środa, 8 czerwca 2016

Dzień 255 - Guano

Jak wcześniej wspominałem - wysłałem Pani paczkę, której zabezpieczenia były...poniżej oczekiwań. Po prostu nie pomyślałem o tym, by coś tutaj robić...wysłałem co było, byle jak najszybciej. Myśl o zabezpieczeniu przesyłki ani razu mi nie wpadła do łba. Mojego pustego, głupiego łba...

O dziwo, paczka dotarła do mojej Właścicielki w stanie względnie nienaruszonym. Tyle tylko, że przy rozpakowywaniu...wszystko się rozsypało i zniszczyło część pokoju mojej Pani.

Potrzeba nowego akapitu, by przetrawić jak należy ostatnie zdanie. Kundel, bezwartościowa istota, która została wyniesiona w górę przez Panią, istota, której celem egzystencji jest usprawniać życie swojej Właścicielki i służyć jej ze wszystkich sił, istota, która bez tej Kobiety jest po prostu zwykłym śmieciem...Przez tę istotę cały dzień Pani został zmarnowany i kosztował Ją dużo nerwów.

...

Brak mi po prostu słów, by opisać co czuję. Ale wiem jak się czuję. Jak totalny śmieć, głupie g...o, które przykleiło się przypadkiem do podeszwy mojej Pani i jest tylko utrapieniem. Moja Właścicielka jest wspaniałą Osobą, inteligentną, piękną, o wielkim sercu i pięknym charakterze. Jest istną Boginią. I ta właśnie Boska Kobieta zechciała mnie przygarnąć i wychowywać, poświęcając Swój cenny czas. I co zrobiłem z tym wspaniałym podarunkiem od Niej? Wypiąłem się na niego, zlekceważyłem, sprawiłem Jej masę przykrości.

....

W takich chwilach się zastanawiam czy taka służba ma w ogóle sens...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz