Po dwóch miesiącach w końcu miałem okazję się wyładować! Pani jeszcze dodatkowo zwolniła mnie z dzisiejszych obowiązków, więc przez ten wieczór zrelaksuję się mocniej niż przez ostatni miesiąc, hehe.
Pani mnie zaznajomiła z pewną techniką masturbacji, która mi się spodobała - mianowicie leżę sobie na wyrku i kocham się z Jej butem. Ma to dość potężny wydźwięk psychologiczny, a co najważniejsze nie jestem w stanie się tak dobrze stymulować jak za pomocą łapy. By więc osiągnąć orgazm muszę się nieco mocniej wprowadzić w nastrój, rozbudzić w sobie podniecenie, zsynchronizować żądzę duchową i fizyczną. Nie było to ciężkie - bucik Pani, Jej bielizna pod nosem oraz"szczęśliwe myśli". Wszystko to wystarczyło by dojść w jakąś minutę.
Potrzebowałem tego orgazmu, chociaż jakoś nie czuję po nim zalewu hormonami. Chyba już się odzwyczaiłem od tego stanu poorgazmowego, bo czuję się teraz nieco wypróżniony, hehe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz