Nieraz sobie fantazjuję o swojej przyszłej Żonie. Co prawda jeszcze nawet nikogo nie widzę na horyzoncie, ale wiem, że w moim życiu musi istnieć jakaś dominująca Kobieta, więc o ile nie zwiążę się z jakąś niewolnicą mojej Pani, to małżeństwo z osobą dominującą jest jedynym wyjściem. Zwłaszcza, że Pani (z tego co wiem) niewolnic żadnych nie posiada.
Jako w miarę ogarnięty uległy często więc się zastanawiam jak dużo bym był w stanie się poświęcić dla satysfakcji mojej Kobiety. Myślę, że byłbym w stanie zajść dość daleko, ale do cuckold (czyli sypianie Żony z innymi mężczyznami, zwykle przy świadomości męża) wciąż nie jestem do końca przekonany. Zastanawiałbym się co bym zrobił, gdyby moja Kobieta uznała, że nie wystarczam jej w całości do osiągania pełnej satysfakcji seksualnej. W tego typu relacji trzeba mieć całkowite zaufania do partnera, a zdrada, nawet kontrolowana, zawsze będzie rodzić pytania typu "Czy to na pewno tylko seks? Może chodzi już o coś więcej?". Dodatkowo dochodzi do tego pewne poniżenie, co może prowadzić do obniżenia poczucia własnej wartości.
Czy bym jej na to pozwolił? Cóż, chyba tak, bo mój problem polega na tym, że nie chce swojej Kobiecie mówić "nie", jeżeli chodzi o jej szczęście. Na pewno bym się zapytał czy nie ma żadnych alternatyw, a jak nie, to starałbym się chociaż ustalić pewne zasady, wokół których miałby się taki układ odgrywać. Ale czy byłbym szczęśliwy? Nie mam pojęcia. Teraz jestem bardzo podniecony myślą, że moja Pani sypia ze swoim mężem kiedy tylko ma ochotę, podczas gdy ja żyję w abstynencji, ale to zupełnie inna sprawa. Mam nadzieję, że mnie nie czekają w życiu takie trudne wybory!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz