Po ponad siedmiu miesiącach służby u Pani wiele się nauczyłem - także o samym sobie. Ekstremalność niektórych sytuacji sprawiała, że mogłem poznać lepiej swoje zachowania i tory myślenia. Taka autorefleksja jest bardzo dobrą rzeczą, trzeba znać własną osobę.
Weźmy na przykład takie orgazmy. Wcześniej miałem pełny dostęp do swojego ogona i masturbowałem się codziennie, to chyba normalnie. Nie sądziłem, że będę wstanie wytrzymać bez dotykania dłużej niż dwa tygodnie - u poprzedniej właścicielki to był właśnie mój limit. Natomiast u Pani już po raz drugi przekroczyłem próg 40 dni (teraz już jakieś 45) i wszystko wskazuje na to, że ustanowię nowy rekord. Niesamowite.
A już wyjątkowe w tym wszystkim jest to, że nie czuję się też zbyt podniecony. Zastanawiało mnie to i wydaje mi się, że przyczyną jest brak czasu (i w pewnym sensie zmęczenie). Nawet jeżeli w pracy jest względny spokój, to mam obowiązki wobec Pani. W rezultacie, gdy mam trochę czasu wolnego, to nie wykorzystuję go na poszukiwanie erotycznych wrażeń. Być może to dobrze, że nie myślę ciągle o jednym?
Innym wyjaśnieniem może być przyzwyczajenie. Wspominając raz jeszcze poprzednią właścicielkę - tam w zasadzie mogłem mieć orgazm kiedy tylko chciałem, wystarczyło się zapytać o pozwolenie. W rezultacie szczytowałem zwykle przynajmniej raz na tydzień. Moja Bogini z kolei coraz bardziej przesuwała czas do kolejnego orgazmu, co pewnie pozwoliło mi osiągnąć taki wynik. Przyzwyczajenie jest mocne, bo mnie już rzadko kiedy korci się dotykać - jedyne czego się boję, to "wypadek".
W każdym razie moje życie seksualne należy do Niej i już się zupełnie do tego przyzwyczaiłem. Nie ma nic milszego słyszeć o udanym erotycznym poranku mojej Pani, podczas gdy mój ogon pokrywają pajęczyny i kurz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz