Ostatnio zdałem sobie sprawę, że gdy ktoś mnie opisuje słowem "mężczyzna" to czuję się jakby powiedział na mnie "kłębek wełny" albo "kubek jogurtu". Zupełnie to określenie jakoś do mnie nie przemawia, pomimo że teoretycznie opisuje moją płeć. Mężczyzna w mojej wyobraźni to ktoś silny i ten, no...mężny - ja natomiast dzień i noc chylę czoła przed moją Właścicielką.
Możliwe, że dalej myślę stereotypowo, bo przecież facet już nie musi być ogromny, nie musi mieć muskułów jak arbuzy i klaty wielkości średniego bojlera. Nie musi też zasuwać z pięści wszystkiemu co żyje ani łapać każdej Kobiety za tyłek. Mam jednak wrażenie, że ciągle gdzieś tam w zakamarkach naszej kultury wisi jak pajęczyna właśnie taki stereotyp mężczyzny. I chociaż teraz się nieco oczyścił, brutalność zamienił na czułość i opanowanie, to nadal musi być silny, wielki itd. I nadal to nie pasuje do mojej osoby.
Cóż, przynajmniej Pani ma prawdziwego mężczyznę w postaci męża. Ja mam swoją własną nazwę gatunkową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz