Zbijając w jedno dwa poprzednie tematy: dzisiaj opiszę w jaki sposób mój fetysz "informacyjny" objawiał się w gimnazjum. O gimnazjum mogę dużo pisać, bo wtedy w końcu człowiek zaczyna dojrzewać i wszystkie perwersje wychodzą na jaw.
Kobiety wielbiłem bardzo wcześnie, a jedną z form wyrażanego przeze mnie podziwu było dowiadywanie się jak najwięcej informacji o Koleżankach z klasy. Zapuszczałem żurawia do dziennika, by poznawać ich daty urodzenia oraz adresy. Codziennie wybierałem sobie jedną osobę i starałem się spisywać jak najdokładniej w co jest ubrana, a potem to nawet zapisywałem w specjalnym zeszyciku (pozbyłem się go dopiero jakiś rok temu...chyba). Kiedy mogłem kolekcjonowałem jakieś zapisane przez nie karteczki i inne szkole materiały (do tej pory trochę ich mam!). Każdego dnia zapisywałem sobie jakieś wyjątkowe zdarzenie w którym uczestniczyła któraś z Koleżanek i które jakoś na mnie "zadziałało". Przeprowadzałem codziennie spis butów u każdej Koleżanki i robiłem statystyki...I wiele, wiele innych rzeczy, które dziś brzmią jakbym był psychopatycznym mordercą.
Oczywiście nie robiłem tego wszystkiego na raz - poszczególne czynności przychodziły i odchodziły, w zależności od okresów...Wszystkim kierowała jedna rzecz, chęć dowiedzenia się jak najwięcej o danej Kobiecie i podziwiania jej za całokształt. To akurat ciągle mi zostało, chociaż teraz już przybrało bardziej społecznie akceptowalne formy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz