Jak wspomniałem w ostatnim wpisie - wczoraj obchodziłem podwójne święto. A jak wspomniałem w przedostatnim wpisie - czasami zaczyna mi brakować tematów. A więc naturalnym krokiem było rozdzielenie opisu poprzedniego dnia na dwa. Jestem taki sprytny, hah.
W zasadzie to nawet nie chcę opisywać dnia z punktu widzenia relacji z mamą, bo to byłoby nudne. Natomiast wolę się skupić roli matki w kształtowaniu dziecka. Freud twierdził, że faceci podświadomie szukają Kobiet, które przypominają im rodzicielkę (i podobnie - dziewczyny szukają w swoich chłopaku ojca) - nie wiem czy jest to prawda czy nie, ale faktem jest, że moja matka ma dość silną osobowość i można powiedzieć, że jest dominująca. Od razu doprecyzuję, że w tym co piszę nie ma żadnego erotyzmu - najbliższa rodzina mnie w ogóle nie podnieca, a wszystkie relacje są perfekcyjnie waniliowe. Trzeba wspomnieć, bo wiem, że zdarzają się osoby, które inaczej to widzą.
Zdanie Freuda w zasadzie mi nie przeszkadza - jestem kim jestem i już się to nie zmieni. Jeżeli faktycznie stałem się uległy przez moją matkę (w jakikolwiek sposób by się to nie dokonało), to dalej uważam, że zostałem dobrze wychowany. Jakby nie patrzeć osoby uległe są zwykle szarmanckie, uprzejme, kultralne. "Grzeczne". A przecież każda mama mówi dziecku, by było grzeczne, prawda? No to w moim przypadku tak się właśnie stało. Dzięki mamo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz