Święta to okazja do wielkiego żarcia oraz do wielkiego żłopania. Żarcia czasem nabiorę o wiele zbyt dużo, ale jeżeli chodzi o alkohol, to jestem bardzo odpowiedzialny. Nigdy w życiu nie straciłem przytomności, zawsze wszystko pamiętałem, wymiotowałem może z 2-3 razy i zawsze do stosownego pojemnika. Nigdy też nie zrobiłem po alkoholu czegoś czego bym żałował, chociaż wiadomo, że hamulce mi wtedy nieco puszczają.
Alkohol jest raczej przyjemnością i jego spożycie musi być zatwierdzone przez moją Właścicielkę - kundel w końcu ma myśleć o Pani, a nie o zaspokajaniu własnych zachcianek. Na dodatek wiadomo, że w stanie wskazującym kundel nie będzie pełnić swoich obowiązków dostatecznie dobrze. Dochodzi jeszcze postępujący brak samokontroli, chociaż jak już wspomniałem - o to moja Pani martwić się nie musi. Posłuszeństwo wobec Niej mam zaszyte bardzo głęboko, w warstwie mojej osobowości do której alkohol nie ma dostępu.
W internecie niekiedy można się natknąć na praktykę zwaną "forced intox". Nie wiem czy jest na to jakiś polski termin, ale ogólnie chodzi o spijanie jednostki podległej. Osoba dominująca każe wypijać dołowi hurtowe ilości alkoholu, a następnie wykorzystuje niedyspozycję i osłabienie woli, by skłonić suba do wykonywania różnych zadań, często poniżających. Czasami wyłączenie myślenia ma także pomóc Dominie do zmuszenia uległego do czegoś na co zwykle chętny by nie był.
W moim przypadku raczej zmuszanie do żłopania wódy nie byłoby konieczne - nie wyobrażam sobie sytuacji w której alkohol miałby wpłynąć na moje posłuszeństwo wobec Pani. Wszystkie Jej rozkazy wykonuję bez szemrania na trzeźwo. A gdybym jakimś cudem Jej odmówił, to musiało by to być coś na tyle hardcorowego, że prędzej bym przy alkoholizacji stracił przytomność niż je wykonał. Ale jak wiadomo alkohol nie jest dla wszystkich - w niektórych relacjach może być faktycznie narzędziem tresury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz