niedziela, 31 stycznia 2016

Dzień 125 - I koniec wolnego...

Sobota dobiegła końca. Dzień był przyjemny, ale aż tak nie odbiegał od normy. Najbardziej chyba się ucieszyłem z możliwości pospania - rzadko kiedy mam teraz możliwość wstawania bez pomocy budzika. Pani była nieco niezadowolona, że wstałem aż dwie godziny później niż zwykle (ok. 10:30), więc zapewne nieprędko czeka mnie kolejna taka okazja. Będę musiał próbować szybciej iść spać.

Drugą rzeczą był brak ćwiczeń. To także mnie cieszy, bo zawsze wieczorem ciężko mi się do nich zabrać i to jest jeden z powodów dla których późno zwykle idę spać. Nawet nie wiem czemu, przysiady zajmują mi z 2 minuty, ćwiczenia samoobciągania kolejne 3-5 (przynajmniej te nagrywane), a zgrywanie to jakieś 20-30 minut - z czego może 5 wymaga czynnika ludzkiego. Rozmyślania zostawię na później - w każdym razie wieczór bez nich był o wiele przyjemniejszy.

I po trzecie - nieco większa swoboda w żarciu. Od czasu do czasu Pani zezwala mi na żarcie bez potrzeby pytania się i to zawsze jest małe święto. Tym razem doszła jeszcze do tego możliwość żarcia mniej zdrowych rzeczy, ale z tym nie przesadzałem. Cola, alkohol i dwie garście orzeszków ziemnych. Za bardzo przytyć nie powinienem.

Oczywiście nie leniłem się całkowicie. Popuszczenie ze smyczy nie oznacza przecież całkowitego zwolnienia ze służby. Meldunki dalej składałem, żarłem z podłogi, wykonałem kilka mniejszych zadań dla mojej Właścicielki. Dzień ogólnie był udany!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz