Ostatnio dostałem sporo wolności ze strony mojej Właścicielki - oczywiście wciąż mam obowiązki do wykonania, ale liczba rzeczy na które dostałem pozwolenia jest już dość spora. Odkryłem, że budzi to we mnie...stres. Nadmiar przyjemności na służbie to coś jak duża impreza przed ważnym egzaminem - nie idzie się tym cieszyć w 100%, bo wisi nad nami wielka i ciężka chmura obowiązku. A gdy zawsze trzeba być pod wezwaniem, to spod tej chmury się nigdy nie wychodzi.
Nie mam pojęcia w jaki sposób się zregenerować, mam wrażenie, że nic mi tak do końca nie pomaga. Aż mi się przypomina leżący na plaży Marek Kondrat..."Muszę odpocząć za wszelką cenę". Tylko jak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz