Wracając do mojej przeszłości chciałbym się podzielić zasadami "gry", którą sobie wymyśliłem za czasów studiów. Ciągle nie miałem jeszcze żadnej Pani, a potrzeba worshipowania Płci Pięknej była u mnie nadal bardzo wysoka. A miałem chwilami bardzo dużo wolnego czasu.
Do gry autobusowej potrzebny był jedynie bilet, który umożliwiał jeżdżenie po mieście wszystkimi środkami komunikacji miejskiej przez cały dzień.
Zasady są proste:
1) Idziemy na najbliższy przystanek i wybieramy sobie jakąś interesującą Kobietę.
2) Jedziemy razem z nią do jej miejsca przeznaczenia. Przy okazji dyskretnie ją podziwiamy.
a) Po wyjściu ze środka komunikacji miejskiej śledzimy ją jeszcze 5 minut i jeżeli nie dojdziemy w tym czasie do innego przystanku, to wracamy do kroku 1)
b) Jeżeli w ciągu tych 5 minut odwiedzimy kolejny przystanek to kontynuujemy jeżdżenie z wybraną Panią
3) Po trzech cyklach znajdziemy się zapewne w losowym punkcie miasta. Teraz naszym celem jest powrót do domu. Oczywiście ciągle poprzez wybieranie Kobiet.
Gra naprawdę dziwna i w sumie nieco żałosna, biorąc pod uwagę, że byłem wtedy teoretycznie u szczytu swoich możliwości seksualnych. Zagrałem na tych zasadach ze 3-4 razy (raz tak spędziłem cały dzień - w sumie 20 cykli), nawet mam jeszcze dokumentację gdzieś na komputerze - bo owszem, starałem się cykać fotki w międzyczasie. W ładny dzień jechało się naprawdę przyjemnie, można było poznać lepiej swoje miasto, a i zabawa w detektywa ma w sobie coś pociągającego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz