Ok, pomelo oficjalnie znalazło się na szczycie listy niesamowicie trudnych rzeczy do pożarcia. Nie dość, że jest niesamowicie wielkie, to ma jeszcze potężną skórkę, którą ledwo można było przebić zębami. Gryzłem najmocniej jak mogłem, wyrywając kawałek i jednocześnie podnosząc cały owoc, który po chwili opadał na podłogę z głuchym odgłosem. A po skórce jeszcze była gruba warstwa miąższu...Toczyłem, wgryzałem się, walczyłem...A nawet smak nie był jakiś specjalny.
Ogólnie kolana mnie już rozbolały zanim jeszcze cokolwiek zżarłem. Diabelski owoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz