Kontynuując temat dziecięcy, chciałbym poruszyć temat wychowania dzieci w FLR. Nie, nie mam na tym polu żadnego doświadczenia, co nie przeszkadza mi w formułowaniu opinii.
Przypomnę, że FLR to skrót od Female Led Relationship. Niekoniecznie musi oznaczać to femdom, może to być związek zupełnie waniliowy - tyle tylko, że Kobieta jest tutaj głową rodziny. Być może dlatego, że obie strony taki układ podnieca, ale może dlatego, że Kobieta lepiej zarabia albo w ogóle jest inteligentniejsza od partnera. Gdy związek przechodzi w małżeństwo i zaczynają się w nim pojawiać dzieci - wtedy zaczyna się, moim zdaniem, mały problem.
Tak jak przez wieki patriarchatu dzieci były wychowywane w przeświadczeniu, że to tata rządzi w domu i to od jego decyzji wszystko zależy, tak w przypadku FLR role stają się odwrócone. Dzieci dorastają w otoczeniu, gdzie mama podejmuje wszystkie decyzje. To jeszcze nie jest złe, chociaż już tutaj psychologowie mogliby zacząć protestować. Ale znam przykłady rodziców, którzy już wtedy przygotowują dziewczynki do roli dowódców, a chłopców do innych roli. Dziewczynki są obdarowywane nieco innymi przywilejami niż ich bracia - niekoniecznie musi to być faworyzowanie, po prostu rodzice mają nieco inny pomysł na swoje dzieci. Synek pomaga tacie w kuchni, a np. córka z mamą zastanawiają się co trzeba kupić w domu.
Cóż, na tym etapie chyba nie widziałbym w tym nic złego, chociaż siłą rzeczy nie jestem obiektywny. Jasne, idealnie by było, jakby rodzice wychowali dzieci po równo, ale tak naprawdę mało kto tak robi. Dziewczynki od pierwszych miesięcy są otoczone kolorem różowym, potem rodzice kupują im lalki i sukieneczki. Chłopcy z kolei dostają zimne kolory, klocki i transformersy. To także jest pewne "łamanie" dziecka i naginanie do swojej woli. Z dwojga złego już więc wolę, by rodzice wychowali kolejne pokolenie inteligentnych i odważnych Kobiet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz