Tej nocy wykonałem dla Pani zadanie związane ze świeczką. W sumie dość klasyczne - stopić ją na swoich klejnotach. Był jednak mały haczyk - wcześniej miała się ona znaleźć w moim tyłku. Zapalona. Trzeba powiedzieć, że ta część nie była łatwa, musiałem się nieźle nagimnastykować. W sumie najlepsza do tego zadania była (oczywiście) pozycja świecy - tylko z łapami zarzuconymi za łeb, zamiast celującymi w sufit. Zrobił się ze mnie całkiem ładny świecznik!
Później już ładnie pokolorowałem swoje genitalia na niebiesko (bo akurat takiego koloru świeczkę miałem). Męczące zajęcie, świeczka jest dość spora, a wosk płynie wolno. Dałem jednak radę. Najgorsze są pierwsze minuty, później już wosk tworzy skorupę, która chroni przed porcjami kolejnego. Chociaż czasem jak się nieumiejętnie trzyma świecę, to zgromadzi się tam sporo wosku, który wylany na raz może sprawić naprawdę sporo bólu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz