sobota, 14 listopada 2015

Dzień 047 - Szczęśliwy Trzynasty

I stało się, po miesiąc abstynencji w końcu osiągnąłem upragniony orgazm, już szósty w trakcie trwania mojej służby u Pani (czyli w okresie lekko ponad czterech miesięcy). Oczywiście było niesamowicie! Zgodnie z zaleceniami Pani odbywał się on bez pomocy łap, jedynie poprzez kochanie się z Jej balerinką. Jest to bardzo ciekawy sposób na wyzwolenie, bo sam but aż tak bardzo nie stymuluje ogona - bez odpowiedniego nastawienia psychicznego takie przedsięwzięcie było by skazane na porażkę.

W trakcie "stosunku" podniecałem się cały czas myślami o Pani Ciele i władzy jaką Pani ma nade mną. Wpadłem w pewnego rodzaju trans, myślałem tylko o Niej.  Miesiąc przymusowej cnoty sprawił, że orgazm zbliżył się relatywnie wszystko i zalałem Pani buta gorącą spermą. W dodatku wytrysnąłęm tak mocno, że aż nie mogłem powstrzymać jęku. Później jeszcze kilka dobrych sekund leżałem dysząc, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu.

Spermę oczywiście wylizałem - taki już psi obowiązek, by nawet po orgazmie pamiętać, do kogo się należy. Nie mam z tym większego problemu, jestem gotów służyć mojej wspaniałej Właścicielce cały czas. Problem tylko polega na tym, że jak każdy facet jestem do niczego z pustymi jądrami. Nawet jak się staram to zawsze po orgazmie zdarza mi się zrobienie czegoś głupiego, zupełnie jakby wszechświat mnie karał za chwilę przyjemności. A może to kwestia podświadomości? Mam nadzieję, że tym razem nie dam plamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz