Dzisiaj odniosłem mały triumf - po raz pierwszy w życiu posmakowałem swój ogon, a nawet dałem mu buzi. Nie było to zbyt erotyczne zdarzenie, ale niczego w sumie nie oczekiwałem od takie formy masturbacji. Zresztą nie miałem jak się cieszyć tym doznaniem, bo kręgosłup w tym czasie trzeszczał jak uschnięte drzewo na które wchodzi niedźwiedź. Myślę jednak, że wzmocniłem się na tyle, żeby nie doznać żadnego urazu.
Tak więc dzień minął prawidłowo - Pani Się relaksowała i oglądała meczyk, a ja w samotności próbowałem sobie obciągnąć:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz