czwartek, 24 marca 2016

Dzień 179 - Poznając siebie, cz.3: Orgazmy

Dostałem od Pani pozwolenie na kolejny orgazm. Istne szaleństwo, bo od ostatniego upłynął dopiero tydzień! Niegdyś to byłby mój limit, ale już się odzwyczaiłem od podniecania i nawet jakoś dużo ze mnie nie wyleciało. Albo wyleciało, ale w porównaniu z poprzednimi wydaje mi się mało.

Co mnie zastanowiło, to fakt, że taki orgazm w zasadzie dał mi mniej więcej tyle samo satysfakcji co ten po dwóch miesiącach. Owszem, te parę sekund przyjemności było o wiele mniejsze, ale później efekt był ten sam, więc w zasadzie nie było tu wielkiej różnicy. O wiele bardziej komfortowo jest się spuścić po tygodniu, bo człowiek nie oczekuje cudów wtedy i się nie stresuje, by wszystko wyszło jak należy, hehe.

Zastanawiam się czy w zasadzie dłuższa abstynencja na mnie jakoś działa - chyba nie, bo nie czułem się specjalnie podniecony po tych dwóch tygodniach. Możliwe, że perspektywa częstszych orgazmów trzymałaby mnie cały czas w stanie gotowości. Nie jestem hedonistą, przyjemność nie jest dla mnie aż taka ważna. Duchowo czuję się raczej stoikiem - potrafię czerpać przyjemność ze zwykłego braku cierpienia. Więc częstsze rozładowanie organizmu byłoby mi faktycznie na rękę. Czy raczej - na podłogę.

Moja Pani te wpisy czyta, więc kto wie, może jest szansa na taki układ? W sumie nie wydaje mi się, żeby którykolwiek z tych trybów abstynencji wpływał jakoś mocno na jakość mojej służby, więc tak naprawdę liczy się jedynie Jej satysfakcja. Pytanie tylko czy bardziej satysfakcjonujące jest częste składanie przez kundla spermowych danin czy też trzymanie go w abstynencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz