niedziela, 28 sierpnia 2016

Dzień 336 - Walcząc z diabłem

Raz jeszcze temat samoobciągania...Pofolgowałem sobie, kondycja spadła, brzuch urósł - no to trzeba wrócić do starej formy. Dziś, po wielu próbach, w końcu mi się udało, ale od wysiłku aż mnie boli łeb. Plecy póki co ok, ale boję się, że jutro będę cierpieć.

Minusem treningu jest ciągła konieczność masturbacji, bo ogon musi się prężyć jak masz. W trakcie zginania już sobie łapą nie pomogę, więc muszę się solidnie podniecić przed "próbą". Dziś już bardzo mocno fantazjowałem o tym, by się spuścić i ukryć to przed Panią...Wstyd, wiem, ale frustracja + podniecenie to bardzo wredne diabełki, które kusiły i kusiły...

Ostatecznie popatrzyłem na zdjęcie Pani, zagryzłem zęby i nadludzką mocą udało mi się zgiąć dostatecznie, by się polizać. Nie jest to jakiś niesamowity wyczyn, ale przynajmniej jestem tam, gdzie byłem ostatnio. No i uległem Pani, a nie swoim żądzom - to jest dopiero satysfakcja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz