To już 60-ty wpis, prowadzę tego bloga już dwa miesiące. Na dodatek dzisiaj jest Święto Dziękczynienia. Idealny czas, by podziękować Pani za to że jest! A zrobię to poprzez przypomnienie początków tej tresury.
Po A. przez dłuższy czas nie miałem ochoty nikogo szukać, cieszyłem się więc wolnością przez prawie pół roku. Ostatecznie jednak mi się znudziło bezcelowe lenienie i zacząłem poszukiwać odpowiedniej właścicielki. Zrobiłem się nieco odważniejszy, sam zaczynałem pisać do Kobiet. Anons mojej Pani był jednym z trzech pierwszych na które odpowiedziałem - co prawda był relatywnie krótki, ale napisany poprawnie, czytelnie i miał w sobie tę niebywale seksowną kapitalizację, którą tak uwielbiam. Wyskrobałem ładne powitanie i wysłałem.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko, Pani była bardzo konkretna. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że tak łatwo uzyskałem od Niej zdjęcia weryfikacyjne. Zdecydowanie pomogło mi się to przełamać. Jeszcze tego samego wieczora odbyłem pierwszą rozmowę ze swoją Właścicielką i poznałem pierwsze zasady tresury. A było ich niesamowicie sporo w porównaniu do moich poprzednich doświadczeń. Meldunki co 3 godziny, szybkie wykonywanie poleceń, kontrola orgazmu oraz żarcia (chociaż tutaj miałem wybór - ale nie chciałem ograniczać swojej Pani), pierwsze zadanie polegające na masturbacji do Jej zdjęć, blokada konta na portalu...Od razu poczułem, że to nie przelewki. Tej nocy nie mogłem spać długo z podniecenia.
Moje życie szybko się zmieniało. Nauczyłem się żreć z podłogi, przestrzegać czasu meldunków, wytrzymywać dłuższy czas bez orgazmu. Pani szybko mnie podbijała swoją inteligencją i łatwo potrafiła egzekwować to czego chce. Gdy służyłem u A. każda moja obawa zwykle sprawiała, że moja poprzednia właścicielka wycofywała się ze swoich pomysłów. Natomiast Pani popychała mnie do przodu, łamiąc moje głupie lęki. W ten sposób rozwijałem się jako uległy. Jej idealne wyczucie taktu oraz zaangażowanie w mój rozwój sprawiły, że już po miesiącu ujawniłem Jej swoje dane osobowe. A po następnych dwóch - pokazałem swój pysk. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek się na to ośmielę przy tresurze wirtualnej... Pani mnie "złamała" i dopasowała do Swoich potrzeb - za to Jej jestem niewymownie wdzięczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz