Przez kilka ostatnich dni został zdjęty ze mnie zakaz żarcia bez pozwolenia. Mogłem więc sam decydować o swoich posiłkach. Żarłem więc częściej...i nie zawsze kompletnie zdrowe rzeczy. Wiadomo, że nie wżerałem chipsów z frytkami i nie popijałem ich colą - znam listę "zakazanych" produktów, ale często ocierałem się o granice, wciągając w siebie rosół, sałatkę ziemniaczaną czy kilka czekoladek. Okazuje się, że bez nadzoru Pani moja wstrzemięźliwość jest dość marna.
To jest właśnie jeden z powodów dla których potrzebuję Kobiety nad sobą - moja wola nie jest zbyt silna, gdy chodzi o samoograniczanie się. Jeżeli by to ode mnie zależało, to na pewno bym tyle nie ćwiczył, nie hamował się tak przy żarciu, nie prowadził tak długo tego bloga. Po prostu brak mi samozaparcia.
Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy ma się nad sobą osobę, którą chce się zadowolić. Wtedy dochodzi ten magiczny czynnik psychologiczny, który sprawia, że dla tej osoby zmuszamy się do pracy. W życiu "normalnych" ludzi może to być np. ktoś z kim chodzimy na siłownię - nie chcemy rozczarować tej osoby niepojawieniem się, więc ruszamy swój tłusty zad i ćwiczymy. Inny przykład: narzeczona dla której staramy się rzucić palenie - zwalczanie nałogu jest ciężkie, ale dla tej wyjątkowej osoby często jesteśmy w stanie tego dokonać. Działając na rzecz innych stajemy się lepszymi ludźmi.
W uległości tego typu uczucia są spotęgowane, co sprawia, że praca nad samym sobą jest o wiele łatwiejsza. Co prawda nie mam zbytnio wpływu na kierunek swojego rozwoju, ale pod obcasem mojej Właścicielki czuję się bezpieczny i myślę, że idę w dobrą stronę. Wiem, że Jej potrzebuję w swoim życiu - jestem pewien, że bez Niej bym stał tylko w miejscu i nic z tym nie robił...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz