3) Ćwiczenia
Jak na standardowego prokrastynatora przystało do ćwiczeń nigdy nie miałem chęci; odpowiednią masę ciała utrzymywałem na zasadzie "jestem za leniwy, by iść do lodówki". Teraz to się zmieniło. Codziennie muszę biegać, robić pompki, podciągać się na drążku - Pani nadzoruje moje wysiłki i motywuje do pracy nad sobą.
4) Sprzątanie
Moje lenistwo owocowało też strasznym bałaganem w pokoju. Pani widząc to pandemonium od razu zagoniła mnie do roboty. Teraz rano i wieczorem przesyłam Jej zdjęcia mojego leża, by pokazać, że łózko jest zaścielone, biurko uporządkowane, podłoga nie pokryta trocinami itd.
5) Wychowanie obywatelskie
Pani robi ze mnie świadomego obywatela - streszczam Jej czytane przez siebie gazety, oglądam co tydzień programy publicystyczne itd. Na pewno przyda mi się ta wiedza na nadchodzące wybory.
6) Wygląd zewnętrzny
Pani dokonała przeglądu mojej garderoby i wszystko, co nie przypadło Jej do gustu poszło na śmietnik. Ponadto słucham się mojej Właścicielki w kwestiach "twarzowych", ale o tym za wiele pisać nie będę.
7) Żarcie z podłogi
To chyba jedyna definitywnie erotyczna część mojej rutyny. Pani Sobie życzy, by kundel przynajmniej jeden posiłek dziennie żarł z podłogi - nago, na kolanach, z łapami skrzyżowanymi na plecach. Oczywiście wszystko jest nagrywane i wysyłane mojej Właścicielce. Na początku sprawiało mi to problemy, ale teraz już nie przeszkadza mi to w ogóle. Dbanie o czystość podłogi zdecydowanie się przydaje!
Jest jeszcze wiele obowiązków, które muszę wykonywać (np. prowadzenie tego bloga), ale zostawię je na kolejne wpisy. Najważniejsze punkty zostały wymienione. Jak widać mój układ z Panią, to nie tylko perwersje, ale także wspaniała okazja do pracy nad samym sobą i doskonalenia się. Nie sądzę, by wiele dominujących Kobiet miało ochotę poświęcać tyle czasu na odpowiednie kształtowanie swoich podopiecznych co moja Władczyni!
1) Regularne meldunki
Częsty kontakt jest niezbędny w relacjach na odległość. W dni robocze muszę się meldować Pani co 3 godziny, w dni wolne od pracy - co 2. Ponadto muszę odpisywać na każdą wiadomość od Niej, choćby składała się ona tylko z jednej emotikonki. Wymiana maili toczy się tak od samego rana do godziny 22:00. Oczywiście oprócz zwykłych meldunków, składam także codziennie raport z minionego dnia, opisy wykonanych zadań (jeżeli jakieś dostałem), prośby o żarcie itd. Moja Właścicielka poświęca na mnie naprawdę sporo czasu - tak dziennie zwykle w każda stronę zostaje wysłanych kilkadzieścia maili.
2) Ważne decyzje
Realia czasem mogą się gryźć z Zasadami i w takich wypadkach zasięgam rady mojej Pani, co należy zrobić. Jeżeli zdarzy się coś nieprzewidywalnego, chcę gdzieś wyjść, poprosić o coś - moja Właścicielka się o tym dowiaduje i podejmuje ostateczną decyzję. Przyznam, że jest Ona naprawdę wyrozumiała pod tym względem - doskonale rozumie, że czasami życie nie pozwala na realizację wszystkich planów. Póki co układa się wszystko bardzo dobrze - ja robię co w mojej mocy, by Pani była zadowolona, a w zamian czasem dostanę wolny wieczór albo zgodę na odroczenie niektórych obowiązków, jeżeli jest taka potrzeba.
3) Ćwiczenia
Jak na standardowego prokrastynatora przystało do ćwiczeń nigdy nie miałem chęci; odpowiednią masę ciała utrzymywałem na zasadzie "jestem za leniwy, by iść do lodówki". Teraz to się zmieniło. Codziennie muszę biegać, robić pompki, podciągać się na drążku - Pani nadzoruje moje wysiłki i motywuje do pracy nad sobą.
4) Sprzątanie
Moje lenistwo owocowało też strasznym bałaganem w pokoju. Pani widząc to pandemonium od razu zagoniła mnie do roboty. Teraz rano i wieczorem przesyłam Jej zdjęcia mojego leża, by pokazać, że łózko jest zaścielone, biurko uporządkowane, podłoga nie pokryta trocinami itd.
5) Wychowanie obywatelskie
Pani robi ze mnie świadomego obywatela - streszczam Jej czytane przez siebie gazety, oglądam co tydzień programy publicystyczne itd. Na pewno przyda mi się ta wiedza na nadchodzące wybory.
6) Wygląd zewnętrzny
Pani dokonała przeglądu mojej garderoby i wszystko, co nie przypadło Jej do gustu poszło na śmietnik. Ponadto słucham się mojej Właścicielki w kwestiach "twarzowych", ale o tym za wiele pisać nie będę.
7) Żarcie z podłogi
To chyba jedyna definitywnie erotyczna część mojej rutyny. Pani Sobie życzy, by kundel przynajmniej jeden posiłek dziennie żarł z podłogi - nago, na kolanach, z łapami skrzyżowanymi na plecach. Oczywiście wszystko jest nagrywane i wysyłane mojej Właścicielce. Na początku sprawiało mi to problemy, ale teraz już nie przeszkadza mi to w ogóle. Dbanie o czystość podłogi zdecydowanie się przydaje!
Jest jeszcze wiele obowiązków, które muszę wykonywać (np. prowadzenie tego bloga), ale zostawię je na kolejne wpisy. Najważniejsze punkty zostały wymienione. Jak widać mój układ z Panią, to nie tylko perwersje, ale także wspaniała okazja do pracy nad samym sobą i doskonalenia się. Nie sądzę, by wiele dominujących Kobiet miało ochotę poświęcać tyle czasu na odpowiednie kształtowanie swoich podopiecznych co moja Władczyni!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





























