Ukradłem mojej Pani z życia spory kawałek czasu... Próbowałem dopomóc w naprawie sprzętu, ale takie pomaganie na odległość jest jak zamiatanie podłogi drugim końcem miotły - niby wykonalne, a w praktyce można się namęczyć a rezultatu nie osiągnąć. Tak było i tym razem. Dwa dni trwało pomaganie i w końcu moja Właścicielka Się zniecierpliwiła. Dostało mi się nieźle...
Za samo niepowodzenie nie zostałem ukarany, ale samopoczucie sięgnęło mi już dna. Czuję, że się ostatnio nie spisuję i jest mi z tym źle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz