Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Ale tylko kalendarzowej, bo wszędzie jest szaro i wilgotno.
Wiosna kojarzy się powszechnie z okresem w którym rozkwitają nie tylko rośliny, ale i miłości. Dla mnie osobiście bardziej romantyczna zawsze była jesień - tulenie się do siebie w czasie spaceru po zakrytymi liśćmi uliczkami, sączenie gorącej czekolady w jakimś zacisznym kąciku, tego typu rzeczy. A wiosna to czas błota, deszczów, alergii oraz naprzemiennego marznięcia i pocenia się, bo nigdy nie wiadomo co dokładnie na siebie włożyć.
Mimo wszystko niedługo słońce przypraży mocniej i kozaczki u Kobiet zostaną zmienione na półbuty, a spodnie zaczną się robić coraz krótsze. Ciepło sprawi też, że człowiek w trakcie spacerów wystawi w końcu głowę z ramion, iście żółwim sposobem, i zacznie się rozglądać na boki. Mam tylko nadzieję, że nie chwycą mnie jakieś tęsknoty związkowe, bo utrudnia mi to służbę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz